~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
528. O Rycerzu Łabędzia fragmenty nieprzypadkowe - czyli: Że nic dobrego z takich fascynacji nie może wyniknąć...

  

„(…) głębokie rozchwianie jego życia. Przeświadczenie, że wszystko mu się należy, nie wytrzymuje próby rzeczywistości. Wobec tego unika jej i chroni się w marzenia i rozmyślania. (…)

[Wychowawca hr. La Rosée:] »Trzeba rozwinąć w nim upodobanie i ochotę do życia, zwalczać melancholię, nie pozwolić mu na rozpamiętywanie przykrych wrażeń, lecz niech próbuje głęboko wyryć je sobie w pamięci«. (…)

  

Samotność… Oto choroba towarzysząca Ludwikowi, lecz jemu samemu owo towarzystwo wydaje się odpowiadać. (…) O czym myśli? O swoich lekturach, wypełniających mu wyobraźnię, jeszcze nierozprzężoną pragnieniami, które uczynią z jego życia splot następujących po sobie marzeń i koszmarów. Czyta książki historyczne i romantyczne (…).

 

Ludwik lubi tylko ludzi urodziwych, a dokładniej, nie znosi brzydoty, zwłaszcza u mężczyzn. (…)

[Dr Gilbert Robin:] »Podczas gdy zazwyczaj egzaltowane marzenia, idealne i czyste, przeradzają się po okresie dojrzewania w kompleks uczuć i bodźców zmysłowych przygotowujących do przeżycia miłości, u księcia te dwie tendencje nie podlegają wyraźnej fuzji. Podniecenie fizyczne idzie w kierunku autoerotyzmu. Potrzeba uczucia znajduje ujście, jak i przed okresem dojrzewania, w wyidealizowanych marzeniach, w miłości na odległość, w wyimaginowanych namiętnościach. Głęboka przepaść otwiera się między instynktem moralnym a seksualnym, który jawi się niczym rodzaj wymagającego i wszechogarniającego intruza. Między tymi dwoma instynktami rozgrywa się nigdy nieuśmierzona walka«. Innymi słowy, Ludwik jest zakochany w swoim przeżywaniu miłości jak nastolatek ogarnięty pierwszymi miłosnymi doznaniami. (…) I trudno się dziwić, że odebrawszy wychowanie, w którym rozpieszczanie graniczyło z tyranią, pozbawiony przyjaźni rówieśników Ludwik, znajdując godnego siebie przyjaciela, nie potrafi odróżnić przyjaźni od miłości. Nic nie wie ani o jednej, ani o drugiej. (…)

  

A teraz cisza. Straszliwa cisza poprzedzająca tragedię. Rezygnując z małżeństwa, król Bawarii jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy, że odwraca się plecami do życia. Do tej pory dźwigał swoją egzystencję z mniejszym lub większym powodzeniem. Pomagały mu w tym różne sztuczki oraz złudzenia. Chronił się dotąd w swoich marzeniach, teraz staną się one treścią jego życia. Nowe królestwo, dokąd wyprawiał się już wielokrotnie, nazywa się Noc. I w niej się zgubi.

Cisza. (…) schroniwszy się w górach, podczas gdy za gotyckimi oknami szaleje listopadowa zawieja, Ludwik, przy bladym świetle lampy, rozkoszuje się odzyskanym spokojem. »Wszystko jest tu tak spokojne, cisza tak krzepiąca, natomiast wśród zgiełku świata jestem nieszczęśliwy!« (…)

  

Ludwik II zaczął pisać dziennik, gdy miał 24 lata. Będzie go prowadził przez 17 lat, czyli aż do śmierci, ostatnie bowiem zanotowane tam słowa noszą datę 7 czerwca 1886. »Nie ma większej różnicy między pierwszymi a ostatnimi stronicami − pisze dr Robin. − Brak równowagi psychicznej jest mniej więcej taki sam«.

Nie wdając się w niepotrzebną psychoanalizę, można z owych stronic wyczytać dwojakiego rodzaju zaburzenia równowagi psychicznej króla: związane ze skłonnościami homoseksualnymi oraz schizofrenię. Ludwik II zaczął pisać swój dziennik w okresie godnej ubolewania próby zawarcia związku małżeńskiego, tego szczęśliwie unikniętego »koszmaru«. Jako niewolnik swojej natury i swego dziedzictwa, zaczyna w ten sposób drugie tajemne życie. Jest tam spis wewnętrznych walk, złamanych przysiąg, obietnic bez pokrycia. Król zaklina się, chcąc dokonać rzeczy niemożliwych… »To nie jest dziennik − odnotuje dr Robin. − To rachunek poniesionych porażek«.

