~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
258. Modlitwa o deszcz

  

„Latem zeszłego roku marszałek Sejmu wezwał parlamentarzystów, by udali się do kaplicy w celu wzięcia udziału w modlitwie o deszcz, gdyż Polskę nawiedziła susza. Był to zapewne jedyny taki przypadek w dziejach europejskiego parlamentaryzmu. Podobnie rzadko zdarzało się w historii Unii Europejskiej, by szef jakiegoś rządu chciał umierać za system ważenia głosów.

Dlatego też po ostatnim szczycie brukselskim wielu cudzoziemców zapytywało: Co się stało z Polską?

Nadszedł moment, gdy Polacy muszą to pytanie postawić sobie samym. I muszą odpowiedzieć, że od czasu ostatnich wyborów parlamentarnych i prezydenckich Polska stała się innym krajem.

Z republiki demokratycznej – gdzie wszyscy obywatele mieli równe prawa, gdzie obowiązywała niezawisłość sądów powszechnych i Trybunału Konstytucyjnego, gdzie respektowano prawa człowieka i zasadę domniemania niewinności, gdzie monopol epoki komunizmu został zastąpiony pluralizmem w parlamencie, samorządzie lokalnym i mediach publicznych, gdzie kompromis i tolerancja były cnotami, a fanatyzm i mściwość pozostawały w niełasce, gdzie przystąpienie do Unii Europejskiej obchodzono jak święto narodowe – Polska staje się z wolna państwem, gdzie wszystkie te wartości i obyczaje zostają zakwestionowane.

Polska staje się państwem pełzającego zamachu stanu. Jego finałem ma być system, który istniejące instytucje pozbawi substancji demokratycznej i uczyni fikcją.

Nie znaczy to oczywiście, że Jarosław Kaczyński, lider rządzącej koalicji, jest faszystą czy komunistą. Nie znaczy to również, że w Polsce zlikwidowano wolną prasę, ogłoszono koniec wolnych wyborów, a opozycyjnych polityków uwięziono w twierdzy brzeskiej bądź osadzono w obozie koncentracyjnym w Berezie Kartuskiej. Nie znaczy to też, że Kaczyński zechce jutro wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej lub doprowadzi do jej wykluczenia.

Jednak Jarosław Kaczyński konsekwentnie dążył do zaprowadzenia osobistego systemu rządów i osiągnął w tej materii sukces wprost zdumiewający – żaden szef rządu po 1989 r. nie dysponował taką władzą.

Dziś używa on tej władzy, by całkowicie odmienić system polityczny w Polsce i politykę polską wobec świata. Robi to skutecznie już blisko dwa lata, ciesząc się niezmiennie poparciem około jednej trzeciej wyborców. Jego politykę trzeba określić jako wielki sukces osobisty i katastrofę dla obozu polskiej demokracji. Wiele wskazuje, że obóz Kaczyńskiego, czyli Polski populistycznej, mimo okresowych zawirowań, zachowuje stabilność i może sprawować władzę przez następne sześć lat. Będzie to historyczna porażka Polski demokratycznej.

Polska populistyczna ma kilka twarzy. Istnieje ona od wielu lat, ale po raz pierwszy występuje w zwartym bloku koalicyjnym. Kaczyński zbudował koalicję z dwiema partiami, które wcześniej powszechnie uchodziły za wrogie porządkowi demokratycznemu, a które on sam uważał za szkodliwe i antypaństwowe. W katolickim fundamentalizmie LPR widział prostą drogę do dechrystianizacji Polski i rękę moskiewskiej agentury; o Samoobronie wypowiadał się równie krytycznie. Obie te partie – jedna z nich nawiązuje do tradycji przedwojennego faszyzmu polskiego, druga jest skrajnie populistyczną, awanturniczą i kryminalną wersją formacji postkomunistycznej – są z definicji wrogie Unii Europejskiej i systemowi jej wartości. Ich przedstawiciele wygłaszają pochwały gen. Franco i Salazara, walczą z teorią Darwina, żądają usunięcia z lektur szkolnych Goethego, Conrada i Dostojewskiego, dopuszczają się bezprzykładnych kłamstw na temat historii najnowszej i nikczemnych przestępstw kryminalnych.

W takim towarzystwie Kaczyński realizuje »rewolucję moralną« i »oczyszczanie państwa z nieprawości«.

