~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
214. Katolickie pogaństwo? (1)

  

Fenomen polskiej religijności, swoistego oblicza katolicyzmu, który – jeśli dobrze się przyjrzeć – mocno podszyty jest u nas myśleniem magicznym z czasów przedchrześcijańskich i szeregiem innych pogańskich elementów. Joanna Podgórska pisze na ten temat w ciekawym Raporcie pt. „Święta w starych dekoracjach” – „POLITYKA” nr 14 (7 IV 2007). Na razie część pierwsza:

  

Dymy kadzideł, procesje, strojne szaty kapłanów, światła na grobach, kult świętych wizerunków, medaliki traktowane jak talizmany, błagalne i dziękczynne wota – to relikty prastarych kultów, które wchłonęło chrześcijaństwo. W polskim katolicyzmie przetrwało ich szczególnie dużo. Stanowią niemal o narodowej tożsamości. Tworzą barwną tradycję, ale czynią też Polskę czymś w rodzaju religijnego skansenu, w którym parlamentarzyści modlą się o deszcz albo chcą intronizować Chrystusa na króla Polski.

Dziedzictwo pogaństwa wciąż jest w Polsce żywe, a nawet się rozwija – stwierdził prof. Norman Davies (…), wymieniając obok zaduszek i dożynek m.in. święcenie samochodów. Widziana oczami zewnętrznego obserwatora polska religijność jawi się jako szczególnie uzależniona od rekwizytów, widzialnych znaków: popiołu, palemek, różańców, medalików, obrazków. U nas do dziś figury płaczą krwawymi łzami, a plama na szybie może stać się cudownym wizerunkiem Matki Boskiej i gromadzić tysiące wiernych. Tak jakby ciągle niezbędna była Biblia pauperum. Okruchy magicznego szkieletu, na którym wspierała się przedchrześcijańska wizja świata, utkwiły w nas niezwykle mocno.

Przymiotnik „pogański” ma w języku konotację negatywną, a dług, jaki chrześcijaństwo zaciągnęło wobec tamtej kultury, bywa zwykle wstydliwie przemilczany. – Z historycznego punktu widzenia formy kultu są rzeczywiście takie jak w pogańskich kulturach rolniczych, odwołujących się do sacrum zaświatów; zostały bezszmerowo włączone w chrześcijański kontekst obrzędowy. Z punktu widzenia współczesnych relacji człowieka z wszechświatem i innymi ludźmi sens owych form nie jest już pogański, bo odwołują się one do chrześcijańskiej hierarchii mitycznej i kościelnej – mówi prof. Anna Zadrożyńska z Instytutu Etnologii i Antropologii Uniwersytetu Warszawskiego. – Wynika z tego jednak teza niezgodna z panującym przeświadczeniem: to chrześcijaństwo ukorzeniło się w kulturze europejskich pogan, a nie Europa zapuściła korzenie w glebie chrześcijaństwa.

Z prastarej religii kosmicznej zapożyczono czas świętowania, który od neolitu wyznaczała wędrówka słońca po niebie. Bogowie zawsze rodzili się w zimowe przesilenie, umierali i zmartwychwstawali z wiosenną równonocą. Gdy w dawnym kalendarzu istniał obrzęd związany z kultem słońca, w obrzędowości chrześcijańskiej pojawia się święto lub dzień świętego patrona. Matki Boskiej Gromnicznej obchodzone 2 lutego to połowa zimy, gdy zapala się ognie, aby przyspieszyć powrót jasności. Święto płodności, obchodzone w letnie przesilenie, zmieniło się w wigilię św. Jana i rytuał Zielonych Świątek. Kościelna nazwa tych ostatnich to Zesłanie Ducha Świętego, ale ludowa pobożność wpisała je w rytm przyrody, sięgając do archetypowych praktyk magicznych, które miały oczyścić ziemię z demonów i zapewnić obfite plony: palono ognie, domy przyozdabiano zielenią tataraku, procesje z chorągwiami obchodziły zasiane pola, a bydło okadzano dymem z poświęconych ziół.

