~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
127. Raport o IV RP (8b)

  

Ciąg dalszy punktu nr 8 Raportu:

      

J) „afera z dziadkiem w Wehrmachcie” – przed II turą wyborów prezydenckich w 2005 Jacek Kurski (PiS-owski specjalista od agresywnych kampanii medialnych) wywołał zamieszanie przekazaniem informacji nt. domniemanego ochotniczego wstąpienia do Wehrmachtu dziadka Donalda Tuska (okazało się później, że Józef Tusk został wcielony do niemieckiej armii siłą jak tysiące Kaszubów, Polaków z Pomorza, dawnych Prus Wschodnich i Śląska, po czym szybko z niej zbiegł do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, gdzie walczył do końca wojny). Sprawa została bardzo negatywnie oceniona jako element tzw. „czarnego PR-u”, wykorzystującego fobie antyniemieckie w społeczeństwie polskim. Za to zagranie 13 X 2005 Kurski został wykluczony z PiS-u, po czym 14 XI przyjęty do partii ponownie. 17 XI dziennikarz Tomasz Lis, goszcząc Kurskiego w swoim programie „Co z tą Polską?” na antenie telewizji Polsat, ujawnił treść prywatnej rozmowy między nimi w kuluarach radia Tok FM z 14 X (w obecności także Katarzyny Kolendy-Zaleskiej, Tomasza Wołka i Wiesława Władyki), w czasie której Kurski miał zdradzić, że cała afera „to lipa, ale jedziemy w to, bo ciemny lud to kupi”.

Swoistą kontynuacją tego zagrania Kurskiego na niemieckich resentymentach była podgrzewana przezeń w VIII 2006 histeria wokół wyznania Güntera Grassa o młodzieńczym epizodzie w Waffen-SS, mająca na celu w rzeczywistości „ustrzelenie” przed wyborami samorządowymi prezydenta Gdańska, Pawła Adamowicza (PO), który jednak okazał się nieskory do szybkich potępień i nadzwyczaj zręcznie wybrnął z całej sprawy, zamawiając sondaż na temat Grassa wśród mieszkańców i wystosowując list do noblisty; 

K) „afera billboardowa” – 13 VI 2006 w telewizji TVN (program „Teraz My!”) Jacek Kurski oskarżył Platformę Obywatelską i komitet wyborczy Donalda Tuska, o rzekome finansowanie kampanii wyborczej przed wyborami prezydenckimi oraz parlamentarnymi z pieniędzy nielegalnie wyprowadzonych z PZU, które miało wycofać się z kampanii „Stop wariatom drogowym” i sprzedać przeznaczone dla tej kampanii billboardy za 3% wartości firmie PR-owskiej (związanej z synem Andrzeja Olechowskiego), od którego miała je odkupić PO. Następnego dnia Kurski złożył do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, a do siedziby PZU weszli funkcjonariusze CBŚ. 16 VI Kurski na antenie radiowej „Trójki” przyznał, że zarzut finansowania kampanii Tuska z pieniędzy PZU jest odpowiedzią na „inspirowane przez PO” ataki na nowego prezesa PZU Jaromira Netzla. Zaraz potem prezes PiS, Jarosław Kaczyński, zapytany, czy wierzy rewelacjom Kurskiego, odpowiedział: „Jeśli to by była prawda, to na pewno dokumenty są zniszczone”. Mimo zaprzeczeń Platformy, PZU oraz firm outdoorowych prokuratura po kilku przesłuchaniach wszczęła 19 VI śledztwo w tzw. „aferze billboardowej”. Dzień później wydawało się, że w całej sprawie nastąpił zwrot – PO przedstawiła dane, według których dwie firmy (News Outdoor i ClearChannel), które obsługiwały kampanię Tuska, nie pracowały w kampanii PZU „Stop wariatom drogowym”, robiły to natomiast dwie inne (AMS i STROER), ale na tablicach do nich należących wisiały plakaty… Lecha Kaczyńskiego! Gdy 4 VIII „Gazeta Wyborcza” podała, że prokuratura nie potrafi potwierdzić żadnego z oskarżeń Kurskiego w sprawie nielegalnego finansowania kampanii Tuska przez PZU, premier Jarosław Kaczyński zapowiedział, że dopóki Platforma Obywatelska nie ukarze polityków bezpodstawnie oskarżających PiS, jego partia nie wyciągnie konsekwencji wobec Jacka Kurskiego („włos mu z głowy nie spadnie”), nawet jeśli „pomylił się” on w sprawie „afery billboardowej”. Obok całej sprawy wyszła jeszcze jedna ciekawostka – 90% billboardów na rzecz kampanii wyborczej Lecha Kaczyńskiego wyprodukowała firma-krzak „Studio Warszawa”, prowadzona jednoosobowo przez niejaką Iwonę Krzystyniak. Billboardy zamówiono z ceną o 10-15% wyższą od cen rynkowych. Sprawa z PZU przycichła, śledztwo bez efektów trwa do dziś, ale prokuratorzy nie sprawdzają, czy z pieniędzy PZU nielegalnie finansowano kampanię wyborczą Lecha Kaczyńskiego i czy w jego sztabie dochodziło do tzw. kreatywnej księgowości. Nie należy się temu dziwić – szefem kampanii Kaczyńskiego był Zbigniew Ziobro, obecny minister sprawiedliwości i prokurator generalny;