Nieprawości – zwłaszcza korupcyjnych – było niemało w epoce rządów SLD, poprzedzających zwycięstwo partii Kaczyńskiego. Tak jak historyczną zasługą przywódców formacji komunistycznej było przekonanie własnego elektoratu do Polski demokratycznej, rynkowej, suwerennej i prozachodniej, tak ich historyczną winą była tolerancja dla obyczaju zawłaszczenia państwa przez koterie partyjne i milczące przyzwolenie na korupcję. Co się tyczy przejmowania państwa przez koterie, partia Kaczyńskiego wespół z LPR i Samoobroną zdystansowała już postkomunistów o kilka długości. Rządząca koalicja poszła zresztą znacznie dalej – opanowanie instytucji publicznych (np. Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, Narodowego Banku Polskiego, MSZ, Najwyższej Izby Kontroli, wielu spółek skarbu państwa) posunęła do patologicznej perfekcji. Prokuratura, służby specjalne i Instytut Pamięci Narodowej – dysponent akt komunistycznego aparatu bezpieczeństwa – zostały opanowane w całości. Stały się dyspozycyjne wobec rządu. Stały się instrumentem budowania państwa podejrzliwości i strachu.

(…) Towarzyszy temu – typowa dla wszystkich populistów – retoryka spisku i zagrożenia. Oto Polską ostatnich kilkunastu lat – Polską demokratyczną i niepodległą – rządzić miał układ postkomunistyczny, który Polaków okradał i prowadził na manowce. Ten układ wyznawał w polityce zagranicznej filozofię »białej flagi«, czyli kapitulanctwa i klientelizmu wobec państw obcych. Dlatego – zdaniem Kaczyńskiego – należało oczyścić polską dyplomację z tych, którzy, będąc wrogiem wewnętrznym, wysługiwali się wrogom zewnętrznym – Unii Europejskiej, a w szczególności Republice Federalnej Niemiec.

W tym, co piszę, nie ma śladu karykatury. Kaczyński traktuje Unię Europejską jako zagrożenie, jako sprytny manewr polityki niemieckiej, który ma uczynić z Niemiec dyktatora Europy i utorować im drogę do kolejnej – pokojowej – dominacji nad Polską. Kto sądzi inaczej, ten wkracza na terytorium potencjalnej zdrady narodowej. Bowiem dla Jarosława Kaczyńskiego Polska to tyle, co on sam – wraz z bratem i najbliższymi współpracownikami.

Brzmi to wszystko, jak najbardziej ponura wizja polskości kreślona przez Witolda Gombrowicza. Może właśnie dlatego Gombrowicz miał być usunięty ze spisu lektur szkolnych... Zważmy jednak – to nie jest głupota. To jest przemyślana arogancja wobec swoich i wobec obcych. Unia Europejska jest dla Kaczyńskiego dobra, gdy daje pieniądze i pozwala na sprzeciw wobec wrogiej Polsce polityki energetycznej Kremla. Jest natomiast zła, gdy pozwala sobie na krytyczne opinie wobec polityki rządzącej koalicji. Wtedy Angela Merkel staje się spadkobierczynią w prostej linii Adolfa Hitlera i winna się czuć odpowiedzialna, także finansowo, za zbrodnie nazistowskie. W sporze o sposób liczenia głosów okazało się, że gdyby nie Niemcy, Polska miałaby dziś 66 mln obywateli.

Właściwie – dodajmy dla sprawiedliwości – nie powinno to dziwić, skoro Kaczyński obwinia wszystkich swoich poprzedników o działania antynarodowe, atakuje w sposób nikczemny Bronisława Geremka, jednego z najbardziej szanowanych w świecie i zasłużonych dla Polski intelektualistów i polityków, a kierownictwo »Gazety Wyborczej« łączy z ideologią KPP i jakichś frakcji w PZPR...

Nie rozumiem, z jakich kompleksów – bo przecież nie z głupoty i niewiedzy – wynika ta agresja, która w każdym krytyku każe Kaczyńskiemu widzieć śmiertelnego wroga i zdrajcę narodu. I wolę tego nie dociekać.

Wśród zwolenników polityki Kaczyńskiego pojawiła się ostatnio myśl, że spór z Unią Europejską jest po prostu kontynuacją sporu z Polską demokratyczną, bowiem Unia Europejska jest zdominowana przez liberałów. Nie jest to myśl absurdalna – Unia stanowi rodzaj kotwicy dla wolności i ładu demokratycznego we wszystkich państwach członkowskich. Dlatego powtarzane przez Kaczyńskiego pomysły przywrócenia kary śmierci – choć są pustą demagogią – są też zapewne szczerym wyznaniem wiary, jakże miło wysłuchiwanym przez jego elektorat.

Żeby rządzić tak, jak chce rządzić Kaczyński, trzeba totalnie zakłamać i na nowo uformować pamięć zbiorową Polaków. Trzeba orzec, że bohaterowie polskiej historii najnowszej – Lech Wałęsa, Bronisław Geremek czy Tadeusz Mazowiecki – byli zdrajcami lub pomocnikami zdrajców. Trzeba nazwać polską pokojową transformację – największy sukces naszej polityki w XX wieku – aktem zdrady narodowej. Trzeba nauczyć Polaków strachu i totalnej nieufności wobec sąsiadów. I trzeba jeszcze nauczyć ich wiary w nieomylność nowego Wodza – Jarosława Kaczyńskiego. Jak znam przekorę Polaków – nie będzie to łatwe...

