~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
248. Tomorrow never comes

  

Czy bardziej przerażająca jest czarna otchłań niewiadomej przyszłości, czy też świadomość, że jutrzejszy dzień będzie taki sam jak dziś – że nic się nie zmieni? Czy zagadka przyszłości czy też jej brak? Żyję od dawna w jakimś bezczasie, w wiecznym teraz, bez planów, bez celów, jak gdybym nie chciał zaakceptować myśli o jakiejkolwiek przyszłości, jakbym jej sobie odmawiał. A może w ten sposób ją powstrzymuję? Bo przecież – może podświadomie – chciałbym, żeby nie przyszła. Żeby się to wszystko wreszcie skończyło.

Żeby tak powstrzymywane przeze mnie jutro rzeczywiście nie nadeszło… 

   

                    „Ciągle to jutro, jutro i znów jutro

                    Wije się w ciemnym kółku od dnia do dnia

                    Aż do ostatniej głoski czasokresu;

                    A wszystkie wczora to były pochodnie,

                    Które głupocie naszej przyświecały

                    W drodze do śmierci. Zgaśnij, wątłe światło!”. 

                              [William Shakespeare, Makbet. Przeł. J. Paszkowski]

  

środa, 11 lipca 2007, alexanderson
Shakespeare_William
Komentarze
2007/07/12 21:04:59
O rany. Przeszło Ci już dzisiaj czy nadal?
Trafiłem po komentarzu u mnie - trochę tam sobie zakpiłem z Giertycha i w gruncie rzeczy się z Tobą zgadzam. A teraz porozglądam się tutaj.
Pozdrawiam.
-
2007/07/12 23:21:20
Jeśli się tu trochę porozglądasz, z pewnością zauważysz, że to powyżej to nie jest chwilowy nastrój. I witam nowego czytelnika!
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/07/14 00:59:36
Po co w ogóle myśleć o przyszłości? Może wystarczy sensownie przeżywać teraźniejszość?
-
2007/07/14 11:46:05
Ja właśnie nie myślę o przyszłości (nie widzę jej przed sobą) - sęk w tym, że nie przeżywam też teraźniejszości, "żyję nie żyjąc", bez uczestniczenia w życiu. Tylko trwam.
-
2007/07/14 19:25:22
Dobrze to znam...taką egzystencję bez powodu, celu i nadziei...ale jedynym sposobem na to jest podjęcie jakiegoś zdecydowanego kroku, wyrwanie sie z codziennej nudy.
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/07/15 00:13:20


Chyba masz zbyt wygórowane wyobrażenie co do tego jak bardzo trzeba coś 'przeżywać', żeby to przeżywać w istocie. Życie w większości nie składa sie z przeżyć-fajerwerków, zazwyczaj jest 'tak sobie', najczęściej trochę nijako. A w życiu nie da się poza tym nie uczestniczyć, jesteś obecny w kazdej jego chwili, i już. Trzeba tylko to umieć dostrzec.