~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
254. Ingmar Bergman (1918-2007)

  

Odszedł…

Jedne z najwcześniejszych moich wrażeń, jakie pamiętam do dziś spośród nadzwyczaj licznych i bogatych doświadczeń filmowych, to biała twarz Śmierci (Bengt Ekerot), rozpaczliwe pragnienie rycerza Antoniusa Blocka (Max von Sydow), by Bóg dał dowód swojego istnienia i laicki pragmatyzm giermka Jönsa (Gunnar Björnstrand), który w oczach palonej czarownicy dostrzegał jedynie pustkę i otchłań śmierci. Tak, kino zaczęło się dla mnie od „Siódmej pieczęci”. A potem była podróż profesora Isaka Borga (Victor Sjöström) w głąb własnej podświadomości do krainy dzieciństwa („Tam, gdzie rosną poziomki”), elegia pożegnania z młodością i nieuchronność życiowej obojętności w „Letnim śnie”, starcie sił nadprzyrodzonych z poznaniem naukowym w „Twarzy”. Pamiętam żywo gwałt i zemstę w „Źródle”, splot religii i seksualności w wizjach Boga-pająka z filmu „Jak w zwierciadle”, mszę, którą w pustym kościele pastor po utracie wiary odprawia dla kochającej go ateistki, by uwierzyć choć w ludzką wspólnotę („Goście Wieczerzy Pańskiej”). Pamiętam absolutną pustkę i głód miłości w przepojonym seksem świecie „Milczenia”, poczucie winy, które łączy w jedno twarze Liv Ullmann i Bibi Andersson w „Personie”, noc pustoszącego szaleństwa w „Godzinie wilków”, objawiający potęgę sztuki śmiercionośny spektakl w „Rytuale”. Pamiętam pasyjną agonię w „Szeptach i krzykach”, halucynacyjny koszmar rodzącego się totalitaryzmu z „Jaja węża”, bolesną rozmowę matki i córki w „Jesiennej sonacie”, wreszcie teatralny żywioł „Fanny i Aleksandra”. Pamiętam dziesiątki innych obrazów, bo miałem szczęście widzieć niemal wszystkie jego dzieła – od pierwszych do tych ostatnich.

Największe filmy Ingmara Bergmana były reżyserskim przeżyciem osobistego dramatu egzystencji, projekcją jego duszy, zapisem poczucia winy i lęku, spowiedzią i psychoanalizą, i dzięki temu właśnie stały się uniwersalnym zapisem condition humaine. Może teraz współczesny Strindberg zazna spokoju, odszedłszy tam, gdzie rosną poziomki…

  

poniedziałek, 30 lipca 2007, alexanderson
nekrologi,filmy