~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
110. Coś

  

Coś by wypadało napisać. Coś by trzeba zrobić. Ale co?

Żeby tak własną niemoc przekuć w coś twórczego.

Nie mam niczego do powiedzenia, a jednak mówię – tłumaczył się Federico Fellini z Osiem i pół w wywiadzie z Orianą Fallaci.

A ja milczę...

   

niedziela, 30 lipca 2006, alexanderson
Komentarze
2006/08/01 00:58:08
Witaj Alexandersonie,
widzę, że u Ciebie bez zmian.
Ta sama niemoc, ten sam narcyzm, ten sam banał podparty literaturą, a w komentarzach (prawie) te same słowa pokrzepienia płynące z czystych serc wrażliwych licealistek, w których obudziłeś siostrzane uczucia.
Czy Ciebie już samo TO nie męczy?

Trochę szkoda, bo wyżej Cię oceniałem :(
Podejrzewam jednak, że dobrze Ci z tym, więc już mnie to tak nie rusza.

> Coś by wypadało napisać.

??
Poczucie obowiązku wobec wiernych czytelników/-czek?
A może już pracujesz nie tylko na swoje alibi, ale także PT Czytelników, równie bez ikry czy bez jaj, ale nie dość biegłych w słowach, by się tak ładnie nad sobą użalać?

Jesteś pewien, że wiesz, po co piszesz?
Miałem nadzieję, że tytuł tego bloga jest prowokacją. Teraz widzę, że... uczciwym ostrzeżeniem!
No ale jeśli tak, to ... czy chcesz być konsekwentny?

Jakoś brak mi motywacji, aby i tym razem coś Ci proponować ( na pewno też nie przyjmujesz petentów w tych godzinach ;), ale gdybyś tak miał potrzebę unieść się urażoną dumą, zamanifestować bycie PONAD (innymi...), komuś intelektualnie dołożyć ( np. mnie ;), to – po starej znajomości - uprzejmie służę okazją:

Wybierz się ( najlepiej kilka razy w tygodniowych odstępach! ) do jakiegoś hospicjum, pogadaj z ludźmi, co sądzą o (swoim) życiu.
Wyobraź sobie, że to lato jest w TWOIM życiu ostatnim. Jeśli brak Ci wyobraźni, pomóż sobie - sięgnij np. po “Wtorki z Morriem” ( ksiazki.wp.pl/katalog/ksiazki/ksiazka.html?kw=40204
)
Marek Aureliusz do poduszki też (niektórym) dobrze robi.

Albo się ma coś do napisania, albo...NIC.

Pozdrawiam, pokładając wiarę w intuicji ;)
-
2006/08/01 23:48:41
> Witaj Alexandersonie, widzę, że u Ciebie bez zmian.

Po to chyba tu zajrzałeś po tak długiej przerwie, co? Czułeś jakąś potrzebę, coś stąd zapadło Ci w pamięć? I wiedziałeś, gdzie wchodzisz.

> Ta sama niemoc, ten sam narcyzm, ten sam banał podparty literaturą, a w komentarzach (prawie) te same słowa pokrzepienia płynące z czystych serc wrażliwych licealistek, w których obudziłeś siostrzane uczucia.
Czy Ciebie już samo TO nie męczy?

Przecież cały ten blog jest o męczącej sytuacji mówiącego banały narcyza.

> Coś by wypadało napisać. ?? Poczucie obowiązku wobec wiernych czytelników/-czek?

Fraza brzmi: "Coś by wypadało napisać. Coś by trzeba zrobić" - to znaczy "Weź się chłopie do roboty i zacznij działać, rób coś, bo nawet codzienna notka w blogu jest ponad Twoje siły" - chciałbym pisać nie dla czytelników, ale dla siebie, dla kształtowania stylu, dla wypracowania systematyczności.

> Jesteś pewien, że wiesz, po co piszesz?

Nigdy nie mówiłem, że wiem.

> Jakoś brak mi motywacji, aby i tym razem coś Ci proponować (na pewno też nie przyjmujesz petentów w tych godzinach)...

Za pamięć o "petentach" po tak długim czasie dziękuję...

> Wybierz się (najlepiej kilka razy w tygodniowych odstępach!) do jakiegoś hospicjum, pogadaj z ludźmi, co sądzą o (swoim) życiu.
Wyobraź sobie, że to lato jest w TWOIM życiu ostatnim. Marek Aureliusz do poduszki też (niektórym) dobrze robi.

Nie muszę wizytować hospicjów, by wiedzieć, co znaczy wartość życia, cieszenie się każdym dniem, albo czym jest ból i cierpienie, ale też nie każdego zrozpaczonego przekonasz mówieniem: inni mają gorzej, a nie zachowują się jak ty.
Marka Aureliusza czytałem wiele lat temu, filozofia ciekawa, książka nudna.
Całe lata wyobrażałem sobie, że ten rok lub jutrzejszy dzień jest ostatni. Nie sądzę, by to akurat było szokiem, który coś zmienia. Śmierci nie ma, gdy jesteśmy, a gdy ona jest, nie ma nas (to inny antyczny filozof). Więc czym się przejmować?

