~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
559. O tym, co niknie za horyzontem...

  

Myśli o innych możliwościach, wariantach swojego życiorysu − że mógłby urodzić się w wielkim mieście, w którym byłoby gdzie wyjść wieczorem, gdzie mógłby poznawać innych ludzi, uczestniczyć w mniej lub bardziej kulturalnych wydarzeniach, zaangażować się w jakąś społeczną czy też środowiskową działalność; że wybrałby z rodzicami szkołę, do której chce chodzić, lepszą niż ta, która dławiła choćby przypuszczenie, że edukacja może inaczej wyglądać; że nauczono by go tam, na przykład, odczytywać muzyczne nuty, dwóch obcych języków, posługiwania się komputerem, wskazano by mu jego umiejętności, zainteresowano czymś, zapewniono choć podstawy edukacji seksualnej zamiast lekcji religijnych rytuałów; że poszedłby na studia po dogłębnym zastanowieniu się nad swoją przyszłością, zdecydował na jakieś MISH-y lub kulturoznawstwo, o których to kierunków istnieniu dowiedział się gdzieś na etapie pisania pracy magisterskiej, albo jeszcze lepiej na coś w rodzaju administracji czy też bankowości, by móc później zarabiać; że miałby wokół siebie grono wypróbowanych, znanych od lat przyjaciół, przy których czułby się pewnie, którzy angażowaliby go we wspólne projekty i zabawy, spędzali z nim beztroski czas; że miałby już za sobą kilka żywszych uderzeń serca, dotyków, pocałunków, łóżkowych debiutów, wspólnych zamieszkiwań i rozstań, co pozwalałoby mu pewniej myśleć o sobie w kontekście płci; że zdobywałby ciągle nowe doświadczenia zawodowe, dorabiał, stażował, pracował, szukał i znajdował to, co chce w życiu robić; że przed trzydziestką mógłby już coś mieć, coś o sobie wiedzieć, gdzieś się już zakorzenić, snuć plany, mieć marzenia, uparcie do czegoś dążyć. Myśli o tym, że jakoś wszystkim się to udaje bez wymyślania alternatyw, bez karmienia się ułudą innych miejsc i czasów, w jakich mogliby żyć, ale nie było im to dane…

  

„Wszystko w życiu brał poważnie, jakby wypełniał z góry zadaną rolę. A był to w gruncie rzeczy szereg przypadków, które później dopiero starał się spoić sensem, budując w miarę składną biografię. Tylko że ulotna myśl − co by było, gdyby − w jednej chwili może zburzyć tę budowlę. Troszyn znów znajduje się na początku tysiąca możliwych dróg, jak pisarz, który ma bohatera, ale nie ma fabuły”

  [Dubravka Ugrešić, Forsowanie powieści-rzeki. Przeł. D. Cirlić-Straszyńska].

  

wtorek, 03 lutego 2009, alexanderson
Ugresić_Dubravka
Komentarze
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/02/04 00:41:53
Sama sie często zastanawiam, gdzie w takim sposobie myślenia tkwi błąd. Bo, że tkwi to pewne :-), tylko gdzie?
-
2009/02/04 01:15:36
Bo ja wiem czy błąd? Mało jest ludzi którzy potrafią stanąć przed lustrem i powiedzieć: "Jestem w dobrym miejscu, w dobrym czasie. Zrobiłem wszystko tak jak było trzeba, niczego nie żałuję. Niczego nie chcę zmienić ani cofnąć" Nie mam zamiaru absolutnie nic udowadniać Aleksowi. Bo nie ma czego. Zawsze możemy sobie wyobrazić lepszość, że mogliśmy tak, a nie zrobiliśmy. Nie zrobiliśmy, bośmy nie mogli i już.
-
2009/02/04 12:01:47
Tkwi błąd, bo jest to przypisywanie otoczeniu i okolicznościom winy za swoje niepowodzenia, usprawiedliwianie swojej niemocy, podczas gdy trzeba z nią walczyć.

Ja mieszkam w dużym mieście - wierz mi, żadnej z tych rzeczy, o których piszesz nie nauczyłam sie w szkole...heh... a na nadmiar przyjaciół nigdy nie narzekałam. Miejsce jest kwestią drugorzędną, największe ograniczenia stawiamy sobie sami...
-
2009/02/04 12:07:43
Nie chodzi o miejsce, tylko o możliwości - o własnych błędach pisałem już po wielokroć, ale są też rzeczy, o których nie wiedzieliśmy i których nam nie powiedziano, ludzie, których nie spotkaliśmy, pragnienia, których sobie nie uświadamialiśmy, bo przyszło nam żyć w określonych okolicznościach i wszystkie te "braki" też nas jakoś ukształtowały...
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/02/04 18:51:32
Tylko, że każdy ma jakieś ograniczenia - takie lub inne, więc może sedno tkwi w tym, żeby zaakceptować i polubić własną ograniczoność. No i nie wyolbrzymiać jej :-)
-
2009/02/04 19:44:29
Jako eks-mishowiec powiem tyle: nie ma czego żałować :)
-
2009/02/05 00:15:54
Niestety masz rację. Za to na prowincji widać gwiazdy na niebie. Właśnie tego doświadczam.
-
Gość: stryj, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/02/05 00:48:40
My sami też siebie kształtujemy. Warto się tym zająć, a nie załamywaniem rąk nad przeszłością.
-
Gość: repertuar, *.zar.vectranet.pl
2009/02/05 09:39:46
sam doświadczam ile sam zaniedbuję katując się negatywnym myśleniem, tym samym unikam odpowiedzialności za siebie i obecny kształt mojego życia. Można patrzeć inaczej na siebie i otaczający nas mikroświat, można inaczej myśleć o sobie i o tym co nas otacza. Można inaczej interpretować przeszłość i to się w niej wydarzyło... Nie przekłamując tym samym rzeczywistości, bo i różne uczucia przez nas przepływają niespodziewanie i trzeba pozwolić im przepłynąć... wydarzeniom itd.. ale to uczucia którymi mnie jesteśmy wydarzenia którymi nie jesteśmy.

Z całym możliwym zrozumieniem dla Ciebie Al,
-
2009/02/06 00:38:05
Wszystkim się udaje? Chyba każdy czasem żałuje jakiejś niewykorzystanej okazji i chyba właśnie w tym tkwi błąd - po cóż myśleć, że mogło się dokonać innych wyborów, skoro było, minęło, przepadło? Czy nie lepiej zastanowić się nad tym, jak błędy, niedociągnięcia przeszłości poprawić?
Zawsze jeszcze możesz pójść na to kulturoznawstwo. Znajdź pracę - jakąkolwiek, byleby w miarę znośnie płatną (żywię nadzieję, że się da, bo sama się z tym problemem borykam), idź na studia zaoczne, poznawaj nowych ludzi, mieszkaj w większym mieście i próbuj wreszcie cieszyć się życiem. Wiem, że to niełatwe, ale - co innego możesz zrobić?
-
2009/02/06 17:33:40
Jako ex-mishowiec powiem tyle: jest czego żałować. Myślę, że spełniłbyś się na takim kierunku:)
-
2012/05/20 16:52:58
Dokładnie ta myśl: ludzie, których nie poznaliśmy; sytuacje, których nie przeżyliśmy; błędy, których nie popełniliśmy; doświadczenia, których nie zdobyliśmy... Jesteśmy winni niemyślenia, ale zarazem nikt w nas go nie zaszczepił...