Ciekawa jest także historia Bożego Ciała (ludowa nazwa Święta Ciała i Krwi Pańskiej), ustanowionego przez Kościół w XIV w. po cudzie w Orvieto, gdy hostia w rękach księdza heretyka zaczęła krwawić. Na pamiątkę tego wydarzenia uroczysta procesja zatrzymuje się przy czterech ołtarzach, gdzie odczytywane są fragmenty czterech ewangelii związane z Eucharystią. W obrządku ludowym ewangelie nie były jedynie nauką, ale świętym przedmiotem materialnym, który w postaci zakopanych na rogach pól zwitków miał chronić plony od gradobicia. Do tego doszły poświęcone wianki, które jako talizmany zabierano do domów, by odstraszały pioruny i choroby.

W świętach, obrzędach i zwyczajach przechowało się mnóstwo elementów dawnych obrzędów ofiarnych, magii płodności, rytów oczyszczających, magii dobrego początku, trwających nieustannie pertraktacji z zaświatami. Błagalne krzyże i kapliczki wznoszone na granicach wsi można postrzegać jako przejaw archaicznego lęku przed obcym światem, święte znaki, które mają chronić obszar wewnętrzny przed otaczającym chaosem, demonami i plagami. W chwilach zagrożenia obchodzi się je w uroczystej procesji, bo są one punktem mediacji z zaświatami, uprawnionych i otoczonych ochroną kontaktów z nimi. Święcenie nowo wybudowanych gmachów można postrzegać jako magię dobrego początku. Poświęcone obrazki, medaliki ze św. Krzysztofem to rodzaj amuletów.

Myślenie religijne wymaga założenia, że gdy chcemy coś w świecie zmienić, niezbędna jest Boska interwencja. Podmiotem jest Bóg, człowiek może tylko prosić. W myśleniu magicznym człowiek swoimi działaniami i praktykami prowokuje, skłania, zmusza do zmiany zaświatowe moce. Do części magicznej, pogańskiej, w której zawiera się wiara w sprawczą moc słów, dodano obudowę chrześcijańską. W obrzędowości te dwa porządki są tak przemieszane, że trudno je interpretować – twierdzi prof. Piotr Kowalski, etnolog. – Choćby kwestia wody. Wiadomo, jakie procedury kościelne nadają sakrę wodzie święconej. Ale czym jest woda z uzdrawiających źródełek? Żywą wodą z bajki? Bez trudu da się to wytłumaczyć w kategoriach magicznych. (…)

W przedchrześcijańskim świecie działanie sił magicznych było równie oczywiste jak działanie sił natury. Próbowano je zaklinać lub przebłagać. Ten stały dialog z zaświatami był codziennością. Kościół odrzuca magię ze względów zasadniczych, ale musi się liczyć z jej występowaniem. Zwłaszcza z tymi przejawami myślenia magicznego, które sytuują się blisko wiary i praktyk religijnych, jak kult świętych czy kult obrazów – pisze Zdzisław Mach we wstępie do pracy Dominiki Jaźwieckiej-Bujalskiej „Między magią a religią”, w której bada ona zabobony i przesądy wśród duchowieństwa katolickiego. (…)

Religijność chrześcijańską utworzyły dwa nurty: ten zgodny z oficjalnym obrządkiem Kościoła i ten wcześniejszy, rodem z ludowej tradycji rolniczej. Stopiły się, tworząc całość. Skala powodzenia nowej religii zależy od tego, jak wiele elementów poprzednich kultów potrafi wchłonąć. Tak jest zawsze. Na fundamentach starych świątyń buduje się nowe, wymienia bogów na ołtarzach. Tak było też w przypadku chrześcijaństwa. (…) Wszystko, co nie stało w jaskrawej sprzeczności z nową wiarą, mogło zostać zaadaptowane.

