~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
126. Raport o IV RP (8a)

  

8. Wpadki, lapsusy, skandale.

  

W tym punkcie wypada upamiętnić dla potomności popełnione dotychczas innego rodzaju „wpadki” rządzącej ekipy, związane na ogół z konkretnymi osobami, sferą medialną i wrażeniami estetycznymi (być może to właśnie najdłużej przetrwa w pamięci Polaków po tzw. „IV RP”). Ograniczę się tylko do wyliczenia tych najsłynniejszych i szeroko komentowanych:

A) „Panie Prezesie, melduję wykonanie zadania!” – to pierwsze słowa Lecha Kaczyńskiego po wyborze na Prezydenta RP, skierowane 23 X 2005 do prezesa jego macierzystej partii, Jarosława Kaczyńskiego. Świadczą one o tym, że od samego początku Lech Kaczyński chce być prezydentem PiS-u (żeby nie powiedzieć – swego brata-bliźniaka), a nie wszystkich Polaków. W ten sposób Pałac Prezydencki znów stał się Pałacem Namiestnikowskim (bo nie Lech, lecz Jarosław rozdaje karty). Trudno też w tej sytuacji oczekiwać od prezydenta obiektywności i postawy koncyliacyjnej, choć w Polsce ten właśnie model prezydentury (wypracowany przez Aleksandra Kwaśniewskiego) jest najwyżej ceniony przez opinię publiczną – już po kilku miesiącach Lech Kaczyński miał gorsze notowania niż jego poprzednik po 10 latach na urzędzie;

B) publiczne strzepywanie łupieżu z ramion prezydenta, poprawianie mu krawata oraz zapinanie mu rozporka przez panią prezydentową, Marię Kaczyńską – jednym z podstawowych zadań urzędu prezydenta jest godne reprezentowanie państwa i narodu, zabiegi pani Marii zmierzają ku temu, gdyż najwidoczniej Lech Kaczyński nie umie sam o siebie zadbać, jednakże efekt jest odwrotny od zamierzonego. Zwracają też uwagę niedopinające się na brzuchu prezydenta marynarki;

C) kłopoty Lecha Kaczyńskiego z obyciem towarzyskim – brak otwartości, otaczanie się kręgiem zaufanych ludzi i nieznajomość świata skutkują u prezydenta nieumiejętnością zachowania się w nowym dla siebie miejscu i wobec poznawanych ludzi, czego przykładem były problemy z ponownym (do dziennikarzy) podaniem ręki podczas pierwszych spotkań z George’m Bushem, Jacquesem Chirakiem i (w sposób najbardziej wyraźny) Angelą Merkel, która bezskutecznie namawiała go z boku: „Shake hand!”. Ponadto Kaczyński ma irytujący nawyk szybkiego odwracania głowy przy ściskaniu ręki na powitanie, wskutek czego nie patrzy partnerowi w oczy. Jego zwolennicy podkreślają „doskonałe wychowanie” przez matkę, Jadwigę Kaczyńską – mimo tego prezydent ma wyraźne trudności w zapamiętaniu, że kwiaty podaje się łodygami do dołu, a jeśli już całuje się kobietę w rękę, to należy się samemu pochylić, a nie ciągnąć jej dłoń do swoich ust;

D) kłopoty lingwistyczne Lecha Kaczyńskiego – nie da się ukryć, że prezydent ma poważne problemy z oddychaniem i wyraźnym mówieniem, ledwo otwiera usta, prawdopodobnie cierpi na ślinotok. Jego wypowiedzi składają się głównie z sapania, gwałtownego łapania powietrza i mlaskania. Ma także problemy z głośnym odczytywaniem tekstu – żartowano, że Benedykt XVI czyta z kartki lepiej po polsku niż Kaczyński. Oprócz tego prezydent ma na swoim koncie kilka zabawnych wpadek językowych: „rozmawiałem z panem prezydentem Juszczenką, z panem prezydentem Dżugaszwili, prezydentem Gruzji” (prezydent Gruzji nazywa się Saakaszwili, a Dżugaszwili to prawdziwe nazwisko Stalina, fakt, że też Gruzina; Polskie Radio, 6 V 2006 – pomyłkę wychwyciły media rosyjskie i ukraińskie, w Polsce zauważono ją dwa tygodnie później); „Wasza ŚwiĘtobliwość” (zamiast „ŚwiĄtobliwość”, do papieża Benedykta XVI na lotnisku Okęcie, 25 V 2006 i wielokrotnie później); „Witamy biskupa RzymA” (zamiast „Rzymu”, 25 V 2006); „Każdy Polak jest katolikiem ora… maryjnym, jeżeli jest oczywiście w ogóle katolikiem. A ja już na pewno” (do Benedykta XVI w Pałacu Prezydenckim, 25 V 2006 – długo spekulowano, co też prezydent chciał powiedzieć zanim urwał w pół słowa, najbardziej nam pasuje wersja, iż „Polak jest katolikiem oralnym”, czyli tylko mówi o swojej wierze – o tak szczere wyznanie jednak Lecha Kaczyńskiego nie śmiemy podejrzewać); „Irasiad jest bardzo zdenerwowany” (o psiej suce, której przed chwilą opiekun wydał komendę: „Ira, siad!”, podczas wizyty przedstawicieli ochotniczych służb ratowniczych w Belwederze, 20 VII 2006); oraz w bardzo wielu wypowiedziach „znaczy się”, gdy próbuje coś objaśnić (zazwyczaj własne słowa);