L) obsesje seksualne Wojciecha Wierzejskiego (LPR) – pan poseł zdradza nadzwyczajne zainteresowanie wszystkim, co związane jest z homoseksualizmem – analiza jego wypowiedzi na ten temat świadczy o tym, że penetracja może w niektórych przypadkach sięgać mózgu: „Jeżeli dewianci zaczną demonstrować, to należy dolać im pałą. (…) I nic mnie nie obchodzi, że mają przyjechać jacyś politycy z Niemiec. To nie są żadni poważni politycy, tylko geje. Jak dostaną parę pał, to drugi raz nie przyjadą. Gej to przecież z definicji tchórz” (w komentarzu dla „Życia Warszawy” o Paradzie Równości, 10 V 2006); „Każdy policjant poświadczy, że homoseksualiści to krąg niemal w stu procentach pokrywający się ze środowiskiem pedofilskim. To fakt, na który nie potrzeba żadnych badań” (15 V 2006); „Kolega opowiadał, że znajomy lekarz mówił mu, że jedna z pacjentek tylko raz, no trudno powiedzieć, że się kochała w ten sposób, ale współżyła analnie. I teraz od kilku miesięcy cierpi i będzie prawdopodobnie miała przeszczep. Słyszałem też o kilkunastu homoseksualistach, z których pięciu już drugi raz ma z tego powodu problemy” (wypowiedź przytoczono w „Metrze” 17 V 2006, nie udało się ustalić daty, kiedy padły te słowa); 12 V 2006 Wierzejski zwrócił się do ministra sprawiedliwości i ministra spraw wewnętrznych z listem, w którym domagał się zbadania, „czy i jak dalece sięgają powiązania owych [gejowskich] organizacji ze środowiskami pedofilskimi i zorganizowanym światem mafii narkotykowej; jakie są legalne i nielegalne źródła finansowania owych organizacji; jak daleko sięga penetracja tych organizacji w polskich szkołach”;

