~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
620. O tym, co niewiadome bądź nieuświadomione...

  

W amerykańskim Denver 9-letni Ethan McNamee zorganizował wiec poparcia dla małżeństw homoseksualnych. Szok… To dziecko jest świadome istnienia takich sfer rzeczywistości, o których ja nie miałem pojęcia będąc dwa razy starszy od niego, a zacząłem tę − czysto teoretyczną − wiedzę zdobywać, mając trzy razy tyle lat, co on, prostując przy tym własne, fałszywe dotąd wyobrażenia i lęki. Wciąż jednak nie wiem, kogo za to wszystko winić i jak mam się sam z tym uporać. Bo nie ma kto poprowadzić mnie powoli za rękę…

  

„W szkole nie można o tym mówić, a rodzice to wypierają. (...) A przecież można wychowywać dzieci tak, by w okresie dojrzewania miały świadomość, że istnieją osoby homoseksualne − mówi dr Alicja Długołęcka w „Wysokich Obcasach” (16 V 2009). − Brakuje nam wzorców pozytywnych i dlatego cieszę się z »najpiękniejszej pary« poprzedniego roku i to właśnie uważam za bardziej wychowawcze niż zamiatanie tej kwestii pod dywan. (…) Po drugie, jeżeli dziecko się okaże homoseksualne w przyszłości, to już ma dobry wzór. Nie pójdzie do jakiegoś podejrzanego miejsca, w dodatku będzie wiedziało, że ma oparcie w rodzicach (…). Trzecia sprawa, najważniejsza − ale to już podstawowa kwestia wychowawcza − to żeby nie zakładać, że nasze dziecko będzie jakiekolwiek, z góry. I nie dotyczy to tylko orientacji seksualnej, ale każdej sfery życia − że nie będzie wyglądało w określony sposób, że nie będzie wykonywało określonego zawodu, że nie skończy określonych szkół... To kwestia uszanowania tego, kim jest człowiek, któremu daliśmy życie.

W każdym cywilizowanym kraju już w latach 80. powstawały grupy wsparcia dla młodzieży i rodziców, nie tylko ze strony organizacji gejowsko-lesbijskich. A u nas dzieci w okresie dojrzewania pozostawione są same sobie”…

  

piątek, 22 maja 2009, alexanderson
Tagi: homo
homo
Komentarze
2009/05/23 10:58:42
Dlatego jestem zdania, że uświadamianie przeznaczone jest dla rodziców a nie znajomych. To też po części sztuka wychowania w duchu tolerancji, miłości...
-
Gość: repertuar, *.zar.vectranet.pl
2009/05/23 19:23:59
jeśli się czegoś nie zna i nie rozumie, trudno to zaakceptować, tolerować, kochać. W swoim doświadczeniu mam przebłyski, że nietolerancja innych mi nie przeszkadzała, bo miałem dosyć własnej akceptacji "siebie". Uważam, że własna akceptacja siebie, poprzedzona głębszym zrozumieniem jest nam, każdemu bardziej potrzebna od tej cudzej, innych ludzi.

I ileż bardziej byłbym szczęśliwszy ja.

a teraz osobiście.. :) ilekroć czytam Ciebie, sobie i Tobie życzę tej autorskiej akceptacji, bez uzależniania jej od opinii ludzi, którzy obok nas.

z ciepłym uściskiem dłoni

r
-
2009/05/28 10:07:30
Ale chyba zrozumiała jest trudność w zaakceptowaniu w sobie tego, że czegoś elementarnego nie wiemy, nie potrafimy, że coś ciągle nam nie wychodzi...