E) medal dla Jaruzelskiego – 26 III 2006 generał i były prezydent Wojciech Jaruzelski otrzymał z Kancelarii Prezydenta przyznany mu przez Lecha Kaczyńskiego Krzyż Zesłańców Sybiru (w 1940 Jaruzelski został po aneksji Litwy przez ZSRR zesłany na Syberię, gdzie pracował przy wyrębie lasu, nabawił się choroby oczu i przeżył śmierć ojca), co skomentował w ten sposób, że cieszy się, iż prezydent Kaczyński wzniósł się ponad historyczne podziały. Gdy fakt przyznania medalu został upubliczniony przez telewizję TVN, szef Kancelarii Prezydenta, Andrzej Urbański oświadczył, że Jaruzelski został odznaczony przez pomyłkę, gdyż „prezydent akceptował tylko postanowienia, nie zaś listy osób” i nie zdawał sobie sprawy, że na liście występuje Wojciech Jaruzelski, którego nazwisko miało zostać wpisane przez któregoś z pracowników z wieloletnim stażem. Opinię publiczną bawił zarówno fakt, że prezydent nie wie, co podpisuje (żartowano, że może by mu podsunąć akt zrzeczenia się urzędu), jak też grasowanie po Pałacu rzekomych „dywersantów starego reżimu”, którzy złośliwie szkodzą wizerunkowi głowy państwa (w ten sposób Kancelaria tłumaczyła także odwróconą do góry nogami flagę Polski na prezydenckiej limuzynie). W całej sprawie największą klasą wykazał się gen. Jaruzelski, który 30 III odesłał medal wraz z legitymacją i wyjaśnieniem: „Nie chcę, aby był pretekst dla odgrzewania historycznych emocji”. Dzień później, 31 III premier odwołał ze stanowiska kierownika Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych Jana Turskiego, który z wnioskiem o odznaczenie Jaruzelskiego formalnie wystąpił;

F) torebka z „Galerii Centrum” i wiek prezydentowej – 8 II 2006, gdy prezydent Lech Kaczyński udawał się z wizytą do USA, uwagę całej Polski przykuła reklamówka, którą kurczowo zaciskała w rękach odprowadzająca go do samolotu (to się okazało później – wszyscy myśleli, że lecą razem) małżonka. Tym sposobem pani Maria zrobiła darmową reklamę znanej sieci sklepów „Galeria Centrum”, wzbudzając jednocześnie szereg zabawnych domysłów, co też mogło się w torebce znajdować – najczęściej wskazywano na kanapki dla męża na długi lot do Ameryki. Z Marią Kaczyńską związana jest jeszcze jedna kontrowersja – otóż na stronie internetowej jej męża z okresu kampanii prezydenckiej w 2005 widnieje informacja, że pani Maria ma 55 lat (czyli obecnie miałaby 56), byłaby więc młodsza o rok od Lecha Kaczyńskiego (obecnie 57 lat). W rzeczywistości jednak Maria Kaczyńska urodziła się w 1943, ma więc 63 lata i jest starsza od swego męża o 6 lat. Kobietom wieku się nie wypomina, więc po co kłamać, tym bardziej, że „wygładzony” wiek prezydentowej nie pomógł pozbyć się jej przezwiska „Przyjaciel wesołego Diabła” (oryginalna uroda pani Marii wykazuje zbieżność z diabłem Piszczałką – fantastycznym bohaterem kilku polskich filmów dla młodzieży z lat 80-tych);

G) buty Jarosława Kaczyńskiego – sławne zdjęcie, ukazujące na powiększeniu stan poobdzieranego i rozwalającego się obuwia brata prezydenta z nadzwyczaj oryginalnym zawiązaniem sznurówek. Żartowano, że znany ze skromności prezes PiS-u przynajmniej w ten sposób stara się realizować hasło „taniego państwa”. Styl ubierania się i dbanie o siebie braci Kaczyńskich jest prawdopodobnie jednym z efektów słynnego „doskonałego wychowania” przez matkę;

