~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
565. Did you get any valentines this year?... *

  

To doprawdy niewiarygodne, jak wielu ich się widzi na ulicach Wrocławia. Wystarczy tylko przyjechać, przejść się, wstąpić do paru sklepów. Mają wszystko − z wyglądem na czele. Uśmiechnięci, pachnący, świetnie ubrani i ostrzyżeni, wysportowani, w towarzystwie przyjaciół, rozmawiający w obcych językach o problemach współczesności, robiący kariery, jeżdżący po świecie. Zabójczo przystojni mężczyźni − zupełnie inny świat... Nie wiem nawet, gdzie się można nauczyć takiej klasy, gdzie zdobywa taką wiedzę, skąd czerpać wzorce, z jakich salonów mody i fryzjerstwa skorzystać, w jakich klubach spotykać, skąd brać na to pieniądze. Dla mnie już bilet na pociąg musi być wyrzeczeniem. Spuszczony z zawstydzenia wzrok wyznacza najbliższą odległość, na jaką mogę się do nich zbliżyć. Nigdy nie znałem kogoś takiego jak oni − mam dziecinne pragnienie choćby dotknięcia. A bez odwagi, jaką winienem w sobie nosić, nikt przecież nawet na mnie nie spojrzy. Bo nie chodzi tylko o wygląd…

Niektórzy powinni sobie zabronić choćby myślenia o miłości...

  

„Urodzić się pedałem i przeżyć życie i śmierć, nie mogąc nim być… Niewielu ludziom tak kiepsko poszło na tej drodze” [Fernando Vallejo, Matka Boska Płatnych Morderców. Przeł. M. Szafrańska-Brandt].

  

* Kilka zwyczajnych z pozoru zdań z komputerowego kursu podstaw angielskiego − żeby się nauczyć, pamiętać o czymś jeszcze, siebie przemyśleć: His parents never accepted his sexual orientation… It was definitely love at first sight… In my heart I know we were created for each other… I care about him, but I don’t know how to show him that I do… An unhappy childhood casts a shadow over your whole life... Shy people find it difficult to integrate into groups... His constant failures killed his ambition…

  

niedziela, 15 lutego 2009, alexanderson
homo,samotność,Vallejo_Fernando
Komentarze
2009/02/16 09:42:01
Nie warto zazdrościć innym. Czy myślisz, że Ci ludzie są szczęśliwi tylko dlatego że posiadają wiecej od Ciebie? Należy ciszyć się z tego co się posiada i być człowiekiem, a nie jakąś tam kukłą nadętą i grubiańską!!! Ja też mam niewiele i jest mi z tym dobrze. Ważne, że żyję!
-
Gość: vaka, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/02/16 23:22:42
wydaje się, że ta zazdrość wynika przede wszystkim z tego, że oni są dla Ciebie z definicji ludźmi spełnionymi, takim symbolem, kimś kim chciałbyś być, czy raczej kimś reprezentującym stan w jakim chciałbyś się znaleźć. nie zazdrościsz nikomu z osobna, tylko wszystkim razem, i zazdrościsz raczej tego co Ci się wydaje, tego wrażenia jaki sprawiają, niż jakiś konkretów. sam chciałbyś taki być, chciałbyś mieć takie życie jak sądzisz, że oni mają. łatwe, przyjemne, pełne sukcesów. z TYM człowiekiem przy boku.
więc to jest przede wszystkim paląca tęsknota za takim właśnie spełnieniem.
zazdrościsz, bo oni tacy idealni, dopracowani, ''wszyscy młodzi, piękni, zdolni'' i przynajmniej na pierwszy rzut oka cholernie szczęśliwi, wydają się być jakimś zupełnie innym światem, do którego nigdy nie będzie się należało.
a ty w swoim pogmatwaniu, w swojej przypadkowości, w swoim życiu, które według ciebie nie jest do końca udane, w zestawieniu z nimi czujesz się jak ktoś przegrany.
(ja się czuje. dlatego tak swobodnie o tym pisze i być może w kontekście Twojej osoby wyciągam nioski trochę na wyrost.)
ich obecność jeszcze dodatkowo obnaża twoje braki, dlatego tak boli.
zastanawiam się nad tym co powiedział przedmówca.
może i nie warto zazdrościć (chociaż ja sadzę, że czasem zazdrość może nas popchnąć do jakiś działań (zwłaszcza gdy kwestia działań z naszej strony, niemal nie istnieje), może zaskutkować czymś pozytywnym, jeśli tylko stanie się motywacją).
ale jak to zrobić? jak się wyprzeć tej tęsknoty za byciem kimś innym? jak sprawić by nie było warto o tym marzyć?
czy jest w ogóle możliwe poczucie się dobrze we własnej skórze, kiedy po ulicach chodzą piękni, zadbani ludzie, którzy sprawiają wrażenie jakby wygrali właśnie milion dolarów albo znaleźli najcenniejszą rzecz na świecie? może i nie wygrali, może nie znaleźli, może wcale nie czują się dobrze, a życie im się rozwala tuż przed twoim nosem; ale przecież ich rzeczywisty stan posiadania nie jest istotny. ważna jest właśnie ilość ''legend'', mitów, wyobrażeń jakie mamy na ich temat. bo to tylko obnaża nasze własne tęsknoty, nasze własne poczucie niższości.
nie wiem, nie wiem i nie mam pojęcia co z tym zrobić. masz racje, w taki wypadku tylko znalezienie Tej osoby byłoby jakimś rozwiązaniem. ale jak kogoś znaleźć skoro człowiek czuje się tak zagubiony, zamknięty w sobie, opancerzony? koło się zamyka.
jedynym rozwiązaniem, które ja staram się wprowadzić, jest nieustające parcie do przodu. robienie tego wszystkiego co przybliży mnie do osoby którą chciałabym być.
i przecież wcale nie chodzi o wygląd zewnętrzny, tylko właśnie o ten stan ducha w jakim chciałabym się znajdować. nieustająco próbuje i próbuje. i tobie też tego życzę.
pozbyć się niepewności. zrobić wszystko żeby się wyrwać.
znaleźć mieszkanie;)
pozdrawiam.
i wybacz, za tą nieskładność, ale to temat na który nie jestem w stanie mówić bez emocji.
-
Gość: repertuar, *.zar.vectranet.pl
2009/02/17 01:26:12
"znalezienie Tej osoby byłoby jakimś rozwiązaniem"