Ł) „błyskotliwość” Przemysława Gosiewskiego – „Edgar” (wykazujący uderzające podobieństwo fizyczne do Ala Capone) jest największym odkryciem PiS-u i prawdziwą krynicą złotych myśli. Oto jego wybrane wypowiedzi: „to są pewnego rodzaju filipinki” (o krytycznych oracjach przeciwników PiS-u – chodziło oczywiście o „filipiki”, czyli pierwotnie mowy Demostenesa przeciwko Filipowi II Macedońskiemu oraz Cycerona przeciwko Markowi Antoniuszowi, a potocznie gwałtowne mowy oskarżycielskie; żeby zabłysnąć jeszcze bardziej, Gosiewski od razu objaśnił prostaczkom znaczenie trudnego terminu, mówiąc, że są to „sztucznie wywoływane konflikty”, 2 III 2006); „Jest jeszcze kwestia kolejnych zmian i te zmiany idą przede wszystkim tutaj w aspekcie zmian” (Program I Polskiego Radia, 6 III 2006); „nie umią opanować swoich emocji” (zamiast „nie umieją” – o niektórych posłach LPR, Radio Zet, 23 III 2006); „Proszę dowiedzieć się, o co chodzi z tą rekonstrukcją i kiedy ta rekonstrukcja jest” (poseł pyta szeptem swego asystenta po udzieleniu dziennikarzom obszernej wypowiedzi dotyczącej rekonstrukcji rządu, 5 V 2006); „Rokita i jego koledzy zaatakowali PiS 213 razy w ciągu półtora miesiąca” (Salon Polityczny „Trójki”, 19 VII 2006); ponadto w każdej niemal wypowiedzi Gosiewskiego odnaleźć można wtręty w rodzaju: „proszę PaniĄ” (zamiast „Pani”), „w tym zakresie” (wymienne z „w tym temacie”), „na dzień dzisiejszy”;

M) wanna Zbigniewa Wassermanna – od 2003 obecny minister koordynator służb specjalnych toczy spór z remontującą jego willę w Krakowie firmą, która poprzez wadliwe zainstalowanie wanny „Hydrorita 150” (wyposażonej w hydromasaż, ozonator i urządzenie do dezynfekcji, a wartej 10,5 tys. zł) miała narazić jego oraz jego rodzinę na bezpośrednie zagrożenie utraty życia. Wassermann odmówił zapłaty połowy kwoty za remont domu i nasłał na hydraulików krakowską prokuraturę, w której sam wcześniej wiele lat pracował. Oprócz tego wytoczył także proces o zniesławienie 76-letniej teściowej głównego wykonawcy, Wandzie Gąsior, która nagłośniła całą sprawę jako przykład gnębienia drobnych przedsiębiorców. Opisywana przez media afera „wanny Wassermanna” oraz „proces ze staruszką” ośmieszyły postać ministra w całym kraju jako pieniacza, w odpowiedzi na co wystąpił on 7 X 2005 z listem do PAP, w którym swoją działalność przyrównał do losów prześladowanego przez SB księdza Jerzego Popiełuszki. Co by nie powiedzieć – gotowość ministra do oddania życia za wannę jest godna podziwu;

N) „układ” – słowo-klucz do tzw. „IV RP”, obecne w niemal każdej wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego i zwolenników rządzącej koalicji. Oznacza bliżej nieokreśloną nieformalną grupę osób i interesów, które rządzić mają z ukrycia polskim życiem publicznym i które łączy wspólny cel – utrzymanie panującego „status quo” i zablokowanie wprowadzanej przez PiS „IV RP”. Jest to byt tak silny, doskonale zorganizowany i rozgałęziony, że formalne instytucje demokratyczne są tylko fasadą, za którą kryją się machinacje „układu”. Kto tego nie widzi, jest głupcem albo członkiem „układu”. Istnienie „układu” jest przyjętym założeniem i nie trzeba go udowadniać – to sceptycy muszą udowodnić, że go nie ma, a ponieważ dowód na nieistnienie jest trudny do przeprowadzenia, założenie o funkcjonowaniu „układu” jest prawdziwe, bo go nie obalono. Więcej: im bardziej „układu” nie ma, tym bardziej on jest – brak dowodów na jego istnienie oznacza tylko tyle, że „układ” dobrze się kamufluje. PiS specjalnie unika precyzyjnej definicji, czym jest „układ” i nie wskazuje jego centralnego ośrodka, ponieważ „układ” dokładnie nazwany staje się rozbrojony, mniej diaboliczny. „Układ” nigdy się nie kończy i trwa wiecznie, koncepcja „układu” sama się napędza: im bardziej się ją atakuje, tym jest mocniejsza, czyli wróg wizji, że Polską rządzi spisek, wizję tę potwierdza swoim atakiem. Nie da się być poza „układem” i z nim nie walczyć: kto nie walczy z „układem” lub wątpi w jego istnienie, jest w „układzie”. „Układ” jest wygodny dla Jarosława Kaczyńskiego jako wiecznego opozycjonisty (to najbliższa mu psychologicznie sytuacja): nawet gdy rządzi, pozostaje w opozycji do „układu”, może więc nieustannie walczyć, a spokój i stabilizację traktować jako okresy niebezpiecznego marazmu, kiedy po cichu krzepną nowe spiski. Filozofia „układu” może być według potrzeb rozwijana w każdą stronę, a za jej pomocą można wytłumaczyć wszystko. Dostarcza też alibi: nie da się nic zrobić, bo działa „układ” – im bardziej chce się go rozbić, tym zacieklej się broni (jest to współczesny wariant marksistowskiej teorii „o zaostrzającej się walce klasowej”). Nie da się mu przeciwstawić przy pomocy instytucji państwa demokratycznego, dlatego walka z „układem” uzasadnia stosowanie środków nadzwyczajnych, koncepcję marszu na skróty oraz ideologię silnej i nieograniczonej władzy (brak pełnej władzy oznacza, że jakaś jej część jest ciągle w rękach „układu”).

