~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
276. Rozkład

  

Po dwóch latach morderczego zmagania się – nie bez pewnych sukcesów – z problemami stworzonymi przez samych siebie naczelna misja braci Kaczyńskich dobiega końca. Ich IV RP zmienia się z dnia na dzień w tragiczną historię niezamierzonych skutków, szekspirowską »opowieść idioty pełną wrzasku i wściekłości, a nie znaczącą nic«. Z tym że w tym wypadku nie chodzi o losy fikcyjnego szaleńca opętanego manią zdobycia władzy, ale o prawdziwą historię całkiem sporego państwa europejskiego i jego liderów z poważnymi ambicjami. Podobnie jak u Szekspira farsa sąsiaduje tu z grozą, namiętności prowadzą do zguby, a nad wszystkim unosi się aura psychozy, halucynacji, omamów słuchowych i innych dysfunkcji układu nerwowego.

Nie tak miało być. Idea IV Rzeczypospolitej była w wielu miejscach sensowną propozycją polityczną. Niektórych raził sam pomysł nadania kolejnego numeru dziejom Polski. Ale polityka potrzebuje przecież sloganów, przełożenia na potoczny, chwytliwy język działań z dziedziny gospodarki, polityki społecznej czy zagranicznej. […] Nazwa IV RP należy do tego samego gatunku. Zapowiadała zasadniczą zmianę sposobu uprawiania polityki w Polsce, zwłaszcza odnowę moralną elit politycznych, oczyszczenie kraju z korupcji, odpartyjnienie instytucji publicznych, wzmocnienie państwa, a także poprawę szans ludzi, którzy zostali na marginesie życia publicznego po przełomie 1989 roku.

Dodatkowo ideolodzy IV RP wprowadzali do przedsięwzięcia element, który miał się okazać najbardziej znaczący – przedstawiali IV RP jako radykalne zerwanie z niemal wszystkim, co kojarzyło się ludziom z Polską po 1989 roku. Fundamentem nowej ideologii stała się rozprawa z winnymi upadku III RP, a mianowicie »układem«. »Układ« to niejawne grupy składające się z polityków, biznesmenów, ludzi mediów i członków byłych tajnych służb PRL, które w istocie decydowały o losie Polski po 1989 roku. W IV RP »układ« miał zostać ujawniony, a jego członkowie surowo ukarani. W tym celu niezbędne było rozwiązanie WSI, a także przeprowadzenie lustracji i moralne, a tam, gdzie to możliwe – prawne napiętnowanie byłych ubeków.

Rezultaty wyborów 2005 roku pokazywały, że zdecydowana większość Polaków podzielała diagnozę przedstawianą wówczas przez PO i PiS, choć pewnie nie wszyscy wyborcy tych partii uznawali III RP za kraj tak bardzo zdegenerowany. [...] Niemniej jednak po raz kolejny po 1989 roku wybory roku 2005 pokazały, że w Polsce istnieje trwały i znaczący elektorat konserwatywno-liberalny, który chce rzeczywistej modernizacji kraju.

Popatrzmy na wyniki IV RP. Jej najbardziej istotne przedsięwzięcie: lustracja, zostało w praktyce skompromitowane wskutek nieudolności twórców ustawy. Raport z rozwiązania WSI nie potwierdza tezy, jakoby służby te kierowały III RP w stopniu, w jakim próbowali to wmówić Polakom niektórzy wpływowi zwolennicy IV. Nie ujawniono dotychczas nawet jednej afery, która równałaby się wagą sprawie starachowickiej czy Rywina – przejawów korupcji politycznej ujawnionych za czasów lewicy. Aparat państwowy razi nieudolnością, w bajki o »tanim państwie« nikt już nie wierzy. Nie ma reformy finansów publicznych, nie ma obniżenia podatków. Próby odpartyjnienia mediów publicznych i spółek Skarbu Państwa nawet nie podjęto, obsadzono natomiast rady nadzorcze i zarządy ludźmi z politycznego nadania.