A jednak – myślę z melancholią – Polaków dogoniła ich przeszłość. Najpierw ta heroiczna – kiedy w latach opresji stawiali czoło zniewoleniu w imię swojej wspaniałej tradycji wolnościowej. Dziś jednak z wolna stają się naśladowcami swej złej przeszłości – warcholskiej i autorytarnej. W polskich dziejach była i taka tradycja.

Przez warcholstwo upadła Polska w XVIII w., tracąc swą państwowość na 120 lat. Autorytaryzm stał się znakiem II Rzeczypospolitej. Zrodzony był z populistycznego warcholstwa, które nie uznawało demokratycznych reguł państwa prawa i doprowadziło do zamordowania Gabriela Narutowicza, pierwszego prezydenta niepodległej Rzeczypospolitej. Odpowiedzią na to stał się wojskowy zamach stanu i niedemokratyczne rządy znaczone fałszowanymi wyborami, procesami politycznymi, dyskryminacją mniejszości narodowych i filozofią dwóch wrogów – Niemiec Hitlera i Związku Sowieckiego Stalina. Wtedy ta filozofia była rezultatem rozpaczy zrodzonej z tragicznej geopolityki; dziś jest samobójczą głupotą.

Ale Polaków dopadła jeszcze druga przeszłość – Polski rządzonej przez komunistów. To wtedy wbito Polakom do głowy germanofobię i zasadę, że »jak świat światem, nie będzie Niemiec Polakowi bratem«.

Polacy – śladem pamiętnego listu biskupów polskich do niemieckich, sygnowanego m.in. przez kardynała Wyszyńskiego i biskupa Wojtyłę – umieli powtórzyć za biskupami: »Przebaczamy i prosimy o przebaczenie«. To było wielkie zwycięstwo Polaków nad własną, przeklętą przeszłością – wyleczyć się z germanofobii.

Nie wyleczył się z niej szef polskiego rządu Jarosław Kaczyński. Jego sposób myślenia o polityce – tej wewnętrznej, i tej zagranicznej – jest może tym najsmutniejszym spadkiem po komunizmie, z którym Polacy muszą się dzisiaj zmagać.

Jednak to, co dzieje się w Polsce, nie jest fenomenem wyłącznie polskim. To dotyczy całej Europy postkomunistycznej, a klasycznym przykładem jest tu Rosja. Borys Jelcyn był konsekwentnym destruktorem komunizmu – i jego nieodrodnym dzieckiem. To on naznaczył na swego następcę Władimira Putina.

Zaś Putin stał się skutecznym realizatorem tego modelu transformacji, który wiedzie od komunizmu poprzez wolność, nieład i chaos do rozwiązań autorytarnych. Putin nie jest Stalinem ani Breżniewem, ale wciąż istnieje obawa, że stanie się wzorem dla autorytaryzmu po komunizmie. Kaczyński, choć sięga po retorykę konserwatywną, jest jego nieświadomym imitatorem.

Aleksander Smolar, wybitny polski filozof polityki, nazwał partię Kaczyńskiego »partią pamięci«, w przeciwieństwie do »partii nadziei«. Powiedzmy tedy, że jest to partia »złej pamięci« – polskiej i europejskiej. W ciągu ostatnich 50 lat Polska pokazywała zwykle światu to, co w niej najlepsze – Jana Pawła II, Wałęsę i »Solidarność«, Miłosza i Gombrowicza, Kołakowskiego, Herberta i Wajdę, Lutosławskiego i Konwickiego, Balcerowicza i Szymborską, Kuronia, Mazowieckiego i Geremka. Nie chciałbym, by teraz zaczęła pokazywać światu to, co w niej najgorsze...

Czy pozostanie Polakom już tylko modlitwa – o deszcz zdrowego rozsądku?”

          [A. Michnik, Modlitwa o deszcz, „Gazeta Wyborcza” 30 VII 2007].

  

sobota, 04 sierpnia 2007, alexanderson
Komentarze
Gość: mrdalloway, 62.233.177.*
2007/08/05 02:28:52
Krystian Lupa cztery miesiace temu napisał dla Tygodnika Powszechnego świetną (czytałem to kilkakroć) rzecz nt. nie-normalnego ("chorego") postępowania rządzących. W jakiś sposób koresponduje ona z tym, co mówi w niektórych miejscach Michnik. Polecam:)
-
2007/08/05 11:34:10
Dziękuję za zwrócenie uwagi na ten tekst Lupy - natychmiast go poszukałem w archiwum "Tygodnika" i przeczytałem z uwagą.