~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
122. Raport o IV RP (4)

  

4. Zapowiedź uczciwości ludzi i przejrzystości procedur.

  

Tymczasem np. prezesem PZU zostaje nieznany w środowisku finansistów Jaromir Netzel, współpracujący przed laty z firmą Drob-Kartel, oskarżoną o udział w praniu brudnych pieniędzy. W czasie, gdy pełnił funkcję prokurenta tej firmy, był też pracownikiem PKO BP i udzielał kredytów – reprezentował więc jednocześnie bank i jego wierzyciela. Został zwolniony z PKO BP i zawieszony w Okręgowej Radzie Adwokackiej. Ciemne sprawy wokół Netzla opisywał dziennikarz „Rzeczpospolitej” Bertold Kittel. 21 sierpnia 2006 związany z ojcem Rydzykiem „Nasz Dziennik” opublikował (inne dzienniki odmówiły) ogłoszenie prezesa PZU, w którym ten, zamiast odnieść się do stawianych mu zarzutów, pomówił Kittela o przynależność do służb specjalnych (w ten sposób Kittel dowiedział się, że jest majorem) oraz że ktoś zlecił dziennikarzowi ataki na niego, a pieniądze za tekst przesłał mu do raju podatkowego na Kajmanach. Tego rodzaju „fachowców” jak Netzel wyciąga się w tzw. „IV RP” niczym króliki z kapelusza całymi stadami.

Ponadto koalicja rządząca przegłosowała nową ustawę o Służbie Cywilnej, wedle której wyższe stanowiska kierownicze będą obsadzane w niej nie poprzez konkursy, ale drogą mianowania z klucza politycznego. Sam urząd Służby Cywilnej stracił też samodzielność i został przeniesiony pod nadzór szefa kancelarii premiera.

Obecny minister sportu, kiedyś znany chodziarz sportowy, Tomasz Lipiec, został w 1993 przyłapany na stosowaniu niedozwolonych środków dopingujących, za co na cztery lata został zawieszony w prawach zawodnika. Przewodniczący Komisji do Zwalczania Dopingu w Sporcie, prof. Jerzy Smorawiński, który wykrył u chodziarza Lipca doping, został przez ministra Lipca zwolniony 1 lutego 2006 z pracy.

26 czerwca 2006 tygodnik „Wprost” opublikował artykuł, według którego sponsorami kampanii do Parlamentu Europejskiego członków PiS-u Michała Kamińskiego, Adama Bielana i Konrada Szymańskiego były formalnie osoby fizyczne, a faktycznie mogły być firmy Jana Łuczaka, bliskiego znajomego Kazimierza Marcinkiewicza i jego braci (Łuczak był wówczas oskarżony o przestępstwa gospodarcze i karnoskarbowe przed sądem w Świdnicy, uniknął odpowiedzialności w 2005 jedynie dzięki przedawnieniu zarzucanych mu czynów). Problemem jest to, że ustawa o partiach zakazuje finansowania kampanii wyborczej przez firmy. Najciekawszy w tym wszystkim jest jednak wygłoszony tego samego dnia komentarz prezesa PiS-u, Jarosława Kaczyńskiego: „Jeżeli ktoś wpłaca załóżmy na moją kampanię i, dajmy na to, daje te 10 czy 20 tysięcy – i ja nie wiem skąd, – on ma prawo dać, ja mam prawo wziąć. Nie będę przecież za każdym razem prowadził śledztwa, czy to są pieniądze jego, czy może kogoś innego. Nie wiem, kim były te osoby i czy jest prawdopodobne, że takimi sumami mogły dysponować, natomiast wiem, że nie ma prawnego obowiązku tego sprawdzania”. Sęk w tym, że właśnie polska prawica z PiS-em na czele brutalnie atakowała prezydentową Jolantę Kwaśniewską pod absurdalnym zarzutem przyjmowania wpłat na rzecz jej fundacji „Porozumienie bez Barier” bez sprawdzania, od kogo mogą pochodzić pieniądze i jakie dana osoba lub firma ma w tym intencje.

