~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
314. Fantomy

  

Jałowość dni, myśli, działań. Tej fizyczno-mentalnej dwoistości, która nie pozwala mi zwrócić się ani w jedną, ani w drugą stronę. Owej kondycji psycho-seksualnej, która wciąż jeszcze nie została zdefiniowana przed samym sobą i w pełni oswojona – do tego wręcz stopnia, że ustawicznie powątpiewa we własne istnienie, bo czyż nie jest tak, że to, co wyobrażone przed snem i o świcie, wykuwa się na siłę w mojej głowie, miast przychodzić samo, od wewnątrz i rozpalać moje członki bez udziału umysłu? Ale w końcu – tylko te fantomy są jakoś realne w moim życiu, bo ono samo jest czymś na kształt ułudy. 

   

                    „Jest podobieństwem tylko

                    Wszelka nietrwałość”. 

                              [J. W. Goethe, Faust. Przeł. A. Pomorski]

  

Jałowość poszukiwań, jałowość ewentualnych związków – nigdy w istocie nieurzeczywistnionych. Jałowość tego, co mnie nie czeka – bo czego może spodziewać się mężczyzna zapatrzony w twarze innych mężczyzn? Za ile lat, za ile zmarszczek, stanie się to niesmaczne dla mnie samego? Tak – istotą homoerotyzmu jest młodość…

  

Moje największe bodaj pragnienie – absolutna niezależność i wolność. Byłaby ona jednak okupiona krańcową samotnością, bo, pamiętam przecież z Kieślowskiego, wolność jest przeciwieństwem miłości.

  

Są ludzie, którzy nie potrafią – nie radzą sobie, nie umieją, nie chcą się pogodzić, starać, znosić… Gdy to w końcu zrozumieją – odchodzą. Ciągle mi się zdaje, że kiedyś wreszcie otworzę okno – i stąd wyjdę. Na wolność. 

   

                    „Niech pęt mnie dziennych ucisk ominie,

                    Zrozumcie – ja wam śnię się jedynie”. 

                              [Maryna Cwietajewa. Przeł. W. Słobodnik]

  

niedziela, 14 października 2007, alexanderson
samotność,homo,Goethe_Johann Wolfgang,śmierć,Cwietajewa_Maryna
Komentarze
2007/10/15 01:27:46
Jakże rozmaicie można interpretować te same słowa... Kieślowski, ha!
Literatura to rzecz niebezpieczna...
-
2007/10/15 09:24:33
A nie o tym właśnie jest "Niebieski"? Wolność jako wyobcowanie, ucieczka od rzeczywistości, nawet od uczuć...
-
2007/10/15 10:30:36
O Boże...Nie.

"Niebieski" jest o wolności od zawikłanych uczuć, jest wolnością - uwolnienie wyrażającą się poprzez akt (tak), jest ostatecznie miłością (subiektywne, moje odczytanie) W Juliet w końcowych scenach jest akceptacja - przypomnij sobie, kto ma odziedziczyć jej wieli dom...Uśmiechy.
-
2007/10/15 10:50:48
Wiem, jaki jest finał - ale wcześniej (po traumie) jest ucieczka od wszystkiego, nawet od czucia - dopiero na końcu jest powrót do świata, do życia, jest miłość.
-
2007/10/15 11:40:36
Nie:-) Juliet chce czuć. Ta scena, gdy przejeżdża dłonią zwiniętą w pięść po murze. Boli ją tak, że woli ból fizyczny.

P.S. Czytając tego bloga czasem mam ochotę Tobą tak mocno potrząsnąć. Masz tak dużo, także intelektualnie (jakże ważny wymiar!) i tego nie widzisz.
-
Gość: , *.mofnet.gov.pl
2007/10/16 09:45:29
Potrząsnąś, albo mocno kopnąć w tyłek :-))))

PS. To właśnie kolejny komplement pod adresem Szanownego Autora.
-
Gość: taki.jeden.ludź, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/12/27 20:08:21
"...i rozpalać moje członki bez udziału umysłu?"

to ja się tu dołączę, nieco poniewczasie... i postawię śmiałe pytanie:
- że niby... ile sztuk masz konkretnie na myśli?! ;-))) :P
-
2010/12/28 08:39:18
Członki czyli części ciała, ciało jako suma wielu elementów - nie tylko tego jednego... ;-)
-
Gość: taki.jeden.ludź, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/12/28 23:14:08
ahaaaa....
ale... jakiego "tego jednego", psze pana...?? xD :P

echhh.... gdybym miał takiego nauczyciela w podstawówce, to miałbym chociaż jeden przedmiot, na którym siedziałbym zafascynowany, z wypiekami na twarzy i... z wszystkimi członkami rozpalonymi! xD

sądzisz, że mógłbym być Twoim ulubionym uczniem czy raczej... miałbyś ochotę się pochlastać?! :D :D
-
2011/01/01 19:59:08
Podejrzewam to drugie, ale inni uczniowie niewątpliwie mieliby zabawę, obserwując jak starasz się mnie zagiąć lub wyprowadzić z równowagi. Ja, w każdym razie, lubiłem się "znęcać" nad swoim historykiem w liceum... ;-)