> Albo się ma coś do napisania, albo... NIC.

A ja właśnie sądzę, że z niemocy też coś powstaje. Może nie od razu "Osiem i pół", ale jednak...
-
2006/08/03 01:45:56
>Po to chyba tu zajrzałeś po tak długiej przerwie, co? Czułeś jakąś potrzebę, coś stąd zapadło Ci w pamięć? I wiedziałeś, gdzie wchodzisz.

Noo, powiedzmy, że pokładam w Tobie pewną nadzieję. Nie, nie na osiem i pół, powiedzmy na cztery, no, pięć i pół ;) I jestem trochę zniecierpliwiony :)


>>Przecież cały ten blog jest o męczącej sytuacji mówiącego banały narcyza.

No właśnie, pomyślałem: kiedyś Go to zmęczy, da temu kopa i zacznie pisać do rzeczy ( to znaczy: nie oglądając się na niedojrzałych/-łe czytelników/-czki ), bo go na to stać ;)

>> Jesteś pewien, że wiesz, po co piszesz?
> Nigdy nie mówiłem, że wiem.

Zauważyłem. Proponuję jednak – bez złośliwości – żebyś to zrobił i konsekwentnie się tego trzymał.


>Nie muszę wizytować hospicjów, by wiedzieć, co znaczy wartość życia, cieszenie się każdym dniem,

Może, ale ośmielę się zauważyć, że nic z tego co piszesz, na to nie wskazuje! Ale jeśli byłem w lekturze zbyt nieuważny – sorry.

> ale też nie każdego zrozpaczonego przekonasz mówieniem:
> inni mają gorzej, a nie zachowują się jak ty.

Chyba mi też raczej nie o to chodziło. Także w wychowaniu swych dzieci unikam tej metody. Za Niemcami powtarzam za to chętnie: “Mach das Beste daraus” - zrób, co możesz najlepszego, z tego co masz, niczego nie zmarnuj.


>Całe lata wyobrażałem sobie, że ten rok lub jutrzejszy dzień jest ostatni.
>Nie sądzę, by to akurat było szokiem, który coś zmienia.

Wyobrażenie nie jest szokiem, który coś zmienia. Dlatego radziłem, abyś wybrał się do hospicjum i porozmawiał z ludźmi, którzy jutro umrą. Ale... nie chodziło mi o szok.

>Śmierci nie ma, gdy jesteśmy, a gdy ona jest, nie ma nas (to inny antyczny filozof).
>Więc czym się przejmować?

Ostatnią rzeczą, do jakiej bym Cię namawiał byłoby PRZEJMOWANIE się śmiercią. ( W tym kontekście słowa Epikura to znowu banał, zwłaszcza dla nas, ateistów :)

( Chyba za dużo wiem o Marku Aureliuszu, by oceniać jego słowa tak jak Ty. On mi imponuje jako człowiek. )

Myślę, że prawdziwie korzystać z życia można jedynie mając “oswojoną” śmierć na ramieniu, a nie ignorując ją. Uważam, że tylko taka perspektywa przywraca wszystkim sprawom ich właściwy sens i wymiar. Czy to jest banał??


( Zajrzyj do “Wtorków z Morriem” )
-
2006/08/03 17:32:42
Nie ignoruję śmierci (chyba rzeczywiście niepotrzebny był ten cytat z Epikura), mam wrażenie właśnie, że ją "oswoiłem" - zresztą jedna z notek na blogu o tym traktuje. Marek Aureliusz też mi imponuje - oceniałem styl książki, nie postawę autora ani przesłanie jego dzieła.

Wreszcie: o czym miałby traktować ten blog według Ciebie? Mam się oglądać na inny profil (bardziej dojrzałych) czytelników/czek? Mam opisywać codzienne radości i utwierdzać w sensie życia? I czym to się będzie różnić od stanu obecnego?
-
2006/08/03 18:37:54
nareszcie ciekawa dyskusja :)) Małe ożywienie :)
Co prawda nie wiem, czy jako niedojrzała czytelniczka ;) jestem upoważniona do zabierania głosu, ale..

"kiedyś Go to zmęczy, da temu kopa i zacznie pisać do rzeczy"

Zeby zmienić swoje nastawienie do świata nie wystarczy znudzenie czy zmęczenie (z resztą użalanie sie nad sobą nie jest nudne z perspektywy użalającego się, przeciwnie - jest bardzo zajmujące) i mocne postanowienie poprawy. Potrzebna jest jakaś bardzo konkretna zmiana w życiu. Tak przynajmniej uważam.
-
2006/08/03 22:31:11
No właśnie, zmiana...
-
2006/08/15 19:56:45
Witaj Alexandersonie,
widzę, że mogę zacząć od sedna :)

ol.z:
> Potrzebna jest jakaś bardzo konkretna zmiana w życiu. Tak przynajmniej uważam.

alexanderson:
> No właśnie, zmiana...

funix:
Tak szczerze: a co dla tej zmiany TY SAM gotów byłbyś uczynić?

