~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
585. Powrót do Brideshead / Howard’s End / Breslau...

  

Kurier przywozi walizkę tuż przed moim wyjściem z domu. Chyba ładna − długo rozpakowuję, oglądam i ledwie zdążam na pociąg. W biegu przez park szlag trafia fryzurę…

Idziemy z Tomkiem (za darmo!) na wczesnopopołudniowy seans (nie byłem w kinie od trzynastu miesięcy, pierwszy zaś raz jestem z kolegą) − film w klimatach tak lubianych przeze mnie obrazów tercetu Merchant-Ivory-Jhabwala, może nieco emocjonalnie chłodny, a wobec katolicyzmu tendencyjny, ale za to Ben Whishaw do podziwiania (te marynarki, swetry, szale, kapelusze, ta grzywka opadająca na czoło). Potem nasz wspólny spacer z przystankiem w Bibliotece Miejskiej, a w pociągu do domu koleżanka, z którą dojeżdżałem na studia dziewięć lat temu. Dosiadam się...

 

To był nadzwyczaj promienny dzień. I tylko ja w tym wszystkim − w obu przypadkach z takim trudem podtrzymujący rozmowę, milczący, nieumiejący reagować, zażenowany sobą, z nieustannym poczuciem winy…

 

Ten film był w jakiejś mierze o mnie i o moim otoczeniu…

  

wtorek, 31 marca 2009, alexanderson
filmy,Wrocław,homo,rodzina
Komentarze
Gość: Login lub pseudonim, *.chello.pl
2009/03/31 23:22:02
boze nie pisz tak ... ten film jest straszny w swojej plyciznie ... chyba go nieuwaznie ogladales??
-
2009/04/01 10:38:04
Przecież zachwycam się tylko stroną wizualną i jednym aktorem...
-
Gość: Aloysius, *.range86-145.btcentralplus.com
2009/04/02 08:59:23
Polecałbym raczej legendarny serial sprzed 30 lat z Jeremym Ironsem. Podobno książka też jest niezła, ale nie czytałem.