~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
184. Wstrząśnięty i zmieszany...

  

Oglądam film „Wesele” (Polska’2004; reż. Wojciech Smarzowski). Porażające kino. Kolejny raz okazuje się, że właśnie komedia, groteska, przerysowanie pozwalają najtrafniej uchwycić istotę danego zjawiska. Tym trafniej, że przecież w tym przypadku ani razu się nie zaśmiałem, zszokowany wręcz – to dobre słowo – przedstawionym obrazem i mistrzostwem technicznym filmu. Rzadko mam tego rodzaju przyjemność. Jest to dzieło niemal na miarę Wyspiańskiego; metafora, co nie traci na aktualności. „A to Polska właśnie…”, niech ją wszyscy diabli...

  

Koniec roku.

Jakoś nigdy to wydarzenie nie miało dla mnie specjalnego znaczenia. Godzina „0.00” była swego rodzaju ciekawostką telewizyjną, oglądaną następnego dnia w serwisach informacyjnych. Nuda – od Nowej Zelandii po Los Angeles wygląda to tak samo. O ile codziennie przesiaduję do późna, tak 31 grudnia mam ochotę położyć się spać przed północą. Ale czy dadzą człowiekowi spokojnie usnąć?

  

Jutro jest pierwszy dzień kolejnego roku twojego życia.

Przeraża mnie ten upływ czasu. Przygnębia. I zawstydza...

  

niedziela, 31 grudnia 2006, alexanderson
Wyspiański_Stanisław,filmy
Komentarze
Gość: Eline, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/01/01 11:04:12
"Trza być w butach na weselu"... Widziałam 2.raz, po raz pierwszy w czasach licealnych (fakt, młodości nie można mi odmówić) i dość znamienna była reakcja największych fanów filmów SF: "Co to było?". Dziatwa zapewne straciłaby humor podczas wymachiwania biało-czerwonym szalikiem na wieść, że to się dzieje tuż obok. Prawdziwe życie. Przerysowane, niechciane, ale nasze. Niewygodnie być Polakiem.

Nawet szkoda, że kolejny rok jest, musi być kontynuacją poprzednich. Bądźmy realistami: szczęśliwszego nowego roku!
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/01/01 12:27:11
Nie wiem, czy powinnam sie wypowiadać o "Weselu" Smarzowskiego, bo widziałam tylko kilka minut filmu, ale one mnie akurat nie zachwyciy. Nie chodzi mi o obraz nas/Polaków tam przedstawiony, co raczej o jakąś pychę twórców filmu, którzy założyli,że wszystko wiedzą o tzw. przeciętnym człowieku i z tej "wyższej',"oświeconej" pozycji wyrażają swój niesmak w stosunku do niego. Zawsze w takich chwilach przypominają mi się końcowe fragmenty "Ziewolonego umysłu" Miłosza, gdzie pisze o tym, że człowiek jest tajemnicą. Jeśli artysta nie darzy swojego bohatera szacunkiem, to jego dzieło jest dla mnie puste i najczęściej nie dotyka żadnej istosnej prawdy. Zanaczam, że - nie obejrzawszy całego filmu - mogę być niesprawiedliwa w jego ocenie, ale te kilka scen, które obejrzałam skutecznie zniechęciło mnie do dalszego oglądania.
-
2007/01/01 15:53:54
Nowy rok?? Oby był lepszy niz 2006 (choć jego początek wcale na to nie wskazuje ://)
-
Gość: Flo, *.lublin.enterpol.pl
2007/01/02 14:50:13
Cieszę się, że tu trafiłam i cieszę się, że właśnie teraz. Mnie również przygnębia ta data, czas postanowień poprawy, a ja nie wywiązuję się z tej roli.
Życzę inspirującego roku.
To piękne pisanie.