~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
403. Lust

  

Jestem na tyle krytyczny wobec własnej osoby, że czasem mogę sobie pozwolić na bezgraniczny autozachwyt. Jak wczoraj, wszystko dziś jest we mnie doskonałością. Idealna fryzura, w której żaden kosmyk i lok nie jest przypadkowy; subtelnie współgrające ze sobą w tonacjach niebiesko-biało-czarnych buty, skórzana kurtka, sweterek, dżinsy, torba, szalik, bielizna. Perfekcja tego przemykającego w witrynach sklepowych chłopca wynagradza mi fakt, że nikt nigdy się za nim nie ogląda. Piękno osiąga pełnię, gdy niczemu nie służy, bo każda sztuka jest bezużyteczna

Jak wczoraj, korzystając z pięknej pogody, włóczę się po Wrocławiu, znowu odkrywając nowe dla siebie miejsca, choć też powtarzam w dużej mierze znany mi już szlak, niegdyś, na jedynym moim niesamotnym spacerze pokazany. Tamto się jednak nie wróci, a i nic nowego nie zdarzy…

  

„Nikt nie zna lepiej swojego ciała, swojego domu, niż jego właściciel, co jednak nie znaczy, że można od razu zapraszać do niego innych ludzi. Dlaczego inny człowiek nie powinien nas kochać? I dlaczego tego nie robi?

                    [Elfriede Jelinek, Pożądanie. Przeł. E. Kalinowska].

  

A więc łuk Uniwersytetu, Wyspa Słodowa, Ostrów… U wejścia do katedry mały chłopiec wręcza mi święty obrazek, mówiąc, że zbiera na wycieczkę. Całkowicie zaskoczony dopiero po chwili orientuję się, o co chodzi i wygrzebuję z portfela złotówkę. Nie wiem, ile kosztuje miłosierdzie, ale chyba starczyło.

Wnętrze świątyni zaskakuje mnie swoją małością, nieporządkiem, brudem. Właściwie, to wszedłem do środka z nadzieją, że bez trudu znajdę jakąś informację o możliwości wspięcia się na wieżę. Niczego jednak takiego nie widzę, wobec czego zniechęcony przechadzam się po bocznej nawie. Przed ołtarzami, kaplicami, obrazami modlą się pojedynczy ludzie – zadziwia mnie, nie wiedzieć czemu, ich obecność. Ktoś krzywo patrzy na moje założone z tyłu ręce (gdyby wiedział, że przy wejściu zignorowałem misę z wodą święconą i nie ukląkłem); nie śmiem przeciąć w poprzek głównej nawy i wycofuję się tą samą drogą. Dopiero na zewnątrz przypomina mi się, że coś otrzymałem (kupiłem?) i sięgam do torby, by zobaczyć, cóż to. Św. Szymon z Lipnicy, patron studentów – jak wyczytuję na odwrocie – kanonizowany w Roku Pańskim 2006.

A potem barokowy ogród Papieskiego Fakultetu Teologicznego, most Pokoju, wspinaczka na Wzgórze Polskie, i powrót bulwarem Dunikowskiego. Spacer pożarł moje godziny konsultacji i zjawiam się w Instytucie tuż przed zajęciami. Nic to, już od dawna ignoruję wszystkie swoje uczelniane zobowiązania, chcąc mieć jak najmniej do czynienia z tą instytucją. Jeszcze tylko trzy miesiące muszę wytrzymać, naciągając solidarne państwo na płacenie mi za nic…

Studenci piszą sprawdzian, a ja mogę sobie czytać kolejną powieść, wzorowe antyporno. To samo w pociągu – obok mnie grupa katolików w średnim wieku żartuje przy piwie o wyższości wyrabianego przez Hitlera mydła nad dzisiejszymi środkami chemicznymi. „Antysemityzm jest wszędzie na świecie, ale co poradzę na to, że boli mnie właśnie ten polski” – mówi Gołda Tencer w ostatniej „Polityce”. Całe życie muszę się bać innych mężczyzn, całe życie w nich wątpić, nawet z samym sobą nie godząc…

W łazience oddaję się sobie – mechanicznie jak zawsze, jak zawsze też idzie to błyskawicznie. To jedno na świecie jest pewne...

  

„Mężczyzna wystaje z siebie w wianuszku szczeciniastych włosów i pożądania. W ten sposób mężczyźni rosną, oni i ich szybko opadające dzieła. Pewniej stoją drzewa w lesie” [Ibidem].

  

wtorek, 01 kwietnia 2008, alexanderson
Wrocław,Jelinek_Elfriede,homo
Komentarze
2008/04/05 09:19:24
Rozumiem, wczoraj we Wrocławiu zobaczyłem za oknem sklepu zajebistego gościa. Po chwili dotarło do mnie, ze stoję przed lustrem:P