~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
69. Paradoksy

  

Paradoksy polskiej historii.

Ostoja tolerancji staje się siedliskiem ksenofobii, a ojczyzna kilkunastu narodów krajem w praktyce jednoetnicznym. Wspaniała Konstytucja 3 Maja pogrzebała państwo, ale ocaliła naród, który kultywował pamięć o swej wielkości w latach niewoli. Rujnujący kraj męczennicy XIX-wiecznych powstań byli czczeni jako bohaterowie i stawiani za wzorzec kolejnym pokoleniom, a próbujący coś wyszarpać w ramach ugody organicznicy byli przeklinani jako zdrajcy i kolaboranci. Służący kilka lat wcześniej w armiach zaborczych polscy oficerowie ratują naszą niepodległość w 1920 r. Walczący z nazizmem żołnierze AK są prześladowani za współpracę z tymże nazizmem, a komunistyczni zdrajcy budują niepodległość powojenną. Kraj przez setki lat ciągnący coraz bardziej na wschód w jednej chwili przejeżdża setki kilometrów na zachód. System realnego socjalizmu, odpowiadający za cywilizacyjne opóźnienie Polski wobec Zachodu, umożliwia awans społeczny szerokim grupom ludności i likwiduje analfabetyzm. Zbrodnie komunistycznej władzy sąsiadują z rozkwitem polskiej kultury. W warunkach pełnej suwerenności po 1989 r. bohaterowie opozycji solidarnościowej są oskarżani o współpracę z SB, a lawiranci minionego ustroju grają rolę pierwszych męczenników…

Wieczne spory, kłótnie, zarzuty, podziały.

A przecież nic nie jest takie proste. Są różne wybory. I różne racje. Dopiero po latach widać, kto miał słuszność. Ale nie zawsze wiadomo to z góry.

Jak pisał Norman Davies: „poczynając od połowy osiemnastego wieku po dzień dzisiejszy, w polityce Polski dominują trzy odrębne tradycje: Lojalizmu, Powstania i Ugody. Z nacjonalistycznego punktu widzenia odpowiadają one trzem drogom: drodze Zdrady, Idealizmu i Realizmu. W oczach rządzących potęg natomiast są to ścieżki Powinności, Buntu i Umiarkowania”.

  

Ostatecznie, liczy się tylko ludzka przyzwoitość…

  

środa, 03 maja 2006, alexanderson
Komentarze
2006/05/04 00:43:49
Czasem nawet i po latach nie sposób jednozacznie różne sprawy osądzić. Powstanie styczniowe, Wielopolski, powstanie warszawskie. Sam się ze sobą o te momenty kłócę, biję. I do ładu dojść nie mogę. Te właśnie chwile, co do których pewnie nigdy się nie zgodzimy, wydają się najpiękniejsze. A na pewno - najbardziej inspirujące.

Żałosne, że tych frapujących paradoksów ostatnio chcą nas pozbawić. Tak bardzo chcą stworzyć mit. Ci najbardziej kłótliwi - możliwość kłótni chcą nam odebrać. Czyżby kolejny paradoks?
-
2006/05/04 17:26:27
Mam te same odczucia co Ty – chciałbym, żeby Polacy umieli się kłócić o historię, żeby w ogóle się kłócili, bo to znaczy, że znają ją dobrze i dodają do wydarzeń własne refleksje. Kiedyś toczono spór „bić się czy nie bić?” (o XIX-wieczne powstania), o Wielopolskiego, przez ostatnie pół wieku o Powstanie Warszawskie – dziś grozi nam hurra-patriotyczno-bogoojczyźniana wizja naszej historii, w której nie ma miejsca na refleksję i zajmowanie osobistego stanowiska. A taka, przyjmowana na wiarę historia może tylko nudzić.
Obserwuję młodych ludzi, patrzę na swoich studentów ledwie parę lat młodszych ode mnie i jestem przerażony – nic nie wiedzą, nic ich nie fascynuje, nie mają własnej opinii w żadnej sprawie, dotyczącej narodowych dziejów. A to właśnie te paradoksy są najwartościowszą lekcją z naszej historii, bo mogą czegoś nauczyć. Choćby bilansu zysków i strat przed podjęciem decyzji.
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2006/05/07 17:33:25
Ja tylko w kwestii formalnej: we fragmencie "[...] a próbujący coś wyszarpać w ramach ugody organicznicy byli przeklinani jako zdrajcy i konspiratorzy." zamiast KONSPIRATORZY (ci zajęli raczej miejsce po przeciwnej stronie barykady;) miało być chyba KOLABORANCI? To na K i to na K, a jaka różnica, nie? ;)
-
2006/05/07 19:35:19
Masz oczywiście rację - z pośpiechu, myśląc jeszcze o poprzednich, popełniłem tę pomyłkę, natychmiast poprawiam.