~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
618. O tym, że "navigare necesse est"...

   

                    „Nie mogę przestać wędrować: chcę wypić

                    Aż do dna życie. (...)

                    Stałem się częścią tego, co poznałem,

                    Ale to wszystko jest mi tylko bramą,

                    Za którą widać świat niezwędrowany,

                    Którego krańce w dal się zapadają,

                    Gdy w dal wędruję. Stanąć, nie iść dalej, 

                    Nie błysnąć w czynie, rdzewieć jak miecz w pochwie −

                    Wstrętne. Oddychać − to jeszcze nie życie

                                   [Alfred Tennyson, Ulisses. Przeł. Z. Kubiak].

  

I znowu zaczyna się to, co do niczego nie zmierza, tkwienie w miejscu, gdzie można tylko sczeznąć do szczętu, czekanie z lękiem na kolejny wymierzony w siebie atak. Gdyby tak samemu organizować sobie rozkład zajęć, gdyby udało się znów tam pojechać, kupić bilet w jedną stronę i już zostać − tylko gdzie i za co? Tutaj każdy dzień jest taki sam i nic nie przynosi poza skrywaną rozpaczą. Tak bardzo chciałbym mieć inne życie, ale nie mogę sobie pozwolić na uwolnienie się od obecnego...

   

                    „− I nigdy nie myślałeś o ucieczce?

                    − Nikt mnie nie ściga. 

                    − Chodzi mi o podróż, z której się nie wraca.

                    − Nie, ja tylko czytam. Nie posuwam się dalej”

                                   [Manuel Vicent, Pieśń Morza. Przeł. W. Ignas-Madej].

  

A przecież vivere non est necesse…

  

niedziela, 17 maja 2009, alexanderson
Tennyson_Alfred,Vicent_Manuel
Komentarze
Gość: paulina, *.chello.pl
2009/05/17 19:39:23
vanitas vanitatum et omnia vanitas.
-
Gość: impostor, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/05/18 20:58:34
Ja wiem, gdzie chcę uciec. Ten, z którym chętnie bym to zrobił... Wiesz, ja mieszkam w miejscu, gdzie nawet nie mogę spróbować go zapytać, czy ma dziewczynę. Tu każdy ma. Poza mną oczywiście.

Uciekanie - najczęściej przed samym sobą. Tyle, że ja kocham życie i tylko blog jest jedynym miejscem, gdzie sobie ponarzekam. W każdej innej sytuacji tryskam radością i optymizmem - najczęściej szczerą.

Gdyby jakimś cudem 'on' okazał się osiągalnym - mogę dać ogłoszenie w lokalnej gazecie - jestem pedał. I dalej leczyć ludzi, w tym samym miejscu. Ale to musiałby być 'on'.
Piękny wieczór po burzy, która przeszła gdzieś bokiem.
-
2009/05/19 11:16:24
Pozwoliłem sobie podziękować Ci w bezpośrednim liście za ten komentarz...