~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
573. O tym, że ciągle popełniam ten sam błąd...

  

Wciąż nie pozwalam Ci odejść. A przecież tylko w ten sposób, skończywszy z tym wreszcie, okazałbym Ci największą możliwą przyjaźń, złożył dowód szacunku. Milczysz zatem Ty, żeby dać mi tę szansę. To najbardziej optymistyczne z możliwych wyjaśnień, jakie ostatnio przyjmuję. I kolejny już raz daremnie obiecuję poprawę…

  

„To, że jakaś kobieta przez całe życie pozostaje wierna miłości do człowieka, którego więcej nie spotyka i który na tę miłość nie zasługuje, istotnie nosi znamiona szaleństwa, ale − któraż miłość nim nie jest? Albo kto zasługuje na miłość? Kto zasługuje na to, by stać się centrum wszechświata, źródłem wszelkiej radości, racją nadającą sens życiu? Na miłość nie można zasłużyć. To nie jest transakcja czy interes, w który wkładasz tyle i tyle, by odpowiednio wiele zyskać. Zwracamy się ku komuś z miłością albo sami stajemy się jej obiektem, lecz na ogół nie ma współzależności między obiema relacjami.

Carlos mógł sobie być, jaki chce, bowiem uczucie, jakie żywiła względem niego Amelia, nie potrzebowało wzajemności, żeby trwać; samo sobie wystarczało. (…) Mówi się zwykle: nie trzeba sobie świata zawiązywać, trzeba brać z życia, co się da… Brać co? Następną miłość, następny zawód, następne zniechęcenie. Przekonywać się coraz mocniej, że wszystko mija, wszystko odchodzi w zapomnienie, nikt nie jest niezastąpiony… Ale to nie jest prawda, lub też nie cała prawda. Bywa, że kogoś nie można albo nie chce się zastąpić. Więcej: bywa, że ktoś chce kochać dalej, nie chce zapomnieć, choćby oznaczało to już tylko cierpienie, ostateczną formę miłości

         [Marina Mayoral, Życie oddać i duszę. Przeł. M. Szafrańska-Brandt].

  

środa, 04 marca 2009, alexanderson
homo,Mayoral_Marina