~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
635. Katharsis - albo Kawaler Ostatniej Gwiazdy...

   

To wszystko miało wyglądać inaczej − kolejny raz gubią mnie własne nadzieje. Wyjechałem pięć godzin przed czasem, spędziłem we Wrocławiu godzin osiem, by wymienić ledwie parę zdań, by dostać tylko kilka minut. Nic to, trzeba być wdzięcznym za wszystko, co się otrzymuje. Ja jestem wdzięczny niezmiernie...

 

Dzięki nim przy każdym naszym spotkaniu robię coś po raz pierwszy w życiu. Tym razem poznałem teatr. Oczyszczeni Sary Kane we Współczesnym, reżyseria Warlikowski, na deskach Bonaszewski, Poniedziałek, Klynstra, Dałkowska. Widownia, bliskość sceny, aktorzy, sam fakt tego dziania się na żywo robią na mnie ogromne wrażenie − aż śmieszne, że uczyłem swoich studentów także o specyfice teatru, a sam nigdy wcześniej w nim nie byłem. Chwilami więc odrywałem oczy od aktorów i tylko słuchając ich kwestii błądziłem wzrokiem po sali, oglądając scenografię, reflektory pod sufitem, zarysy głów innych widzów: więc tak to wygląda? − dziwiłem się i cieszyłem jak dziecko...

Sama zaś sztuka − miejscami bardzo mocna, choć poruszająca raczej emocje niż intelekt (ekshibicjonistyczna nagość, szepty i krzyki), dopiero po powrocie do domu dająca się pełniej ogarnąć i nawet zaczynająca podobać. Ale już początek, monolog z Łaknąć, rozbroił mnie całkowicie do łez. I do tego ta kapitalna inscenizacja, zamieniająca dosłowność przemocy w tekście na symbole i teatralną umowność... Tak, chciałbym doznawać tego częściej, ale ten pierwszy raz kosztował mnie dzisiaj fortunę...

  

Przed spektaklem poznaję słynnego Huberta − jak zwykle jestem zaskoczony, konfrontując swoje wyobrażenia z rzeczywistością. W trójkę odprowadzają mnie na dworzec.

Tak wyszło − ależ to, z pewnością w niezamierzony sposób, zabrzmiało okrutnie i lekceważąco. Niepotrzebnie tak chwytam za słowa, chcąc znaczyć dla paru osób tyle, ile one znaczą dla mnie. Znaczyć znacznie więcej...

 

„Wiemy, czym są dla nas inni, ale czym my jesteśmy dla nich, tego nigdy nie wiadomo” [Philippe Claudel, Szare dusze. Przeł. J. Stankiewicz-Prądzyńska].

  

Wysiadam przed północą sam na ciemnym peronie. I dobrze, nikt nie zobaczy, że płaczę. I nikt się tym nie przejmie... Zapomniałem już, jak czarne jest niebo w nocy − tylko gdzieniegdzie na nim drobne punkty, migają wciąż i gasną, martwe na długo przed naszym narodzeniem...

Good night, sweet prince, / And flights of angels sing thee to thy rest!... Przed Tobą dwa tygodnie milczenia...

  

niedziela, 21 czerwca 2009, alexanderson
Shakespeare_William,Claudel_Philippe
Komentarze
2009/06/22 10:52:32
Płacz, płacz... to podobno przynosi ukojenie.