~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
632. Don’t panic (I)…

  

Najwidoczniej za mało jeszcze było tego wszystkiego − braku pracy i pieniędzy, zniszczonej w Warszawie marynarki, ponownie rzucanych w twarz upokorzeń. Na domiar złego trzeba było zainfekowania komputera jakimś świństwem tuż po otrzymaniu propozycji dokonania dla kogoś korekty jego doktoratu i tym samym szansy zarobienia kilkuset złotych − pierwszych od dziesięciu miesięcy. Nic to, przepadło, nie da się. Tylko Internet jeszcze jakoś działa. Wobec urlopu fachowca, który zwyczajowo nas w takich sytuacjach ratuje oraz wyjazdu rodziców na wakacje za kilka dni, komputer może odzyskać sprawność najwcześniej za trzy tygodnie. Cudownie, po prostu cudownie...

Z ambiwalencji przerażenia i wściekłości wyrywa mnie dopiero telefon od Ani. Bardzo lubię jej głos i rozkoszne gadulstwo. Przypomina mi to... wiadomo kogo. W ten sposób „każdy znieczulający lek napina inny nerw do bólu” [Robert Lowell. Przeł. P. Sommer]. I sam nie wiem: dobra taka pamięć, czy zła...

  

poniedziałek, 15 czerwca 2009, alexanderson
Lowell_Robert