~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
108. Maruderzy końca wieku

  

W „POLITYCE” 2006, nr 29 Raport o młodych ludziach, dwudziestoparo- i trzydziestoparolatkach, którzy nie chcą opuszczać domu rodziców – coraz powszechniejsze zjawisko w Europie i w Polsce.

Do Raportu dołączono esej Juliusza Strachoty Nicnierobienie, którego fragmenty zamieszczam. W końcu – to także o mnie. O nas.

  

Trudno powiedzieć, co sprawia, że w życiu młodych facetów nic się nie zdarza. Mają dobre wykształcenie. Są z miasta. Są zupełnie pomysłowi. I już coraz bliżej trzydziestki i cały czas nic. Wpadają w błędne koło nicnierobienia. Z każdym dniem coraz bardziej. (…)

Nicnierobienie nigdy nie jest tym samym. Z reguły jednak jest oczekiwaniem. Tak jakoś oczekuje całe mnóstwo moich kolegów. Na cud. Im bardziej się rozglądam, tym ich widzę więcej. Mniej więcej mają te dwadzieścia sześć lat. U kilku: brak jakiejkolwiek dotychczas wykonywanej pracy. U jednego: brak też umiejętności obrania ziemniaków. (…)

To nie jest tak, że coś jest z chłopakami nie tego. Są normalni. Mają studia. Lubią wypić. Dziewczyny mają. Dwie ręce i fiuta nawet. To nie jest tak, że jest jedna oficjalna wersja, że pracy nie ma, że trudno ją znaleźć, że się nie chce. Każdy ma swoje alibi, każdy swoją wersję zdarzeń. Zdarzeń na czas nierobienia nic. (…)

Jest tak, że dopada cię co chwila bardzo zły stan psychiczny. Że się pracy nie ma. Że się tylko udaje, że jej się szuka. Że się nie udało coś. Że się nam wydaje coś. Że spieprzyliśmy. Że inni nie mają takich problemów, tylko zapierdalają i zarabiają pieniądze. No, ale z drugiej strony, ilu kolegów ma mniej więcej tak jak ty? O tak. (…)

Zżera cię to, że inni mają lepiej, że jakoś im się udało. Niby tli się w tobie, że tobie też się uda, że to się zdarzy, ale jednak przygniata z drugiej strony wersja, że będzie dokładnie odwrotnie. Jest strach. Strach chyba dobrze nie robi nikomu. Jutro będzie lepiej? Nie pijesz. Wstajesz o siódmej rano. Idziesz na rower. Potem jesz coś lekkiego. Podciągasz się. Przeglądasz oferty pracy. Oglądasz film ściągnięty z torrenta. Znowu rower. Kupujesz se kefir na obiad. Gotujesz sobie kaszę z jajkiem. Zdrowo i tanio. Jeszcze zerkasz w Internet. Szukasz tej pracy kreatywnie dość.

Tak, tak. Umiesz to robić. No, ale ta nie pasuje, ta też nie i tamta też.

Wieczór przychodzi i możesz swobodnie wyłożyć się przed telewizorem. Wiadomości. Informacje. Fakty. Ile wiedzy pochłaniasz. Masz w sobie pełnię. Zaspokojone potrzeby psychiczne i fizyczne. (…)

No właśnie, mieszkanie z rodzicami sprawia, że czujesz się nieco niekomfortowo. Paru kolegów już jednak nie mieszka. (…)

Hiphopowcem to już raczej nie zostaniesz. Ale nie chciałbyś być z tłumu. Nie będziesz robił rzeczy tych samych, co robi masa. Najgorszy jest ten strach, który dopada czasem, że nic się już nie wydarzy. No, bo ty nic nie zrobisz, los sam z siebie też nic, kurwa, nie podetknie. Są takie czarne myśli. (…)

Potrzebowałbyś tego bata, ale z drugiej strony cenisz jednak sobie wolność. Tak właśnie jest, mamo. To nie jest kwestia wysiłku. Wysiłek nie jest ci obcy. Może zatem kwestia odpowiedzialności? Nie, nie. To wszystko nieprawda…

Wersja jest taka, że jest trudno, plus sam jesteś nieogarnięty do końca, niczego ci nie brakuje, ale jakoś nie potrafisz się odnaleźć. Życie jest ciężkie. Twoi starzy nie są bogaci. No, dobra, jest w tym także niepodejmowanie ryzyka. Jest rodzaj pewności siebie. I świata. Że on do nas przyjdzie. Nie musimy dokonywać wyborów, my jesteśmy wybrani. Niech mi, kurwa, nikt nie mówi, że to ucieczka przed dorosłością jest. (…)

Nie radzisz sobie? Masz dwadzieścia sześć lat. Nic nie robisz. Najebiesz się kilka razy w tygodniu. Masz gdzie spać. Masz co jeść. Masz Internet. Szybkie łącze.

Ja sobie nie radzę? Ja po prostu nic nie robię. Świetnie sobie z tym radzę.

Nieustające wakacje? Mam jeszcze czas. Nie, Jezu. Już prawie trzydziecha, a ja nic nie robię. Muszę się napić. Najpierw umyjesz wannę. Bo jak już wszyscy wiedzą, mieszkasz z rodzicami. Oni to docenią.

To teraz wychodzisz na dwór. Banał. Idziesz na ławkę, na boisko, gdzie siedzi się i nic się nie robi. Oczywiście, pije się piwo i jara dżointy. Wielkie mi halo. Ty jesteś tu trochę lepszy, bo masz studia, dobrze się tu czujesz. Większość celebruje, że jest się skazanym na życiowe niepowodzenie. Więc ich nicnierobienie jest inne nieco. Ono ma alibi bardzo jasne. Mocniejsze. O tym alibi się gazety rozpisują. Bezrobocie. Też byś chciał je mieć. No w końcu też jesteś z bloków. Tak, należy ci się ono.

Zdajesz sobie sprawę, że nic nie robisz. Masz głęboką świadomość. (…) I wiesz, że nic nie robisz, i wiesz boleśnie, że nic z tym nie zrobisz. Takich jak ty spotykasz całe mnóstwo. Oni dają alibi. A tobie się nie to, że nie chce, nawet chce ci się, ale nie wiesz dokładnie, co byś chciał. Nudzisz się jak cholera. Nie masz za bardzo konsekwencji w sobie. Nie masz pomysłu. Masz ten strach, a jutro nadzieję. Nicnierobienie jest czasem zupełnie przyjemne. Masz poczucie winy, a nazajutrz jesteś dumny z siebie jak paw.

Ale przecież, żeby nic nie robić, nie trzeba być jakimś tam ostatnim frustratem i w ogóle. Przecież jest też taki wariant, że po zjedzeniu kanapek wsiadasz do samochodu i jedziesz prosto do biurowca. W garniturze. I nic nie robisz aż do siedemnastej. To dopiero jest frustrujące. Nie, nie chcesz tego. Cenisz sobie swoją wolność”.

  

wtorek, 25 lipca 2006, alexanderson
Komentarze
2006/07/28 01:33:52
to mi troche przypomina życie a raczej reportarz z życia Ryśka Riedela tyle że on chciał być jeszcze bardziej wolny i zaczą sobie tą wolność stwarzać odpływami w narkotyki. Nie mógł przestać bo przez nie właśnie mógł przebywać ze swoim przyjacielem zmarłym. To był taki jego mały wielki wolny świat który go zniewolił do ostateczności.