~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
259. Ogłupienie

  

Dwa wielkie odejścia, od jakich zaczął się ten tydzień – odejścia, finalizujące dwa wielkie milczenia – rodzą pytania o kondycję współczesnej kultury, której rysem charakterystycznym jest ogólnoświatowa histeria na punkcie Harry’ego Pottera. Wydaje się, że mamy do czynienia z postępującą infantylizacją ludzkości, a do tego również z tabloidyzacją mediów, banalizacją sztuki, komercjalizacją sportu, populizacją polityki, spłyceniem metafizyczności… Wydaje się też, że nie sposób już chyba zapobiec owym zjawiskom, które mogą się jedynie nasilać, pogłębiając ogłupienie społeczeństw i jałowość ich myśli o świecie. W szkole nie czyta się arcydzieł literatury, tylko ich streszczenia – o ile czyta się w ogóle. Nazwiska wielkich reżyserów filmowych wywołują grymas znudzenia. Debata polityczna nie dotyka w ogóle rzeczywistych problemów społecznych i nie przynosi na nie recept, bo każda odważna propozycja reform oznacza stratę punktów procentowych w sondażach, a społeczeństwa domagają się łatwych i prostych diagnoz. Każdy przekaz ulega spłyceniu, panuje dyktatura obrazu i skrótu...

Każdy, kto próbuje się temu przeciwstawić, naraża się na zarzut snobizmu pseudoelit lub oderwanego od życia idealizmu. Efektem jest bezradne zamykanie się obrońców przeszłości w Okopach Świętej Trójcy, skazanych na nieuchronną kapitulację. Ponura ta wizja przeraża tym mocniej, że w przyszłości będzie tak samo – tylko bardziej…

  

niedziela, 05 sierpnia 2007, alexanderson
Komentarze
Gość: mrdalloway.blog.pl, 62.233.177.*
2007/08/06 02:42:14
Ja się pocieszam, że świadomość jakiegoś schyłku, degrengolady, kretynizacji była obecna od zawsze. No tak, dziś jest to na niespotykaną wcześniej (?) skalę , ale to chyba było od początku: że Dawne Dni przeminęły, ze nadchodzą barbarzyńcy, że poczucie dziwności istnienia już nikogo nie dziwi, że fin de siècle itd.
Może, tak jak pisał Miłosz, trzeba nauczyć się żyć na wyspach. I mimo wszystko nadal wierzyć w instynkt samozachowawczy innych.
A poza tym "chodzić na długie spacery. patrzeć, jak zachodzi słońce. czytać wiersze. pisać wiersze. słuchać muzyki. pomagać innym. przeszkadzać tyranom. cieszyć się miłością, martwić śmiercią. jak zawsze." :)
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/08/07 21:58:00
Chętnie zadałabym Ci w tym momencie nieco - przyznam - chamskie pytanie, z jakiego środowiska sam się wywodzisz? Bo, paradoksalnie, takie przywiązanie do kultury 'elitarnej' często cechuje właśnie tych, którzy do tych 'elit' muszą dopiero sami aspirować, nie otrzymali od życia łaski 'dobrego urodzenia'. Wtedy najłtwiej ulec oszałamiającemu blaskowi kutlury 'wysokiej' i pogardzać tym, co do niej nie dorasta.
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/08/07 22:01:39
A co do arcydzieł - arcydzieła moga być nimi chyba tylko na tle masy przeciętnych i bardzo złych 'dzieł'.
-
2007/08/07 22:38:21
Nie sądziłem, że wymową tej notki jest "elitaryzm" i nie wiem, co to jest w dzisiejszych czasach "dobre urodzenie". Ale może masz rację? Rodzice mają wykształcenie średnie, niehumanistyczne, w domu było trochę książek, ale prawdziwą bibliotekę stworzyłem w nim ja. Nie dlatego jednak, że chciałem do czegoś aspirować - ot, w wieku nastu lat przeczytałem "Wojnę i pokój", co ukształtowało moje spojrzenie na literaturę, wtedy też pierwszy raz widziałem filmy Bergmana, co zadecydowało o postrzeganiu kina. Wtedy też w polityce rząd dusz sprawowała Unia Demokratyczna i Adam Michnik - oni też mnie ukształtowali. Myślisz, że jestem "oszołomiony" kulturą "wysoką"?
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/08/08 08:45:54
Ja w każdym razie oszołomiona nią byłam. Brak odpowiedniego 'zaplecza' kulturalnego w domu sprawił, że zbyt łatwo ulegałam opinii różnych - skadinąd sensownych - autorytetów, na temat tego co w kulturze wartościowe, a co nie. Chyba po prostu bałam się polegać w tych sprawach na własnej ocenie. W ten sposób w wieku ok. dwudziestu lat też nabrałam zwyczaju narzekania na ogólny upadek i zbliżający się koniec cywilizacji /:-). Długo nie dostrzegałam śmieszności tej swojej postawy - ja przecież byłam tylko młodym barbarzyńcą (barbarzynką?). Barbarzyńca - z natury rzeczy - powinien właśnie miec odwagę obalać stare kultury i autorytety, jeśli są już zbyt słabe by funkcjonować, i budować na tym miejscu coś nowego dla siebie. Nie chodzi mi rzecz jasna o to, żeby całkiem odrzucić te 'elitarne' (pozostanę przy cudzysłowie) wartości, ale żeby nabrać o nich zdrowego dystansu i umieć je porzucić jeśli przynoszą mi głównie ogólne zniechęcenie do życia (to zniechęcnienie to też chyba Twój przypadek?). Zresztą - funkcjonuje taka opinia, że kultura europejska dlatego była przez wieki tak żywotna, bo posiadała wewnętrzną zdolność do samokrytycyzmu, zanegowania dotychczas wyznawanych wartości i szukania nowych. Może więc umiejętność i odwaga obalania dotychczasowych autorytetów wcale nawet nie wymaga bycia barbarzyńcą, ale wręcz przeciwnie - to cecha kulturalnego Europejczyka /:-)?.

