~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
367. Analiza III

  

Na zadane dziś pytanie, jaka ma być teraz, po tym wszystkim rola rodziców w moim życiu, skoro przez całe życie nie chciałem ich do siebie dopuścić, cóż odpowiedzieć mam? Wciąż nie chcę dzielić się z nimi moją prywatnością, wciąż rozmawiać o tym nie umiem i nawet sobie nie życzę, tym bardziej, że nadal niepewny swego ja, wciąż jednoznacznie niezadeklarowany złudną nadzieję im tym daję, a o ile uzyskałem od nich zgodę na dokonanie każdego wyboru, to akceptacji i wsparcia już mi odmówiono. Między czym a czym mam jednak wybierać?

Brak jakichkolwiek kontaktów i związków z ludźmi przez te wszystkie lata oduczył mnie słów i uczuć, przeradzając się w jakąś bezduszną obojętność, w której nawet ratowanie samego siebie wydaje się zbytecznym, niecelowym wysiłkiem. Wszystko, co wydarzyło się w moim życiu, było odwrotnością lub karykaturą tego, jak być powinno, jak jest u innych. Nie ma niczego, na czym mogłoby mi zależeć, wszystko za to może być poczytane za przeszkodę, która mi zawadza – na drodze ku czemu jednak?...

  

„– Pan jest gorszy niż morderca.

Zamyśliłem się na chwilę i potem powiedziałem z miną człowieka głęboko wzruszonego:

– Tak, taki był mój los od samego dzieciństwa! Wszyscy czytali na mej twarzy oznaki złych skłonności, których nie było, ale przypuszczano, że są, i one się we mnie zrodziły. Byłem skromny, oskarżono mnie o obłudę: stałem się skryty. Odczuwałem głęboko dobro i zło, nikt mnie nie pieścił, wszyscy dokuczali: stałem się zawzięty; byłem pochmurny – inne dzieci były wesołe i gadatliwe, czułem się wyższy od nich – a uważano mnie za coś niższego. Stałem się zawistny. Byłem gotów kochać cały świat – nikt mnie nie zrozumiał: i nauczyłem się nienawidzić. Moja bezbarwna młodość upłynęła na walce z sobą i ze światem; lękając się szyderstwa, najlepsze moje uczucia chowałem w głębi serca i tam umarły. Mówiłem prawdę – nie wierzono mi: zacząłem oszukiwać, dobrze poznawszy świat i sprężyny kierujące społeczeństwem stałem się biegły w nauce życia i widziałem, jak inni bez tej biegłości są szczęśliwi czerpiąc darmo te korzyści, o które tak niestrudzenie walczyłem. I wówczas w piersi mojej zrodziła się rozpacz – nie ta rozpacz, którą się leczy lufą pistoletu, lecz rozpacz zimna, bezsilna, ukryta pod maską uprzejmości i dobrodusznego uśmiechu. Stałem się moralnym kaleką: jedna połowa mej duszy przestała istnieć, wyschła, wyparowała, umarła, odciąłem ją i odrzuciłem – podczas gdy druga drgała i żyła otwarta dla każdego, a nikt tego nie zauważył, ponieważ nikt nie wiedział o istnieniu tej połowy, która zginęła”. 

          [Michaił Lermontow, Bohater naszych czasów. Przeł. W. Rogowicz]

  

środa, 23 stycznia 2008, alexanderson
samotność,Lermontow_Michaił,rodzina
Komentarze
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/01/24 20:09:16
Rola rodziców w życiu dorosłego meżczyzny nie musi być chyba zbyt wielka :-).
-
2008/01/26 11:04:03
Ale czy żyjąc z nimi pod jednym dachem mam ich traktować jako zbędny balast w moim życiu, mam nie dzielić się z nimi swoimi problemami, mam nie rozmawiać i zbywać? Czy mam ich wykorzystywać dla własnej wygody, nic nie dając w zamian?
-
2008/01/26 20:23:15
Piękny ten cytat z Lermontowa. Jak bardzo życiowy
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/01/26 20:36:38
Z biegiem czasu sam pewnie 'wyczujesz' o czym im możesz opowiedzieć, a o czym nie warto, bo nie zrozumieją. Chyba mało relacji międzyludzkich jest tak bliskich i udanych, żeby móc dzielić się wszystkim.