Ja mam wrażenie, że bardzo niewiele. Chyba raczej czekasz, aż ktoś zada sobie trud i zmieni Twoje życie, czyli czakasz na cud :(
Taka postawa jest bardzo bliska wrażliwym dziewczynom w pewnym wieku, które zamykają się w swych samotniach i zawodzą swą smutną i tęskną pieśń, czakając na wybawiciela, który nada ich jałowemu życiu wreszcie jakiś sens.

Wchodząc do internetu czuję sią jak w lesie bajkowych wież, z których niesie się jedno i to samo wołanie: przytul mnie, jestem taki/a samotny/a! Już po chwili bezwiednie cytuje się Leca...
Nie potrzebuję 10 minut by znaleźć 10 blogów, którch autorzy są w depresji, porzuceni, zakochani bez wzajemności lub “tylko” boleśnie samotni, życie im się nie klei, właśnie odkryli, że jest bez sensu lub nagle im się rozsypało, są przed lub już po próbie samobójstwa, terapii, odwyku, a przy tym niektórzy piszą nawet zaskakująco nieźle... jak na swój wiek.

Czy to nie dziwne: nie natknąłem się na blogi ludzi ciężko chorych, pisanych po utracie dziecka czy rozpadzie rodziny. Dlaczego np. nie prowadzi go moja kuzynka, która przed 3 laty straciła w sztormie na morzu jedyną, 25-letnią, córkę ( www.bayislandsvoice.com/issue-v2-1.htm ), popadła w depresję ( 3 terapie ), straciła pracę i od roku jest po rozwodzie? Kwestia talentu? Brak czasu?

Kiedyś, gdy nie było jeszcze internetu, była już “Trójka nocą” z nastrojową muzyką , zaproszonym gościem i tematem skłaniającym do wynurzeń. Kto miał telefon – dzwonił, kto nie miał (hm) – przy zgaszonym świetle namiętnie słuchał. Kiedyś, pewien młody słuchacz zaproponował: “Skoro jest nas, samotnych, tak wielu, to czy nie powinniśmy się jakoś... połączyć?” Na co zaproszony psycholog dał druzgocącą odpowiedź: “Przyczyny uczucia samotności tkwią w nas samych. Dopóki ich nie poznamy, dopóki siebie nie zmienimy, pozostaniemy samotni nawet w tłumie, takich jak my - samotnych.”


> Wreszcie: o czym miałby traktować ten blog według Ciebie? Mam się oglądać na inny profil (bardziej dojrzałych) czytelników/czek? Mam opisywać codzienne radości i utwierdzać w sensie życia? I czym to się będzie różnić od stanu obecnego?

Twój blog według mnie?? To Twoja sprawa, ja naprawdę mam co czytać! Ale jeśli moje zdanie może mieć dla Ciebie jakieś znaczenie: im mniej będziesz pisał o sobie samym, tym lepiej dla czytelnika i dla Ciebie. Świat ( + świat literatury :) w Twoich oczach może być jednak – sorry! - ciekawszy od Ciebie samego w Twoich oczach. Choćby właśnie dlatego, że także w tym świecie żyje Twój czytelnik ;) Poza tym... brakuje Ci dialogu. To on stwarza szansę dotarcie do siebie przez innych. A czy warto i czym to się będzie dla Ciebie różnić od stanu obecnego, przekonaj się najlepiej sam.

Wierzę, że Cię na tę zmianę stać, bo inaczej nie traciłbym czasu ;)

Pozdrawiam

PS.
Jeśli pozwolisz: namawiam do otwartej i śmiałej krytyki swej wypowiedzi, i to bez względu na subiektywny stopień poczucia dojrzałości piszących ;))

PS.'
W niedzielę dokonaliśmy z Robertem ( kierownikiem instytutu slawistyki na uniwersytecie w Hamburgu ) ostatniej korektury tłumaczeń jego studentów na niemiecki młodej poezji polskiej. Ma się to ukazać dwujęzycznie w Warszawie w wydawnictwie uniwersyteckim.
Korespondencyjny udział w tym przedsięwzięciu ( myślę, że w roli literackiego eksperta byłbyś ode mnie lepszy ;) był jedną z 3 ofert, jakie bezskutecznie chciał Ci przedstawić pewien petent pół roku temu ;))

PS.''
Przeczytaj “Wtorki z Morriem” ;)
-
2006/08/18 00:14:54
Dlaczego teraz skonkretyzowałeś swoją ofertę, mówiąc, o co chodziło - chciałeś, bym poczuł żal?
-
2006/08/23 23:40:14
?! Nie. Ale to już nie ma znaczenia.