~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
430. Szafot

  

W trosce matczynej, że sobie dziewczynę, cichą, znaleźć w końcu muszę;

w zajęciach o Buninowskim „porażeniu słonecznym”, które ledwie

wyobrazić, wyśnić, sobie mogę; pod parasolami wiosennych

blondynek i w spojrzeniach chłopców chmurnych;

w ogłoszeniach o pracę, gdzie „ambitnych,

doświadczonych, kreatywnych…”,

w dojazdach, w tęsknocie

za głosem tamtym

– siebie nie

widzę.

  

To ostrze gilotyny, co nade mną od tak już dawna wisi, żem nie tylko przyzwyczaić się doń, ale i zupełnie zapomnieć o nim zdążył – kiedyś przecie spaść musi. Na cóż więc mi czekać? O czym pisać, innych mamić, tracić?... 

   

                    „Andrzej Chénier wstąpił na rusztowanie.

                    A ja wciąż żyję – i to jest wielki grzech.

                    Są takie czasy – żelazne – bez ech.

                    I śpiewać w prochu – to żadne śpiewanie”

                                        [Maryna Cwietajewa. Przeł. S. Pollak].

  

poniedziałek, 19 maja 2008, alexanderson
homo,kobiety,Cwietajewa_Maryna,rodzina,śmierć
Komentarze
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/05/19 22:08:30
Proszę o kolejne mamienia (omamienia? omamy?, mamidła???) :-)
-
2008/05/19 22:26:21
Viva la morte insiem!
-
Gość: jacek, 212.185.43.*
2008/05/20 12:49:59
Gilotyna nigdy nie spada, kiedy tego chcemy. Mam nadzieję na dalsze mamienie. Czy to egoizm, skoro wiąże się z Twoim cierpieniem?