~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
642. O tym, że "nic nie może przecież wiecznie trwać" (?)...

   

Wrócili. Trudno o dobitniejsze potwierdzenie, że wakacje się już skończyły. Wczoraj wystarczył grymas na mej twarzy, gdy siadałem do obiadu; dzisiaj poszło o moje hawajskie spodenki, których nie można nosić; jutro najpewniej o to, że śmiem o tym wszystkim pisać… Każdy powód jest dobry, bo wszystko, co robię, myślę i mówię jest nie takie, jak trzeba, a jeśli milczę, to znaczy, że coś ukrywam. Jestem całkowitym rozczarowaniem, pod każdym względem, jak usłyszałem w Dzień Dziecka…

I nie widzę wyjścia z tej sytuacji, żadnego. Nie ma kogo prosić o pomoc, czego postanowić, gdzie się udać – jeśli nie ma się absolutnie nic. Ugrzązłem w swoim życiu na dobre… 

   

                              „poczuł

                              że musi się zdecydować

                              że powinien coś uczynić

                              zaraz

                              przecież czekał dwadzieścia lat

                              wiedział że musi wybrać

                              że to ostatnia chwila

                              chciał się ruszyć

   

                              ale nie mógł sobie przypomnieć

                              o co chodzi

                              zapominał 

                              coraz głębiej

                              inni ludzie poruszali się obok żywo

                              rodzili się i umierali w pośpiechu”

                                                  [Tadeusz Różewicz, W pośpiechu].

  

wtorek, 07 lipca 2009, alexanderson
rodzina,Różewicz_Tadeusz
Komentarze
Gość: Jurek, *.aster.pl
2009/07/07 19:29:32
Podobno nie ma sytuacji bez wyjścia. Ja wprawdzie nie uważam poprzedniego zdania za prawdziwe, ale sądzę, że zbyt często ulegamy fałszywemu przekonaniu, że nic (konstruktywnego!) nie da się zrobić.
-
Gość: mona, *.lublin.mm.pl
2009/07/07 19:39:38
Masz jedno wyjście!!! Zacznik olewać komentarze, docinki, umoralnianie. Żyj jak lubisz i przestań ( staraj się przynajmniej) się przejmować - i tak im nie dogodzisz.
-
2009/07/08 01:27:28
Sądząc po powyższych (i poprzednich) zdaniach na temat rodziców - raczej za nimi nie przepadasz. I cierpisz z powodu swojej względem nich zależności. Jest wszak jedno pocieszenie - kiedyś, gdy będą niedołężni, to oni będą zależni od Ciebie...

A tak konstruktywnie: z pewnością usamodzielnienie nadejdzie. Jest to nie tylko w Twoim, lecz i w ich interesie, więc jeśli sam pracy nie znajdziesz, znajdą Ci ją zapewne rodzice, w jakiś sposób. Krótko - miej nadzieję, nawet racjonalnie patrząc wyjście istnieje.