(…) Król zwraca się do siebie samego. Czyni różnicę między Ludwikiem a królem: Ludwik jest słaby, król silny. Wewnętrzne zmagania między sprzecznymi skłonnościami króla są faktem i zakończą się dramatycznie.

(…) Intymny dziennik króla ujawnia coraz bardziej utrwalającą się i przesadną koncepcję świętości monarchii. Przesadną, gdyż im bardziej powołuje się na boskość, tym liczniejsze są jego upadki. Ta mieszanina świętości i cielesności, wzniosłych dążeń i żałosnych słabości uwydatnia jego niezrównoważenie. (…) Rzadko zdarzało się w historii, by któryś z jej pierwszoplanowych bohaterów tak bezskutecznie próbował nad sobą zapanować. (…)

   

Ludwik II odrzuca swój homoseksualizm. Trudno mu się z tym faktem pogodzić, ponieważ nie jest on wynikiem dobrowolnego wyboru, lecz poddania się. Im częściej mu ulega, tym bardziej stosowane zakazy i nakazy wydają się niepoważne. Im bardziej walczy, tym więcej cierpi. Im jest słabszy, tym głośniej woła, że jest silny.

Ludwik II wydaje wielką wojnę sobie samemu, a rozgrywa się ona między jego skłonnościami a wiarą. Te »przewinienia« to po prostu grzechy. W prawdziwej izolacji znajdzie się począwszy od 6 maja 1872. Tego dnia król Bawarii inauguruje swoje prywatne przedstawienia teatralne. (…)

  

Ludwik II Bawarski ogranicza się do nadziei. Pozostawia sprawy ich własnemu biegowi, izoluje się, ucieka od rzeczywistości. (…) Czuje się szczęśliwy tylko w swoich zamkach, które stały się schronieniem izolującym go od świata. Jeśli wychodzi, to po to jedynie, by ukryć się w mrokach lasu lub nocy.

Samotny, niedostępny, bujający w obłokach i po bawarskich szczytach, staje się odludkiem, jego przeszywający wzrok jest chwilami groźny. Ma spojrzenie drapieżnego ptaka.

  

Aresztowanie i internowanie króla Bawarii przypomina decyzję rady rodzinnej przestraszonej rozrzutnością marnotrawnego syna. (…) Jako księcia można by go było dyskretnie ograniczyć w wydatkach. Jako króla trzeba go było usunąć. Król Bawarii miał warunki do popełnienia szaleństw i owo względne obłąkanie jest raczej wynikiem pewnej sytuacji niż przyczyną tragedii. Nie pozwala mu się być królem, nie pozwala mu się być ekscentrykiem. W przystępie jasnej świadomości i zdrowego rozsądku Ludwik II chce odebrać sobie życie. (…)

  

Ludwik II Bawarski jest pod wieloma względami ostatnim królem. Słowa, jakie zapisał w swoim dzienniku na tydzień przed śmiercią, 7 czerwca, brzmią jak wyrocznia: »Ostatnie przewinienie zmysłowe. Odtąd żadnych pocałunków. Pamiętaj, królu, pamiętaj. Nigdy więcej! Nigdy więcej!«

Jego królestwo nie było już z tego świata”

                  [Jean des Cars, Ludwik II Bawarski. Przeł. T. Jekielowa].

  

Ustawicznie zatracam się w sobie.

Parsifal, Lohengrin, Tristan...

  

niedziela, 30 listopada 2008, alexanderson
homo,samotność
Komentarze
2008/12/02 00:48:48
To bardzo ciekawy przyczynek do zawłaszczania Wagnera przez różne antytolerancyjne systemy... Marzyło mi się napisanie o tym notki, żeby trochę odczarować tę jego czarną legendę, ale za mało wiem. A jakoś wyraziłeś tą notką to, co gdzieś we mnie tkwi w związku z tymi dziwacznymi postaciami, splecionymi losami, zakłamaniami i przekłamaniami. Może kiedyś napiszę.
-
2008/12/02 11:20:40
Cieszę się, że są jeszcze osoby, które imiona Ludwik i Tristan potrafią skojarzyć z umyślnie niewymienionym przeze mnie Wagnerem... :-)
(napisz o tych przekłamaniach - nieco podobnie było przecież z Nietzschem).
-
2008/12/03 01:24:08
No cóż... jak zobaczyłam tytuł o Rycerzu Łabędzia, to od razu zwietrzyłam moją ulubioną muzykę :) Wagnera mogę słuchać bez przerwy (ale ponieważ lubię jeszcze sporo innych rzeczy, to tego nie robię), znam praktycznie na pamięć, no a na dodatek ma on niezłą siłę rażenia (tu akurat głównie fragmenty Tetralogii) do zmuszania sąsiadów, żeby ściszyli swój ryczący na cały budynek rmf lub złote przeboje...