H) złote myśli i wpadki językowe Jarosława Kaczyńskiego – ponieważ prezes PiS-u jest nieodrodnym bratem swojego brata, także i jemu zdarza się wnosić coś do języka polskiego, np.: „stanęła tutaj do walki w zwartym ordynku łże-elita III Rzeczypospolitej” (17 II 2006); „(…) wszystko może się zdarzyć. Może piorun strzelić pewnego dnia w Sejm. Albo w niektóre redakcje, za to, że tak łgają. (…) z tym piorunem może być związany gniew Boży” (powinno być „łżą”, wywiad dla „Rzeczpospolitej”, 22 II 2006 – prezes PiS-u nagminnie używa tej formy, np. w czerwcu znów o dziennikarzach: „łgają bardzo brzydko”); „LumpeLliberalizm” (powinno być „lumpeNliberalizm”, w analogii do „lumpenproletariatu” – o „specyficznym ujęciu liberalizmu”, jaki zapanować miał w Polsce po 1989 ze współpracy postkomunistów z częścią obozu solidarnościowego, 14 III 2006); „»Gazeta Wyborcza« jest późną, zmutowaną postacią Komunistycznej Partii Polski” (Wywiad dla „Newsweeka”, 20 III 2006); „Fiut polskiej młodzieży” (zamiast „kwiat”, Kongres PiS-u 4 VI 2006); „Marsz, marsz Dąbrowski, / Z ziemi polskiej do Wolski” (wykonanie hymnu narodowego z niezapomnianą warstwą melodyczną, 4 VI 2006); „I żadne krzyki i płacze nas nie przekonają, że białe jest białe, a czarne jest czarne!” (expose przed Sejmem, 19 VII 2006); odtajniając swoją teczkę 2 VI 2006 kilkakrotnie mówił, że znajdują się w niej „akty” i że jest pewien sfałszowania tych „aktów” (swoich zdjęć w negliżu jednak nie pokazał);

I) „subtelność” Ludwika Dorna – „Krwawy Ludwik” jako szef resortów siłowych z urzędu nie może przebierać w słowach, stąd i jego wkład do współczesnej polszczyzny: „istnieje możliwość brania lekarzy w kamasze” (w okresie masowych strajków i protestów pracowników służby zdrowia o tych, którzy po Nowym Roku dalej odmawialiby podpisania kontraktu z NFZ, 30 XII 2005 – trzeba tu zaznaczyć, że w tzw. „IV RP” nie ma miejsca na strajki, gdyż nie wspomina o nich PiS-owski projekt konstytucji); „stan, jaki rząd, ja w MSWiA, zastałem, jeśli chodzi o służbę cywilną, symbolizować może pijak lub zomowiec, prowadzący bardzo rozległe życie towarzyskie” (w tej formie w Radio Zet, 15 III 2006, po raz pierwszy 11 III); „Dlaczego ja mam dyskutować z artykułem, którego autor skłamał jak bura suka?” (o artykule z „Financial Times”, według którego Dorn „wyraził pogardę wobec pracowników administracji, mówiąc, że kojarzą się z pijakami i funkcjonariuszami oddziałów szturmowych byłej policji, chętnymi do korzystania z usług prostytutek”, Radio Zet, 15 III 2006);

  

sobota, 26 sierpnia 2006, alexanderson
Komentarze
2006/08/27 21:30:41
Porównałam oświadczenie majątkowe Prezesa - przejada oszczędności, co znaczy,
że mimo wysokich uposażeń posła, braku rodziny więcej wydaje niż zarabia.
Nawet na siebie nie potrafi zarobić, a decyduje o zarobkach innych, swoją
polityką.
Chyba że śmierć ojca odcięła jego i mamusię od wygodnego źródełka dochodów -
tatuś był be, bo pracował w nieodpowiednim miejcu i miał nieodpowiednia
wysoką emeryturę. Tata be, ale jego PRL'owska wysoka emerytura cacy.
-
2007/03/06 22:34:47
ehh jakie to przykre ale uśmiałam sie przy tym wszystkim czego to nie było u nas...
Jako moda osoba jestem przerażona tym, że przyjedzie mi zdawać maturę której zasad tak na dobrą sprawę nikt nie zna. Ciekawe czym jeszcze wujek Romek nas zaskoczy, chyba nic gorszego już nie może wymyślić.
I dziwić się emigrantom? tam może i nie czeka ich błyskotliwa kariera ale są spokojniejsi o jutrzejszy dzień. Sama nie wyjadę ale wizja IV RP nie jest zbyt optymistycznym widokiem.
Żeby spisać te polityczne perełki, bon moty trzeba by naprawdę wiele czasu.
Wstyd dla Polski! za Giertycha i za bliźniaków i cała tę resztę.
Znowu przypną nam łatkę zacofanych i wieśniaków. Czy to się kiedyś skończy...?
-
Gość: , *.cable.ubr13.edin.blueyonder.co.uk
2007/03/07 17:41:17
No i co z tego wynika? To że masz kompleksy!