Choć każde słowa internetowych radców są oczywiście naiwne... Ale skoro o tym wszystkim piszesz, może i tego naiwnego wsparcia oczekujesz...
-
2009/07/08 10:26:55
Nie piszę o swoim "nieprzepadaniu" za rodzicami, tylko o ich zachowaniach wobec mnie...
-
Gość: ?, 67.159.44.*
2009/07/08 17:57:46
Z mojego punktu widzenia tego typu komentarze to przejaw ich władzy (urojonej?) nad Tobą. Władzy takiej nie posiadają. Nawet jeśli Ty sądzisz że jest inaczej. Dobitnie im to przekaż np. uświadamiając, że to oni są "całkowitym rozczarowaniem". Ucieleśnieniem nieudolności rodzicielskiej. Wystarczy raz byle było agresywnie, wylej z siebie trochę gniewu, niech się raz przestraszą.
-
2009/07/09 08:49:20
Skoro są według Ciebie aż tak toksyczni - odseparuj się. Fizycznie.
-
2009/07/09 12:16:34
Trudno to zrobić, jeśli nie ma się pieniędzy, nie jest zdolnym do podjęcia jakiejkolwiek pracy, i nie można nawet zamykać drzwi do swojego pokoju...
-
Gość: ?, 67.159.44.*
2009/07/09 14:11:03
"Nie można nawet zamykać drzwi do swojego pokoju...". Ile Ty masz lat chłopie? 8? Czy 28? Nie potrafisz się przeciwstawić woli rodziców? Bo mama zabrania? Skoro rzeczywiście zacząłeś dojrzewać z opóźnieniem to wkrocz w końcu w okres buntu! Ale Ty przecież lubisz swoją pozycję ofiary, cały czas jesteś przekonany że Twoja wyjątkowość jest od tej pozycji uwarunkowana. Ty tak naprawdę nie chcesz żyć jak inni, nie chcesz dorosnąć, wolisz być małym chłopcem zależnym od mamy. Zrzucasz winę na brak pieniędzy a wydałeś fortunę na książki ("których nie czytasz i ubrania których nie nosisz"). Zrzucasz winę na brak zdolności do pracy (bo nie chieli Cię w 1[!] księgarni). Od początku istnienia tego bloga twoja sytuacja nie zmieniła się ani odrobinę. Przybyło tylko książek do których uciekasz.
Obudź się. Odwagi!
-
2009/07/09 15:28:45
Niestety, zgodzę się przedmówcą. Uciekasz i tłumaczysz się. Spróbuj samodzielnego życia.
-
2009/07/09 16:11:14
My w domu ciągle toczymy kłótnie, a ja się ustawicznie buntuję, zakreślam granice swojej prywatności, proszę lub domagam się pewnych spraw. Ale mój bunt jest odbierany nie jako walka o siebie, tylko totalne odżegnywanie się od rodziny, robienie na złość, dziwny i niezrozumiały upór. Dlatego właśnie to wszystko jest takie trudne - bo moje argumenty nie znajdują zrozumienia...
Wiem dobrze, jakie błędy popełniłem - że jeszcze ponad rok temu kupowałem mnóstwo książek, zamiast spróbować coś więcej oszczędzić (choć i tak od roku żyję właśnie dzięki poczynionym wówczas oszczędnościom) - i ta właśnie świadomość jest tak dobijająca. Nie przyjęto mnie po rozmowach w trzech (a nie jednej) księgarniach, na inne aplikacje (do innych miejsc) nie odpowiedziano. Proszę o podpowiedź, jak ma wyglądać to spróbowanie samodzielnego życia, skoro nie stać mnie na wynajęcie gdzieś pokoju nawet na kilka dni...

A od początku istnienia tego bloga moja sytuacja zmieniła się zasadniczo...
-
2009/07/09 16:19:53
Zacznijmy od tego ile aplikacji wysłałeś i w jakim czasie. Szukanie pracy to naprawdę ciężka harówa. Naprawdę nie potrafisz się nigdzie zahaczyć? Niektórzy zaczynają od korepetycji, kopania dołów czy praktyki w jakimś molochu... najtrudniej zacząć. Może własny "biznes". Cokolwiek by się odseparować.

-
2009/07/09 21:07:45
Tylko że Ci niektórzy zaczynają, jak jeszcze są studentami (ulga dla pracodawcy) lub jeszcze wcześniej - ja zniechęcam brakiem doświadczenia w swoim wieku i studiami doktoranckimi w życiorysie. Ofert jest pełno, ale dla dwudziestolatków, zdecydowana większość dotyczy zresztą relacji z klientem, a ja nie jestem rozmowny, kreatywny, swobodny w kontaktach z ludźmi. Jest wręcz przeciwnie i - wydaje mi się - widać to na rozmowach kwalifikacyjnych...
Mówienie o "jakiejś", "jakiejkolwiek" pracy człowiekowi, który nie ma żadnych aspiracji czy marzeń zawodowych, który nie widzi siebie na żadnym polu - w żaden sposób mi nie pomaga. Bo że "coś" trzeba robić, to sam wiem...
-
2009/07/09 23:05:12
:-)

Nie myślałeś by startować z wolnej stopy? W wydawnictwach lub (zdziwisz się) firmach medycznych? Ludzie z wykształceniem humanistycznym mają tam całkiem szerokie pole do popisu. Do korekt, pisania biuletynów, artykułów i takie inne cuda wianki.