Kaczyńscy kontynuowali zapoczątkowane przez ich poprzedników dzieło niszczenia, a właściwie niedopuszczenia do budowy bezpartyjnego korpusu służby publicznej. Polska polityka zagraniczna jest dziś tak nieobecna, że zaczynamy zbiorowo doszukiwać się znamion sukcesu w jakichkolwiek jej przejawach, np. rezygnacji z postulatów negocjacyjnych na szczycie w Brukseli albo atakach prezydenta na gazetę »Tagesspiegel«, albo naciskaniu na Amerykanów, by znieśli wizy, czyli w istocie by zezwolili nam wreszcie – jako swoim wypróbowanym sojusznikom – łamać u siebie prawo i pracować na czarno.

Są niewątpliwie dziedziny, w których rządy PiS odbiegają na korzyść od poprzednich. Istotne jest np. przypomnienie roli zasłużonych dla Polski osób, np. Andrzeja Gwiazdy, Anny Walentynowicz i dziesiątków mniej znanych postaci, które (często zresztą z własnej woli) nie były obecne w życiu publicznym po 1989 roku.

Ważne jest poszerzenie debaty publicznej o »niepoprawne« tematy i nowe nazwiska, chociaż warto się zastanowić, jak duży wpływ na to miała swobodna atmosfera polityczna, a jak duży coraz bardziej agresywny sposób redagowania mediów i preferowanie »wyrazistości« nad merytoryczną zawartością wypowiedzi. Ważne jest przypominanie przez PiS istotnych kart z historii Polski oraz podkreślanie znaczenia symboliki narodowej w życiu publicznym. Jednak całkowicie niezrozumiałe jest łączenie polskiej polityki historycznej z podejrzliwością wobec Zachodu, zwłaszcza dziwną obsesją na punkcie Niemiec.

Obok rzeczywistych sukcesów w walce z przestępczością [...] dziś poznajemy inne oblicze polskiego wymiaru sprawiedliwości: świat małych, przerażonych ludzi zaplątanych w koteryjne walki i niezdolnych do niesienia ciężaru służby publicznej. Walkę z korupcją, rzeczywistym problemem Polski po 1989 roku, utrudnia rażąca niekompetencja organów ścigania (sprawa Barbary Blidy), skłonność ministra Ziobry do chwalenia się sukcesami, zanim je osiągnie (sprawa doktora G.), albo zwykła groteska rodem z filmów braci Marx: sztandarowa akcja antykorupcyjnego biura wymyślonego przez premiera ma polegać na sprowokowaniu do korupcji wicepremiera. Zdesperowany rząd, aby udowodnić, że kraj jest skorumpowany, szuka winnych wśród samych siebie. Jednak – jak się można było domyślić – również to się nie udaje.

Zapewne nie mniej pokaźny zestaw przejawów niekompetencji, zaniechania, zwykłej głupoty i działań na granicy prawa można by spisać w odniesieniu do wszystkich rządów po 1989 roku. Jednak błędy innych nie mogą być usprawiedliwieniem tej władzy z jednego prostego powodu. PiS zbudowało swoją pozycję na kontestacji innych rządów i obietnicy zasadniczej zmiany: IV RP miała być lepsza, czystsza, sprawniejsza i mądrzejsza. A nie jest, przynajmniej nie w stopniu zadowalającym Polaków.

Wiele się mówi o geniuszu strategicznym Jarosława Kaczyńskiego. Zapewne jest w tym racja – jeśli potraktujemy politykę jako grę, której istota polega na utrzymaniu władzy. To kolejna lekcja IV RP: nie było w niej ceny, której nie warto było zapłacić za utrzymanie władzy przez PiS. Partia ta dokonała w istocie rzeczy niemożliwej – zdemoralizowała styl polityki w stopniu w wolnej Polsce nieznanym. Nie chodzi tylko o skundlony język i słowa, których znaczenie określa doraźna potrzeba polityczna. Ktoś nazywany dziś warchołem jutro może już zostać w rządzie, a politykowi, któremu sugeruje się popełnienie »zbrodni«, można proponować koalicję – jeżeli opłaca się to premierowi. Zasadne chyba jest pytanie: czy Jarosław Kaczyński w ogóle docenia wagę słów, czy też uważa, że każde znaczenie można odwrócić – zależnie od woli mówiącego?