bzdura... to najbardziej złudne z rozwiązań... jest żadnym rozwiązaniem.

To jakby ucieczka od odpowiedzialności za siebie i w własne poczucie wartości.
Zdiagnozowano nas i powiedziano, że obecny stan psychiczny poczucie wartości i to kim jesteśmy jak się dzisiaj czujemy to wypadkowa środowiska rodzinnego, społecznego itd... dopóki nasza świadomość była ślepawa tak rzeczywiście było. Jest jednak jeszcze element, który określę - aktywność własna, która najczęściej sprowadza się do tego, co czytamy na stronach nie tylko tego bloga.. o ile jest próbą zrozumienia, o ile jest próbą wyjścia z pułapki owej wypadkowej... i ile jest próbą świadomego przeżywania siebie i sięgania tym samym po lepszą korzystniejszą jakość życia dla siebie ma to pisanie sens... jeśli pozostaje kontemplacja własnej biedy taka pozostaje

bliskie relacje o których tęsknotach tu mowa nie są terapią, nie maja rozwiązać problemu samotności. To nie sposób na kompleksy, to nie droga do wyzbycia się zazdrości... to nie drapieżnictwo, mniej lub bardziej świadome wyrywanie z drugiego człowieka wartości których brak odczuwam... to nie sposób na bycie pięknym...

oczywiście jeśli ktoś doświadczył takiego spotkania będzie czuł inaczej.. poczuje spełnienie i sytość... pragnienia tęsknoty przestają boleć... z czasem pojawia się lęk... czas jednak pozwoli aby chemia emocji odpadła jak wyschnięte błoto z oczu niewidomego...

patrzę i widzę szczęśliwych ludzi... boli mnie... są szczęśliwi skoro są ja też mogę... nie uzależniać od żadnej przemijającej sprawy..

myślę, że w owym obrazie naszego Autora wyobraźnia oszukuje zarówno Jego jak i nas. To nieciekawy w efektach twór umysłu... wartościowy obraz, ponieważ pokazuje pewna prawdę w jaki sposób funkcjonują nasze kompleksy i jak zniekształcają widzenie rzeczywistości.

Rozwiązanie?

zrozumieć, że szczęście nie chodzi po ulicy...