Przez wieki pod wpływem rozwoju nauki i przemian cywilizacyjnych relikty dawnych kultów zanikały. Resztki magicznej koncepcji rzeczywistości zachowały się głównie w postaci przesądów, zwyczajów, gestów, które postrzegamy jako irracjonalne, ale które wciąż bezwiednie powtarzamy. (…) Polska religijność jest nadal nimi przesycona i stanowią coś więcej niż element dekoracyjny. Dlaczego? Pierwszy trop, jaki się nasuwa, to fakt, że nadal jesteśmy w dużej mierze społeczeństwem rolniczym, a co za tym idzie, nurtem dominującym jest katolicyzm ludowy. Jego wnikliwe studium, do którego badacze odwołują się po dziś dzień, przeprowadził w latach 30. XX w. Stefan Czarnowski, teoretyk kultury i religioznawca.

Pierwszą z cech religijności ludu polskiego, jaką wymienia, jest nacjonalizm wyznaniowy. Katolicyzm na wsi był czymś w rodzaju religii plemiennej, przede wszystkim sprawą życia zbiorowego, a dopiero wtórnie indywidualnego; najdonioślejszą cechą etniczną. U podstaw tego nacjonalizmu leży lokalność religii. Żeby nabożeństwo było pełne, musi odbyć się w społeczności sąsiedzkiej. Mieszkańcy okolicy mają swojego świętego, swój cudowny obraz, swoją figurę, swoje procesje. Bywa, że lokalne społeczności rywalizują ze sobą, gdy chodzi o rangę swych świętych obrazów. Ważą skuteczność interwencji, powołują się na cuda, spierają o nie.

Zespolenie z narodem dokonuje się w zbiorowym uniesieniu podczas pielgrzymki do Częstochowy. „Włościanin wie, że jego wyznanie jest powszechne, ogólnoludzkie, bo go tego ksiądz nauczył; ale jako Polak jest on czcicielem szczególnym Matki Boskiej Częstochowskiej, największej ze wszystkich, najbardziej cudownej, najpotężniejszej. A że to Matka Boska bliska, interesująca się jego sprawami, własna – ma się on za lepszego katolika od tych wszystkich innych, którzy do Boga nie umieją modlić się jak należy, po polsku, i którzy czczą obce Matki Boskie” – pisał Czarnowski.

Kolejną cechą polskiej religijności ludowej, jaką wymienia, jest właśnie maryjność. W czasach, gdy pisał swoje studium, także w innych krajach katolickich Matka Boska bywała najgorliwiej czczoną świętą. Była to jednak nieco inna Matka Boska. Na południu Europy Maria była następczynią potężnych pogańskich bogiń matczynych – możną, feudalną panią, władczynią otoczoną dworem, sprawującą rządy. W Polsce nabrała rysów spełniających polskie wyobrażenie o opiekunce i orędowniczce. „Jest przede wszystkim piękną i dobrą, łaskawą panienką, wstawiającą się za swoimi czcicielami u Syna, podobnie jak – według pragnień chłopa polskiego z okresu pańszczyźnianego – winna się za nim wstawiać dobra panienka ze dworu”.

Podobnie lud postrzegał Jezusa – jako dobrego gospodarza, który chodzi po ziemi, by osobiście sprawdzić, czy jego poddanym nie dzieje się krzywda i cudownie interweniując. Jezus i Maria to przede wszystkim rozdawcy łask ziemskich na miarę wioskowych potrzeb. Religijne ekstazy były rzadkością i raczej patrzono na nie podejrzliwie. Gdy objawiały się święte postaci, to niemal cieleśnie, ubrane tak jak na figurze i wydawały praktyczne polecenia: daj jałmużnę, idź na pielgrzymkę, a do zbiorowości zwracały się głównie w kwestii wybudowania kościoła w konkretnym miejscu.

