~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
389. Baudrillacrum

  

Rok temu zmarł Jean Baudrillard. Podobno istniał ktoś taki…

  

„Idzie Stirlitz przez las, patrzy, na drzewie siedzi Baudrillard. »Stirlitz« – pomyślał Baudrillard. »Simulacrum« – pomyślał Stirlitz. […]

Nietrudno zauważyć podwójną semantykę »Baudrillarda«. To, że tradycja anegdoty sytuuje go w tym samym kontekście co Stirlitza (na jego miejscu mógłby być Piet’ka albo Wasilij Iwanowicz), oznacza uznanie Baudrillarda za swojego chłopa, za znak swego kręgu, za mitologem na tyle domowy i rodzinny, że staje się on własnością ustnej twórczości ludowej. Z drugiej strony, Baudrillarda i jego teorię simulacrum przedstawiono tutaj specjalnie w sposób trywialny, protekcjonalny i komiczny. Anegdota ma co najmniej dwa oczywiste interteksty. Pierwszy: »Idzie Stirlitz ulicą, naprzeciwko idą, powiedzmy, kurwy. „Kurwy” – pomyślał Stirlitz. „Stirlitz” – pomyślały kurwy«. Aluzja ta podkreśla strywializowanie postaci Baudrillarda. Tekst oryginału parodiuje legendarną przenikliwość i zdolności konspiracyjne Wielkiego Szpiega – wszystko okazuje się zrozumiałe dla pierwszych z brzegu panienek lekkich obyczajów. W naszym tekście w roli Stirlitza znalazł się Baudrillard: sparodiowano wyjątkowy intelektualizm Wielkiego Filozofa – jego konstrukcje okazują się łatwe dla pierwszego lepszego pułkownika wywiadu, przy czym nawet nie tyle najbardziej bohaterskiego bohatera Siedemnastu mgnień wiosny, ile jego ludowego wzorca, takiego półgłówka Stirlitza, co to występuje w starych radzieckich apokryfach. Odpowiednio Stirlitz z naszego tekstu jest tak naprawdę »simulacrum-szkicem«, simulacrum simulacrum. Kiedy simulacrum simulacrum określa jako simulacrum autora teorii simulacrum, nie sposób nie zgodzić się, że tekst jest po prostu bardzo dobrze zrobiony.

Drugi intertekst naszej anegdoty to baśń Iwana Kryłowa Wrona i Lis. Sytuacja sparodiowana jest wspaniale. Jedna z postaci siedzi na drzewie (na gałęzi) i jest posiadaczem pewnego dobra materialnego, a druga, apelując do zdolności twórczych pierwszej, przy pomocy oszustwa wyłudza od niej rzeczone dobro. Wrona, uwierzywszy w swój talent do śpiewania, wyszła na głupca (i śpiewać nie umiała, i ser straciła). Baudrillard, uwierzywszy w swój dar filozofowania, wychodzi na błazna: nie umiał zastosować praktycznie własnej teorii (nazwał Stirlitza Stirlitzem, zupełnie po przedbaudrillardowsku prostacko odniósł znak do desygnatu).

Oczywiście wymysły francuskiej filozofii postmodernistycznej, głoszącej niezależność signifiant do signifié, wielość płci, uprzedniość skutku względem przyczyny i temu podobne cuda, po prostu bezwarunkowo winny wzbudzać pragnienie ich wydrwienia. Słyszałem kilka historyjek tego rodzaju, mniej »archetypowych«, aniżeli o Stirlitzu i Baudrillardzie (to maleńkie arcydzieło – bogactwo »treści« przy, wydawać by się mogło, prymitywnej »formie«), ale też dobrych.

Przychodzi Deleuze z hemoroidami do lekarza, a leczą go na gonoreę. Gilles krzyczy: »Litości! To wcale nie to miejsce! Z drugiej strony!« W odpowiedzi słyszy: »Niech pacjent się uspokoi! Czyżby nie czytał pan w drugim tomie Kapitalizmu i schizofrenii, klasycznej pracy wybitnych współczesnych miłośników mądrości Deleuze’a i – w żałobnej ramce – Guattari, że fallus pod względem typologicznym niczym nie różni się od anusa?«

Albo: o narodowym ruchu dekonstrukcjonistów, którzy zgodnie z wszelkimi zasadami rozebrali Derridzie krzesło w czasie wykładu, samochód i domek pod Paryżem.

Albo o ciotce tego samego Baudrillarda, która umarła, pozostawiwszy siostrzeńcowi ogromny spadek, ale spadku tego siostrzeniec dostać nie może. »Ale przecież to ja, Baudrillard, jestem spadkobiercą!« – »Jaki z pana Baudrillard, pan jest simulacrum«. – »Przypuśćmy, ale to mnie zapisano pieniądze!« – »Dość tego, co to znaczy panu? Pieniądze te w najlepszym przypadku należą do pana tekstów, nawet nie do tekstów, a pewnej idei pana tekstów… No i czym w istocie są pieniądze, gdzie je pan widział, jeżeli znak poprzedza desygnat…«

Warto powtórzyć: podobny odbiór świadczy o dwóch rzeczach. O tym, że idee poststrukturalistów i dekonstrukcjonistów przyjęły się u nas jak własne. I o tym, że pewne grono ludzi chce w jakiś sposób zdystansować się wobec tych idei. Wiadomo. Z uśmieszkiem. Po prostu niemalże pogardliwie. […]

Lecz wracając do naszej anegdoty. Charakterystyczne, że »Stirlitz«, głupi Jasio z tradycyjnych radzieckich opowieści, na tle rachitycznego Francuzika Baudrillarda wydaje się nad podziw mądry. Zwraca uwagę doskonałość i soczystość mitologii socrealistycznej […]. Odwołanie do oczywistego kontekstu. […] zapotrzebowanie na mitologię nigdy nie ginie, a pewne sfery, gotowe określać postmodernizm jako zdechłego psa, dokonują mitologizującego gestu w postmodernistycznym kontekście. To, że wybierają postać Baudrillarda, jest znakiem zdrowej autoironii: w ten sposób tematyzują swój gest jako prawdziwe simulacrum”.

                         [Wiaczesław Kuricyn. Przeł. A. Skotnicka-Maj]

  

czwartek, 06 marca 2008, alexanderson
Komentarze
Gość: Mia, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/03/06 23:00:27
No proszę, właśnie czytam tekst Baudrillarda. A dzisiaj na zajęciach usłyszałam od prowadzącego, że jak czyta Lyotarda, to ma wrażenie, że ktoś go nabija w butelkę. Zwątpiłam... W prowadzącego tylko, na szczęście. Pozdrowienia wieczorne.
-
Gość: stryj, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/03/10 00:42:12
Cudny tekst. A dowcipy jeszcze lepsze.:-)
-
2008/03/12 00:05:37
hmmm.... a ja jak choćby słucham o którymkolwiek z postmodernistów, to mam głębokie przekonanie, że ktoś mnie nabija w butelkę - a jak próbowałam czytać, to miałam wrażenie, że rozpaczliwie usiłuję odbić się od dna butelki, żeby zaczerpnąć nieco czystego powietrza...
-
Gość: mateusz, *.tvk.torun.pl
2008/11/14 01:08:44
nie, wydaje Wam się, te wasze wrażenia to simulacrum;-P