~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
555. O "naszej małej stabilizacji"...

  

Te godziny od wtorku wieczorem do środowego południa − gdy zdawało się, że to już, teraz, zaraz opuszczać, uciekać, wynosić się trzeba będzie − jakkolwiek straszne się zdawały, zmuszały też do jakiegoś ożywczego działania, podjęcia błyskawicznych przygotowań albo chociaż ich obmyślenia: gdzie walizki kupić, co zabrać, co zostawić, dokąd się udać, kogo o pomoc prosić, jak swój strach przełamać… I choć ostatecznie wszystko udało się jakoś załagodzić, wyjaśnić i odłożyć, to owa wytrącająca z dotychczasowej apatii pseudoaktywność była czymś, na swój sposób, przyjemnym i mobilizującym.

Nie zatracić teraz tego w sobie, szykować się mimo wszystko, trwać w pogotowiu…

  

„Jeśli rano postanawiam odstąpić od wszelkich swoich śmiesznych zobowiązań, wyjść ze stanu wieloznaczności i osiągnąć jednoznaczność, to dzień dostarcza mi tysiąca powodów, by dokonywać tego przejścia raczej łagodnie, a w okolicach kolacji godzę się z tym, że tymczasem wszystko zostanie po staremu”

                    [Michael Krüger, Wiolonczelistka. Przeł. A. Kopacki].

  

niedziela, 25 stycznia 2009, alexanderson
rodzina,Kruger_Michael