A co do Adama Michnika - to też swego czasu był mój absolutny idol /:-)/. Dalej cenię jego opinie, ale że czasem straszny nudziarz z niego, to też prawda.
-
2007/08/08 18:05:30
Gdyby chodziło tylko o ożywcze poszukiwanie nowego, o dialog z tradycją, obalanie autorytetów - nie byłoby problemu. Mam jednak wrażenie, że dziś chodzi o coś więcej - szeroko rozumiana kultura sprowadza się w coraz większym stopniu do czystej rozrywki, daje nieskomplikowane odpowiedzi na wielkie pytania, prześlizguje się po powierzchni zjawisk. Na dodatek tradycja i dorobek minionych wieków również przestały być punktem odniesienia i punktem wyjścia. Dla młodzieży przeszłość nie istnieje.
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2007/08/10 21:13:10
"dziś chodzi o coś więcej - szeroko rozumiana kultura sprowadza się w coraz większym stopniu do czystej rozrywki"

A mnie się wydaje, że tak akurat było zawsze. Tyle, że zapoznając sie dziś - a dzieje się to głównie w szkole czy na studiach - z dorobkiem np. literackim poprzednich epok, siłą rzeczy poznajemy wyłącznie te rzeczy, które w ciągu lat uznano za najwartościowsze. Zresztą - przez całe wieki sama umiejętność czytania i pisania była stosunkowo 'elitarną' umiejętnością, a dziś - pospolitą. Więc np. jeśli nawet rzeczywiście przeciętna dziś powstająca książka ma o wiele niższy poziom (intelektualny,literacki) niż przeciętna książka sprzed kilkuset lat, to też nie ma w tym nic dziwnego - po prostu ksiażek dziś pisanych i wydawanych jest o wiele więcej,a takiemu zjawisku musi towarzyszyć ogólna 'zniżka' jakości. Ale czy to od razu powód, żeby twierdzić, że nie powstają dziś również rzeczy naprawdę dobre i wybitne?

'dorobek minionych wieków również przestały być punktem odniesienia i punktem wyjścia',

Ale o czym to świadczy - o tym tylko, że ten 'dorobek' stracił swoją żywotną siłe, że ludzie nie dostrzegają związku między nim a swoim życiem. Jeśli tak, to naprawdę pora na barbarzyńców, nie wierzę w sensowność sztucznego podtrzymywania przy życiu kultury, która nie ma siły by żyć samodzielnie.