Największa partia IV RP dopuściła do władzy ludzi łamiących prawo i głoszących poglądy bliskie faszyzmowi, a następnie uprawomocniła ich jako polityczną reprezentację Polski i Polaków. Powie ktoś, że Jarosław Kaczyński nie musiał nikogo uwiarygodniać: Samoobrona i LPR same zdobyły swoje miejsca w Sejmie dzięki poparciu narodu. Czym innym jednak jest pozycja obu partii w Sejmie, która rzeczywiście odzwierciedlała ich poparcie w Polsce w 2005 roku, a czym innym włączenie w projekt mający na celu moralną zmianę i cywilizacyjną modernizację kraju. Czy Jarosław Kaczyński naprawdę wierzył, że cele te zrealizuje przy wsparciu LPR i Samoobrony? Jeśli wierzył, to może tytuł »geniusz strategii«, którym obdarzają go zwolennicy, jest nieco na wyrost, a jeśli nie wierzył, to dlaczego tak długo trwał przy sojuszu z partiami o haniebnej reputacji?

Niekończąca się ilość kryzysów, przesileń, załamań i powrotów koalicji kształtowała w istocie przestrzeń polityki w Polsce przez ostatnie dwa lata. Przypomnijmy sobie, ile razy w ostatnich dwóch latach toczyliśmy sensowne debaty na istotne tematy publiczne, np. zniesienia barier urzędniczych w biznesie albo zinformatyzowania szkół na wsi, albo pomocy dla drobnych przedsiębiorców, albo ułatwień w kontaktach między instytucjami państwa a obywatelami. Ile razy o edukacji i służbie zdrowia rozmawiano bez ideowego zacietrzewienia, nie tylko zresztą ze strony rządu?

A przecież to tego typu techniczne rzeczy – odarte z ideologii sprawy publiczne ważne dla życia zwykłych ludzi – powinny stanowić istotę działalności politycznej. I stanowią – w krajach, które są dla Polski wzorem rozwoju gospodarczego i cywilizacyjnego. […]

Miliony Polaków wsparły zmiany, jednak pomysł, by IV RP miała być dogłębnym, sięgającym każdej części tkanki społecznej, zerwaniem z III był, zwłaszcza z ich punktu widzenia, po prostu absurdalny. W opisach najbardziej zapalczywych zwolenników przełomu Polska [...] po roku 1989 jawiła się wyłącznie jako kraj korupcji, spisków, nieludzkiego kapitalizmu wyrzucającego co mniej przystosowanych na margines, kraj ludzi zapętlonych w mroczne układy i rządzony przez PRL-owską mafię, głównie byłych ubeków. Ci, którzy się dorobili – dorobili się na przekrętach albo na współpracy z ubecją. Każda kariera była podejrzana, każdy milion, zwłaszcza pierwszy – ukradziony. A na dodatek stworzyliśmy kraj powalony na klęczki przez Unię Europejską, a szczególnie Niemcy, i broniący się heroicznie, choć ostatkiem sił, przed napływem »cywilizacji śmierci« z Zachodu. Wpuśćmy ich do siebie, a zafundują nam eutanazję, aborcję na życzenie i homoseksualistów spółkujących na ulicy. Tak jak na Zachodzie.

Nie było w tej retoryce miejsca na wspomnienie o właścicielach 3 milionów prywatnych firm wytwarzających z olbrzymim zaangażowaniem i niekiedy wbrew idiotyzmom systemu majątek tego kraju. Niezwykła koniunktura gospodarcza, pieniądze z Unii Europejskiej i zarobki Polaków wpływające do kraju z zagranicy mogłyby stanowić znakomitą podstawę do głębokich strukturalnych reform: finansów, prywatyzacji, kosztów pracy, systemu ubezpieczeń społecznych, które dałyby podwaliny pod sukces gospodarczy kraju na wiele lat. Takich reform nie ma, a skutki tego zaniechania poznamy dopiero po latach.

Nieistotne dla projektu IV RP okazało się dotarcie do setek tysięcy zwykłych ludzi tworzących podwaliny społeczeństwa obywatelskiego bez haseł rewolucji moralnej, za to z konkretnymi sukcesami, np. podwórkami osiedlowymi, na których rośnie trawa, a nie psie kupy, a dzieci mają czyste piaskownice i bezpieczne przedszkola. Nie mówiono o wzroście poziomu życia wszystkich grup społecznych w kraju po 1989 roku. Nie wspominano o milionach młodych, wykształconych i pewnych siebie Polaków, którzy przypomnieli o sobie sami – wyjeżdżając masowo z kraju. O dyplomatach, którzy wprowadzili Polskę do NATO i Unii Europejskiej, gwarantując ojczyźnie najlepszy poziom bezpieczeństwa w dziejach, owszem – wspomniano. Nazywając ich sowieckimi agentami. IV RP w wersji zaproponowanej przez braci Kaczyńskich nie mogła się udać z prostego powodu. Tak jak w każdej rewolucji za mało było w niej miejsca dla normalnych ludzi, a za dużo dla rewolucjonistów.

