~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
125. Raport o IV RP (7)

  

7. Polityka zagraniczna.

  

Wbrew zapowiedziom umacniania pozycji Polski mamy do czynienia z nieustanną kompromitacją kraju na arenie międzynarodowej. Po kilku wizytach zagranicznych na początku roku prezydent Lech Kaczyński na trwałe zaszył się w pałacu, szczyt Trójkąta Weimarskiego (tym ważniejszy, że przed spotkaniem G-8 w Petersburgu, była więc okazja, by uczulić Francję i Niemcy na polskie stanowiska w relacjach z Rosją) został odwołany z powodu „dolegliwości dyspeptycznych” prezydenta po satyrycznym artykule pt. „Młody polski kartofel. Dranie, które chcą rządzić światem” w niskonakładowym „Die Tageszeitung”. Rozpętana z tego powodu „wojna kartoflana” (szef MSZ Anna Fotyga przyrównała niemiecką gazetę do hitlerowskiego „Stürmera”, odwołała też planowaną wcześniej debatę w Sejmie o stosunkach polsko-niemieckich i udała się na rocznicę pacyfikacji Michniowa, a poseł Gosiewski wystąpił z wnioskiem do polskiego ministra sprawiedliwości, domagając się ścigania autora artykułu przy pomocy europejskiego nakazu aresztowania za znieważenie prezydenta) oraz podgrzewana histeria wokół Eriki Steinbach (10 sierpnia 2006, w dniu otwarcia w Berlinie wystawy „Wymuszone drogi. Ucieczka i wypędzenie w Europie XX wieku” premier Kaczyński odwiedził były hitlerowski obóz koncentracyjny Stutthof w Sztutowie, a komisarz Warszawy Kazimierz Marcinkiewicz odwołał zaplanowaną na 11 sierpnia wizytę w stolicy Niemiec z okazji 15. rocznicy podpisania partnerskiej umowy pomiędzy Warszawą i Berlinem) psuje stosunki z Niemcami, choć Niemcy wciąż starają się łagodzić sytuację i wyciągają rękę. W wyobrażeniach PiS-u, a już szczególnie neoendeckiego LPR-u (jego patron, Roman Dmowski, był wrogiem „żywiołu germańskiego”) Niemcy grają rolę straszaka, jako „odwieczny wróg Polski”; na każdym kroku wypomina im się też nazistowską przeszłość. W expose z 19 lipca 2006 premier Kaczyński w ogóle nie wymienił nazwy tego kraju, a jest to najważniejszy partner gospodarczy Polski i to Niemcom w dużej mierze zawdzięczamy wejście do Unii Europejskiej. Oni też do Unii najwięcej wpłacają, a my najwięcej z niej bierzemy. Niechęć do Niemiec sąsiaduje z lękiem wobec Rosji, w efekcie czego Polska pozostaje skonfliktowana z zachodem i wschodem. Kaczyńscy i PiS zdają się za to całkowicie na sojusz z USA, nie zdając sobie chyba sprawy, że Polska jest dla Ameryki przydatna o tyle, o ile jest silnie umocowana w Europie i ma dobre stosunki ze wszystkimi sąsiadami, a najważniejszym dla USA partnerem na kontynencie są właśnie Niemcy. Prezydent Kaczyński nawet nie stara się czegoś „ugrać” na obecności polskich wojsk w Iraku – zamiast tego jeszcze przed (!) wizytą w Waszyngtonie zadeklarował kontynuowanie misji przynajmniej do końca 2006.

Wbrew zapowiedziom budowy silnej pozycji Polski w Unii, w ogóle nie uczestniczymy w debacie nad projektem europejskim (co ciekawe, bardziej od naszych władz martwią się tym nasi partnerzy z Zachodu, którzy uważają, że Polska ze względu na swą wielkość, liczbę ludności, potencjał, położenie i tradycje historyczne powinna być jednym z ważniejszych i aktywniejszych państw we Wspólnocie), Jarosław Kaczyński i szereg polityków koalicyjnych wysyłają za to wciąż obraźliwe sygnały pod adresem Unii, wygłaszając histeryczne opinie o „zagrożeniu ze strony zlaicyzowanej Europy”, co nie przeszkadza im wyciągać jednocześnie ręki po unijne fundusze (przyrównywano to do żebraka, który, zaproszony na obiad, boczy się na nierówne porcje i formę talerzy). Problemem PiS-u i braci Kaczyńskich jest też ich nieumiejętność prowadzenia dialogu oraz dochodzenia do kompromisu (a to podstawowa zasada współczesnej dyplomacji), reprezentują bowiem stanowisko „wszystko albo nic”. Zarówno prezydent Lech Kaczyński, jak i premier Jarosław Kaczyński nie posługują się sprawnie językami obcymi, co samo w sobie nie byłoby aż taką wadą, gdyby nie fakt, że w dzisiejszym świecie, a zwłaszcza w Unii Europejskiej uzgadnia się stanowiska i osiąga cele nie podczas oficjalnych forów z udziałem tłumaczy, ale podczas kameralnych i swobodnych spotkań w cztery oczy.

Najgorsze w tym wszystkim, że o ile przez całe lata 90-te wokół polskiej polityki zagranicznej panował konsensus polityczny i społeczny, to obecnie (po zawarciu przyjaznych traktatów ze wszystkimi sąsiadami, potwierdzeniu granic, wejściu do NATO i Unii Europejskiej) neguje się jej osiągnięcia. Po odejściu z rządu ministra spraw zagranicznych, Stefana Mellera, na kongresie PiS-u Jarosław Kaczyński 4 czerwca 2006 mówił o „odzyskaniu MSZ-u”. Jest to przykład jednej z wielu absurdalnych i niezrozumiałych wypowiedzi prezesa rządzącej partii. Skoro bowiem Meller prowadził szkodliwą dla Polski politykę, to dlaczego wszedł do PiS-owskiego rządu i był tak długo tolerowany, a jeśli prowadził politykę dobrą, to dlaczego odszedł i skąd ten triumf, gdy wreszcie się go pozbyto? Następczyni Mellera, Anna Fotyga, nazywana panią „za godzinę” (ze względu na nieumiejętność podejmowania szybkich decyzji), jest osobą całkowicie oddaną Lechowi Kaczyńskiemu, bez wizji polityki zagranicznej, a jej niektóre wypowiedzi i zachowanie budzą nierzadko zażenowanie. Polityka zagraniczna przeszła całkowicie do Pałacu Prezydenckiego, ale Pałac nie ma pomysłu na jakąkolwiek politykę (a już na pewno pozytywnej koncepcji obecności Polski w świecie). W dodatku otoczenie prezydenta to krąg pochlebców, których jedyną zaletą jest lojalność. W efekcie kraj jest ośmieszany na forum międzynarodowym, polityką zagraniczną kierują fobie i emocje (dumę Polaków łechce się za to buńczucznymi hasłami dumy narodowej i twardej polityki, której przejawem jest poczucie wyższości, arogancja i pouczanie innych), a pozycja Polski nieustannie słabnie, do czego przyczyniają się nie tylko konkretne działania naszych władz, ale nawet nieprzemyślane słowa i pomysły, np. brutalne wypowiedzi o mniejszościach seksualnych czy projekt przywrócenia kary śmierci (absolutnie niedopuszczalnej w Europie, debata na ten temat zakończyła się tam zresztą w latach 80-tych i nie ma do niej powrotu).

  

piątek, 25 sierpnia 2006, alexanderson