~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
471. Fundatio

  

Może gdybym był „normalny”, gdyby rozwój mojej kondycji psychoseksualnej i inteligencji emocjonalnej przebiegał podobnie, jak u innych ludzi, doświadczenia ostatniego roku (wcześniej nie było absolutnie nic) mogłyby dla mnie stanowić jakiś punkt wyjścia, stanowić początek czegoś nowego, pomóc w pełniejszym otwarciu się − być bolesną lekcją, która pozwoli wreszcie dojrzeć. Ale boję się, że będzie odwrotnie: że reagując jak nastolatek (który pierwszy raz, na zabój i bez wzajemności…), mogę się zamknąć w sobie jeszcze bardziej, tłumić to, co i tak nierozbudzone, stracić już wszelką nadzieję, całe życie sprowadzić do małego i przyziemnego. Bo wciąż to poczucie zmarnowanych lat, których bez przerwy przybywa, wciąż błędy, które się popełnia na każdym kroku, wciąż wady, do których się tu publicznie przyznaję, co odstręcza na wstępie (i pewnie dlatego nikt nie odpowiada, gdy już zdecyduję się do kogoś odezwać). Nie mam zupełnie na czym się oprzeć…

   

                    „Budowałem na piasku

                    I zwaliło się.

                    Budowałem na skale

                    I zwaliło się. 

                    Teraz budując zacznę

                    Od dymu z komina”

                                        [Leopold Staff, Podwaliny].

  

środa, 13 sierpnia 2008, alexanderson
Staff_Leopold,homo
Komentarze
Gość: rautreper, *.zar.vectranet.pl
2008/08/14 02:22:00
nieczęsto tu zaglądam, łapię się jednak, jak bardzo chwilami zatrzymują mnie słowa, które mógłbym napisać.... jakby ktoś wypowiedział "mnie" za mnie, bo mi nie starczyło odwagi. I przeszywa mnie pragnienie, by wyrwać się z własnych ograniczeń i odważyć się na "czucie", wtedy, kiedy się identyfikuje swoje wewnętrzne wibracje z miłością, kiedy z troską o drugiego... kiedy z gniewem, złością i frustracją.... to znowu z poczuciem odrzucenia, zdrady i fałszu... Ile było by wówczas miłości do siebie, tak potrzebnej, na którą brakuje odwagi... bo gdyby było jej więcej, nie dalibyśmy siebie ranić...
...
konieczność...
-
Gość: kammel, *.polskieradio.pl
2008/08/14 08:07:17
najlepiej na czyimś ramieniu...
-
2008/08/14 14:34:40
odkrywam, że przyznawanie się głośno do swoich wad nie jest dobre. tak jak mówisz - odstręcza.
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/08/15 12:05:42
A ja wierzę w Twoje dojrzewanie :-) (bo inaczej zwątpiłabym też w swoje ...)
Nawet na porażkach można coś budować.
-
2008/08/15 18:31:15
Napisałbym coś, ale potem Stryj będzie na mnie krzyczał, więc zmilczę.
Trzymaj się, Alex, chciałbyś, żeby pierwsza miłość była od razu udana? Nikt tak dobrze nie ma...
-
2008/08/15 21:25:44
Gdyby to miała być pierwsza z wielu nieudanych miłości, to na swój sposób byłbym zadowolony, bo tak to na ogół wygląda. Ale mnie przydarza się to kilkanaście lat później niż innym, gdy dotychczasowe nierozbudzenie wyraźnie skutkuje już pustką duchową, nieumiejętnością obcowania z ludźmi, smutkiem wyrytym na twarzy, nie dającymi nadziei na znalezienie czegoś jeszcze...
-
2008/08/15 22:21:41
Przeczytaj swoją odpowiedź. Zaakceptuj pierwsze zdanie. O reszcie zapomnij.:)
-
Gość: stryj, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2008/08/17 01:07:42
= Praetext
Rozwijasz się. Może na Ciebie trzeba czasem nakrzyczeć? Tylko ja tak tego nie lubię...

= Alex
Praetext ma rację w ostatnim komentarzu. Przecież nie musisz tak myśleć, jak myślisz. Nie musisz przyjmować pozycji ofiary i rezygnować przy niepowodzeniach. Ty dokonujesz wyboru (tak!) i z uporem godnym lepszej sprawy bronisz wizji siebie jako człowieka przegranego.
Nie możesz zmienić drugiej osoby, ale siebie - jak najbardziej. Obiekt westchnień - również. Teraz jest dobry czas. Bo kiedy?
Oczywiście wygodniej jest założyć, że już za późno, bo wtedy można przestać się starać. Mniej ryzykujesz - mniej masz, ale za to pewne. Niezbędne poczucie bezpieczeństwa w swoim poczuciu klęski.
Ja tam wierzę, że potrafisz i chcesz, ale już nie chce mi się o tym pisać...
-
2008/08/22 12:28:48
Stryju,
Praetext ma zawsze racje. Ni niemożliwe, żebyś tego jeszcze nie zauważył!