Wiąże się z tym kolejna cecha religijności opisana przez Czarnowskiego: sensualizm i kult obrazów. Wizerunki, którym na polskiej wsi oddawano cześć, były symbolami jak najbardziej dosłownymi. Postać Matki Boskiej w Polsce tak bardzo zespala się z jej malowanym wizerunkiem, że normalnym sposobem jej objawiania się jest objawienie się obrazu. Jego moc udziela się kopiom i odbitkom, które usamodzielniają się jako przedmioty kultu, żyją własnym życiem: ozdabiane drogocennymi sukienkami stają się celem pielgrzymek, płaczą krwawymi łzami, zapowiadając klęski. Podobnie postrzega Czarnowski gorliwość, z jaką lud pielgrzymuje do kalwarii; aby tajemnica była zrozumiała, musi przybrać postać zmysłowej, dotykalnej rzeczywistości.

Wreszcie ostatnia cecha to rytualistyczny stosunek do religii. Akty religijne, obrzędy, gesty, formuły zajmują w niej miejsce najistotniejsze, bo jest to religijność uboga z doktrynalnego punktu widzenia. Jak opisuje badacz: włościanin zna parę pieśni kościelnych, czasem czytuje żywoty świętych, ale Pisma Świętego prawie nigdy, nieznane mu są nie tylko zagadnienia dogmatyczne, ale nawet proste prawdy wiary. Wyznania rozróżnia wedle cech zewnętrznych. Kalwin to taki, co je mięso w Wielki Piątek, luter nie zachowuje postów i nie czci Matki Boskiej, prawosławny to członek wyznania, którego żonaci kapłani noszą długie włosy, a w świątyniach nie ma organów. Tak głęboko zakorzeniony rytualizm sprawia, że niechęć i opór wobec najdrobniejszych zmian w praktykach jest ogromny. „Włościanin przestałby się czuć określonym członkiem określonej zbiorowości, gdyby nie spełniał skrupulatnie tych czynności religijnych, które w tejże zbiorowości są tradycyjne” – podsumowuje Czarnowski.

  

czwartek, 12 kwietnia 2007, alexanderson
Tagi: religia
religia
Komentarze
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/04/12 20:54:23
1. Wydaje mi się, że religijność pozbawiona obrzędowości i całej tej jarmarczności jest zwyczajnie niedostępna wszystkim - za dużo wymagasz od ludzi.
2. Jest oczywiście i polski katolicyzm 'na poziomie'. Jak kiedyś, przed laty co prawda, zaczęłam czytać 'Tygodnik Powszechny', to dosłownie 'na kolana padłam'. Przestałam czytać ze strachu, że jeszcze trochę i mnie nawrócą. :-)
-
2008/01/14 15:38:15
Do dyskusji na temat: "Czy Chrześcijaństwo polskie potrzebuja zmian?" zapraszam na moim blogu:
chrzescijanskiblogjerzegostrausa.blox.pl
pozdrawiam Jerzy
-
2010/08/13 15:55:04
Z łaski swojej nie mieszajcie współczesnego pogaństwa z tematyką związaną z problemami wewnętrznymi religii chrześcijańskich.
-
Gość: Ori.n, *.internetdsl.tpnet.pl
2013/07/01 09:27:00
Polski katolicyzm to nic innego jak nasz swojski mitraizm. Według polskich katolików tylko oni wyznają prawdziwą i jedyną wiarę, prawdziwego i jedynego Boga i jego matkę. Polski katolicyzm to wyznanie ortodoksyjne, polscy katolicy uważają,że tylko dla tych jest miejsce w niebie a wszyscy inni idą do piekła. Kiedyś ksiądz Tischner powiedział,że "polscy katolicy będący w niebie muszą być za bardzo wysokim murem aby broń Boże nie dowiedzieli się,że w niebie są też ludzie innych wyznań". Polscy katolicy to ludzie nie znający PŚ a mają w tej kwestii najwięcej do powiedzenia. To ludzie hołubiący święta i obrzędy katolickie nie znając ich pogańskich korzeni. Nie dziwię się więc stwierdzeniu,że polski katolik w swoim myśleniu i pojmowaniu świata to ze wszech miar zwykły, normalny i pospolity moher. Dzisiaj w dobie XXI w. powiedzieć polskiemu katolikowi,że Ziemia obraca się w lewo z tak ogromną prędkością to herezja i wszeteczność a nie daj Boże powiedzieć,że Mojżesz to postać fikcyjna.