~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
241. Dwie demokracje

  

   „Demokracja liberalna i demokracja plebiscytarna, choć w jakimś stopniu korzystają z tych samych technik działania politycznego (wybory, referenda), oparte są na odmiennym zestawie wartości i wiążą się z odmiennymi w znacznej mierze wizjami życia społecznego. Trudno przesądzić, która z nich ma głębiej w przeszłość sięgające korzenie, lecz z pewnością demokracja liberalna stawia więcej wymagań zarówno przed rządzonymi, jak i rządzącymi.

   Cechą charakterystyczną demokracji liberalnej jest uznanie, że prawda, rozumiana także jako słuszność moralna lub polityczna, jest przedmiotem nieustannych poszukiwań, w których może uczestniczyć każdy obywatel i każde gremium społeczne. Nikt nie może o sobie powiedzieć, że posiadł ją raz na zawsze i że – będąc jej pewny – nie musi już do niej z trudem w przyszłości dochodzić. Taka postawa wynika z przekonania, że naturalną cechą współczesnych społeczeństw jest pluralizm, a tolerancja wobec odmienności – warunkiem pokojowego ich istnienia. Nieuniknionym następstwem tego podejścia jest pewien relatywizm, który nie musi jednak prowadzić do poznawczego, moralnego lub politycznego nihilizmu.

   Demokracje plebiscytarne budowane są często na przekonaniu o trwałości i pewności prawdy. Wierzy się, że jej depozytariuszem jest lud albo – częściej – polityczny przywódca mający tę zdolność, iż potrafi odczytać rzeczywiste przekonania i pragnienia obywateli. Lud postrzegany jest jako niezróżnicowana masa posiadająca jedną wolę i wspólne pragnienia. Za filozoficznego ojca takiego myślenia uchodzi Jan Jakub Rousseau z jego teorią woli powszechnej.

   Demokracja liberalna jest demokracją konstytucyjną. Oznacza to, po pierwsze, że może istnieć jedynie respektując wolności i prawa człowieka i obywatela, przede wszystkim osobiste i polityczne – wolność słowa, zgromadzeń, stowarzyszeń, prawo do życia i do prywatności, prawo własności. Po drugie, jej instytucje funkcjonują na podstawie i w ramach prawa. Po trzecie, uznaje za fundamentalne dla swojego porządku ustrojowego podział i równowagę władz oraz niezawisłość sądownictwa; w ostatnich dziesięcioleciach obejmuje to także zasadę sądowej kontroli konstytucyjności aktów ustawodawczych.

   Demokracja plebiscytarna podchodzi do obowiązującego prawa bez szczególnego respektu, co nie znaczy, że godzi się na powszechne jego łamanie. Jeśli jednak prawo uniemożliwia spełnienie woli ludu, to musi ustąpić jej pola. Impossybilizm prawny nie jest tej demokracji znany i nie stoją jej na przeszkodzie zasady ustrojowe, które uznaje za oczywiste demokracja liberalna.

   Demokracja liberalna naznaczona jest piętnem elitaryzmu. Wynika to przede wszystkim z szacunku, jakim obdarza fachową wiedzę i umiejętności. Demokracja plebiscytarna jest z natury plebejska, a nawet populistyczna. Akty wyborczy lub referendalny mają dla niej przede wszystkim znaczenie legitymizacyjne. Dają podstawę do uprawomocnienia rządzących ekip przywódczych, a bywa, że i jednostek wynoszonych w ten sposób przez lud do władzy i potwierdzających co jakiś czas w drodze głosowań powszechnych swoją pozycję w strukturze państwa. Carl Schmitt aklamację plebiscytarną uznawał za jedną z zasadniczych cech legitymowanego autorytaryzmu. W znacznej mierze taka była zasada działania we Francji bonapartyzmu, czyli systemu władzy cesarskiej, oraz prezydenckiego gaullizmu.

   Czy Polska dnia dzisiejszego jest demokracją liberalną czy plebiscytarną? Nie chodzi tym razem o rozwiązania konstytucyjne. Te bowiem odpowiadają modelowi demokracji liberalnej w definiowanym wyżej znaczeniu. Mam raczej na względzie praktykę ustrojową, zwłaszcza, choć nie wyłącznie, ostatniego okresu. W moim przekonaniu mieści się ona nadal w granicach demokracji liberalnej, lecz pojawiają się pewne oznaki, iż poczyna sterować w kierunku modelu plebiscytarnego.

   Ludzie wyniesieni do władzy w rezultacie demokratycznej elekcji parlamentarnej wykazują bowiem skłonność do traktowania aktu wyborczego jako przesądzającego o pełnej i niezachwianej słuszności ich decyzji politycznych, oczywistości ich rozumienia prawa, trafności ich nominacji personalnych. Wybory są w ich mniemaniu aktem legitymującym każde posunięcie i nadającym wiążącą moc każdemu ich poglądowi w kwestiach politycznych. Skoro nas wybraliście, zdają się mówić, oznacza to, że mamy rację i mieć ją będziemy we wszystkich sprawach aż do dnia następnych wyborów, które, być może, rację tę kolejny raz potwierdzą. Nasza racja jest głosem ludu, skoro lud nas właśnie wyniósł do władzy. Jest więc tym samym oczywista i niepodważalna.

   Dochodzi czasem do sytuacji, gdy konstytucja uniemożliwia realizację uchwalonych przez rządzącą większość ustaw. Pod adresem tych, którzy ostrzegają przed jej naruszeniem, pada wtedy zarzut kuglarskiej, oszukańczej interpretacji przepisów. Prawo zatem musi stać po stronie rządzących, a skoro nie zawsze tak jest, należy się odwołać do ludowego poczucia sprawiedliwości, które rozstrzyga w sposób ostateczny. Wymogi procedury, niekwestionowane zasady prawa (np. domniemania niewinności) mogą zostać odsunięte na bok, jeśli działanie podjęte wbrew nim może liczyć na poklask większości obywateli. Wielu z nich bowiem oczekuje prostego i szybkiego rozwiązania trudnych spraw, a nie mnożenia obiekcji i wątpliwości.

   Gdy prawo nie dopuszcza do podjęcia decyzji, można rozpisać referendum, które ujawni wolę obywateli, a przez to pozwoli na obejście niewygodnego prawa. (…)

   W stronę demokracji plebiscytarnej popycha nas skłonność niektórych polityków i publicystów do lekceważenia doświadczenia, wiedzy i wątpliwości etycznych środowisk określanych pogardliwie jako elity lub salon. Przeciwstawiane jest im zdrowe poczucie moralne ludu oraz jego intuicyjne rozumienie tego, co w życiu publicznym słuszne i należyte. Demokraci stojący na takim stanowisku dążą do zdobycia poparcia mas (one zawsze stanowią w społeczeństwie numeryczną większość) i nie dbają o to, jaki jest pogląd w ważnych dla państwa sprawach ludzi zaliczanych do elity lub do bywalców salonu (którzy zawsze pozostają w mniejszości).

   Polska może pozostać państwem demokracji liberalnej ze wszystkimi jej wadami i zaletami. Może się także posunąć dalej w kierunku demokracji plebiscytarnej. Trzeba jednak pamiętać, że ta może się kiedyś przekształcić wbrew zamiarom demokratów w miękki, a następnie twardy autorytaryzm. Jest to perspektywa, jak się dziś zdaje, odległa i mało prawdopodobna, ale niewykluczona”.

[prof. Piotr Winczorek, Demokracja liberalna i plebiscytarna, „Rzeczpospolita” 26-27 V 2007, s. 11]

  

niedziela, 24 czerwca 2007, alexanderson