Dziś kończy się świat IV RP – »nie hukiem, ale skomleniem«, by użyć słów innego zagranicznego klasyka. […] To obecny premier i jego współpracownicy wyznaczyli standardy zachowań politycznych, które dla wielu Polaków są dziś nie do zaakceptowania i wywołują zniechęcenie do całej polityki. Kaczyński wymyślił sobie państwo jako superorganizację, w którą należy wtłoczyć obywateli dla ich własnego dobra. Takiej Polski nigdy nie będzie, ponieważ Polacy jej nie zaakceptują, czego wyraz dawali wielokrotnie w historii. Zresztą, bądźmy uczciwi – sprzeciw wobec polityki Kaczyńskich nie wymaga dziś [...] jakiegoś nadzwyczajnego heroizmu. Instytucje demokratyczne działają sprawnie, a PiS nie szykuje się do przewrotu. Jednak chwalenie premiera za to, że wbrew swoim krytykom nie obala demokracji, to trochę mało jak na wcześniejsze zapowiedzi.

Jarosław Kaczyński zapewne słusznie odczytywał i przepisywał na politykę potencjał tkwiący w naszym populizmie, myśleniu resentymentami, w braku zaufania Polaków do siebie, zawiści i kompleksach wobec Zachodu. Być może opierając się na takich fundamentach, można zniszczyć społeczne patologie i walczyć z »układem«, jednak nie da się zbudować nowoczesnego państwa ani społeczeństwa. Rzeczpospolita ciągle czeka na przełom, czyli pojawienie się polityków, którzy zrozumieją, że tylko wyzwalając w ludziach przedsiębiorczość, umożliwiając realizację ich talentów i – generalnie – szukając w człowieku dobra, a nie zła, Polska stanie się krajem silnym, nowoczesnym i przyjaznym.

W rozwoju społeczeństw istotną rolę odgrywają dziś przekonania ludzi na temat świata i siebie samych. Polskie badania pokazują nasz deficyt w tym zakresie: niskie zaufanie, brak nastawienia na własne osiągnięcia i lekceważenie cudzych, bierność, brak umiejętności samoorganizowania się obywateli. Czas zrozumieć, że wspieranie działalności zwykłych ludzi nie jest luksusem, na który można sobie pozwolić po zbudowaniu silnego państwa, ale sensem uprawiania polityki i warunkiem, bez którego spełnienia obywatele nie będą identyfikowali się z państwem. IV RP przegrała, bo Polacy nie chcieli się z nią zidentyfikować. W każdym razie nie z Kaczyńskimi, Lepperem i Giertychem w rolach głównych”.

   [D. Rosiak, Huk, a potem skomlenie, „Rzeczpospolita” 18-19 VIII 2007]

  

środa, 05 września 2007, alexanderson
Komentarze
2007/09/06 16:46:06
Być może nie powinnam komentować - bo przeczytałam tylko ostatni akapit...ale to jedno zdanie:

"IV RP przegrała, bo Polacy nie chcieli się z nią zidentyfikować."

Obawiam się (patrząc na wyniki sondaży i poparcie dla PiS), ze z tzw. IV RP identyfikuje się wystarczająco wielu Polaków, aby po ogłoszeniu wyniku najbliższych wyborów Kaczor mógł z dziką satysfakcją powiedzieć, że IV RP odniosła zwycięstwo...:/
-
2007/09/06 19:26:02
Rozumiem Twoje obawy i nawet je częściowo podzielam, ale idea "IV RP", jakkolwiek mnie nigdy nie uwiodła, była czymś znacznie szerszym niż obecne popieranie PiS-u, oparte już tylko na zawierzeniu "niezłomnemu" Jarosławowi Kaczyńskiemu. W 2005 hasło "IV RP" niosła na sztandarach także Platforma Obywatelska, a miliony Polaków oczekiwały koalicji PO-PiS; dziś zwolennicy tych partii w większości widzą w sobie głównych wrogów.