Jeszcze o uczciwości i przejrzystości: Wielkopolski Bank Rolniczy został doprowadzony do upadłości decyzjami rady nadzorczej, kierowanej przez Witolda Hatkę z LPR (członkiem rady był też Roman Giertych). Prawnik LPR (także honorowy przewodniczący Młodzieży Wszechpolskiej w Małopolsce), a do niedawna szef rady nadzorczej Małopolskiej Agencji Rozwoju Regionalnego w Krakowie, Tomasz Połetek, ma zarzut prokuratorski o niegospodarność w spółkach, do których wypłynęło ponad 2 mln zł z WBR w Kaliszu. WBR upadł m.in. dlatego, że podpisał niekorzystne umowy ze SKOK-ami (Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe), które pozostają w „zażyłych związkach” z obecnymi działaczami PiS-u (Kaczyński, Gosiewski, Gosiewska, Jędrnych, Kościelniak). Są to instytucje parabankowe, które tak jak banki prowadzą konta i dają kredyty, ale nie płacą podatku dochodowego (bo gdy powstawały, miały nie zarabiać pieniędzy) i nie podlegają nadzorowi bankowemu (o dodatkowe przywileje w 2004 zabiegali w Sejmie posłowie PiS-u, m.in. Przemysław Gosiewski, proponując korzystne dla SKOK-ów zapisy w ustawie antylichwiarskiej oraz o upadłości konsumenckiej). Działają one nawet na terenie niektórych komend policji (płacąc grosze lub wcale za lokale), a oprócz nich działalność tam prowadzić mogą tylko ajenci bufetów i kiosków – a ponieważ zarobki policjantów nie są duże, więc SKOK-i mają na miejscu klientów, chętnych na pożyczki gotówkowe. SKOK-i zrodziły się dzięki Fundacji na rzecz Polskich Związków Kredytowych (FPZK), której rady nadzorczej pierwszym przewodniczącym był Lech Kaczyński (wyróżniony przez SKOK-i nagrodą Feniksa). Jego córka, Marta Kaczyńska-Smuniewska jest aplikantem adwokackim w kancelarii, w której jednym z dwóch wspólników jest Adam Jedliński, przewodniczący rady nadzorczej Krajowej SKOK, która całym tym biznesem steruje. Natomiast mąż córki prezydenta Kaczyńskiego, Piotr Smuniewski, pracuje w tejże Krajowej SKOK w dziale monitoringu i kontroli. Powołana przez Sejm komisja śledcza do spraw banków i nadzoru bankowego, mająca zbadać cały rynek bankowo-finansowy w Polsce, prześwietli – wg zapowiedzi panów Gosiewskiego (wyróżnionego przez SKOK-i nagrodą Feniksa) i Zawiszy (wyróżnionego przez SKOK-i nagrodą Feniksa w 2006, roku powołania bankowej komisji śledczej, której Zawisza przewodniczy) – wszystko poza sprawą SKOK-ów. Jednym z członków tej komisji jest zresztą Jacek Kościelniak (PiS), wielokrotny audytor SKOK-ów. Nieczyste sprawy związane ze SKOK-ami opisywały w serii artykułów (i wciąż wracają do tych spraw) „Polityka” i „Gazeta Wyborcza” – kierownictwo SKOK-ów prowadzi z tymi pismami prawdziwą wojnę, wykazując się zastanawiającymi wpływami w prokuraturach, które żądają od dziennikarzy dostępu do twardych dysków i ujawnienia tożsamości ich informatorów.

Prokuratura prowadzi też śledztwo w sprawie nielegalnej sprzedaży tajnych (tzw. „operacyjnych”) mieszkań policji, których nabywcami za grosze byli funkcjonariusze z Komendy Stołecznej Policji, a wśród nich Piotr Klimczuk, który ma być specjalistą CBA w dziedzinie techniki operacyjnej.

  

[Zbiorcza historia SKOK-ów z ich związkami z ludźmi obecnego PiS-u, podporządkowywaniem Kas Krajowej SKOK i ich przymusowym łączeniem, zastraszaniem niepokornych, podejrzanymi interesami na nieruchomościach i wszechwładną sitwą kilku osób, tzw. Wielką Piątką, która tym wszystkim trzęsie, w „Polityce” 2006, nr 33].

  

wtorek, 22 sierpnia 2006, alexanderson