A oprócz tego było jeszcze: oszukiwanie Sejmu co do terminu przyjęcia budżetu; orędzie, w którym prezydent powiedział, że nic nie zrobi (nie rozwiąże parlamentu); pomiatanie Trybunałem Konstytucyjnym; teczka Jarosława Kaczyńskiego; sejmowa modlitwa o deszcz, infantylny premier Marcinkiewicz, udowadniający prawdziwość tezy, że „aktorzy prowincjonalni szarżują najmocniej”, niszczarka Ziobry, „genetyczny patriotyzm” posła Suskiego, wskrzeszenie z politycznego niebytu Antoniego Macierewicza, leśniczówka Kurskiego i wiele innych drobnostek…

Warto zwrócić uwagę, że część z podanych tu „kwiatków” jest bardzo humorystyczna – co by na podstawie wszystkich 8 punktów Raportu nie powiedzieć o tzw. „IV RP”, to zapewnia ona narodowi przednią rozrywkę. Tylko że, jak napisał nieśmiertelny Mikołaj Gogol, „wszystko to byłoby nawet śmieszne, gdyby nie było takie smutne”.

  

[definicję „układu” skompilowano z fragmentów artykułu M. Janickiego i W. Władyki, Układ, „Polityka” 2006, nr 13 i E. Wnuka-Lipińskiego, W sieci układu, „Rzeczpospolita” 22-23 IV 2006].

  

sobota, 26 sierpnia 2006, alexanderson
Komentarze
2006/08/27 21:31:15
Witam.
Ciekawe spostrzeżenia, które w zasadzie podzielam.
W uzupełnieniu mogę wspomnieć o dwulicowości w "walce z pijanymi kierowcami". Z jednej strony krucjata ministra Ziobro, z drugiej posła Wójcika nie spotkały żadne sankcje, poseł Krasulski z PiS wyrok za to przestępstwo miał już przed wyborami, a kolejny poseł "potencjalny zabójca" R. Kaczyński dalej dzielnie wspiera PiS (mimo, iż formalnie do klubu nie należy).
-
Gość: pam, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2006/08/27 23:12:42
Smutne. Prawdziwe.

Cieszę się, że podjąłeś się tego podsumowania. Pamięć ludzka jest zawodna, po latach może zostać przyprószona propagandą (vide sentyment do czasów Gierka obecnie). A takie zestawienie faktów przyda się w przyszłości, gdy przyjdzie nam zdowu decydować o miłościwie nam panujących...
Dobrze, że ograniczyłeś do minimum swoje komentarze w tym raporcie.