~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
669. Elsewhere, something else...

  

Wczoraj szkolenia BHP i przeciwpożarowe, ogólne prezentacje firmy i systemu informatycznego. Teraz trzeba czekać na przybycie zamówionego dla mnie biurka i komputera. A do tego czasu wyrabianie stałej przepustki, porządkowanie papierów, adresowanie kopert, wpinanie potwierdzeń zamówień do segregatorów, krótka wizyta na dziale produkcji…

Skomplikowane to wszystko i trudne. Nie odnajduję się w tym świecie specyfikacji, faktur, plastikowych butelek, nakrętek, kartonów. Nie rozumiem tych wszystkich pojęć. Ale zawsze-to-coś, nawet jeśli jeszcze-nie-to i jeszcze-nie-tam. O ile jednak czegoś się tu nauczę, to może być przydatne w pracy takiej jak ta właśnie, a boję się ugrzęznąć w tym na dłużej. Tylko to jednak jest szansą na cokolwiek. O czymś więcej trudno już nawet marzyć…

  

Ogromnie dziś jestem zmęczony. Chyba nie będę miał ochoty, pomysłów i sił, by tak często pisać. Każda praca jest z założenia marnowaniem najlepszego czasu w ciągu dnia i całego życia w ogóle...

  

środa, 02 września 2009, alexanderson
Tagi: praca
praca
Komentarze
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/09/02 23:33:41
Ja swoją 'karierę" zawodową rozpoczęłam od segregowania pewnego rodzaju dokumentow alfabetycznie (a było tego paredziesiąt tysięcy szt.) , potem się na to nanosiło odpowiednie numerki, a jeszcze potem - układało w kolejnosci wg tychże numerków. Ryczeć mi się chciało, bo byłam świeżo po studiach, jeszcze z ambicjami... Potem było już tylko lepiej, rewelacyjnie nie jest, ale przynajmniej - da się z tego życ :-)
-
2009/09/03 10:06:36
Gdyby moja praca miała polegać tylko na segregowaniu dokumentów, byłbym szczęśliwy...
-
Gość: yeats, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/09/04 00:43:23
od czegoś trzeba zacząć ;)
-
Gość: repertuar, *.vectranet.pl
2009/09/04 19:33:24
Każda praca jest z założenia marnowaniem najlepszego czasu w ciągu dnia i całego życia w ogóle...


Dlaczego aplikujesz sobie takie założenie!?
-
2009/09/04 21:35:20
Po prostu tak myślę. Nie odpowiada mi wizja życia dla zarabiania na życie...
-
Gość: repertuar, *.dsl.dynamic.eranet.pl
2009/09/05 00:02:20
a jaka?
-
Gość: s., *.cable.ubr07.newt.blueyonder.co.uk
2009/09/05 00:51:42
Trzeba sobie odpowiedzieć na proste w gruncie rzeczy pytanie: pracujesz, żeby żyć, czy żyjesz, żeby pracować?
Oczywiście każdy prywatny pracodawca w Polsce uważa, że prawdą jest to drugie...
-
2009/09/05 00:57:09
"Każda praca jest z założenia marnowaniem najlepszego czasu w ciągu dnia i całego życia w ogóle..."

A moim zdaniem to nie jest założenie, lecz twierdzenie, w dodatku sądzę, że łatwe do udowodnienia.

Oto szkic:
1. Co jest najlepszym czasem w ciągu życia?
Z pewnością nie jest nim starość, każdy się zgodzi - wtedy nie pracujemy. Młodość (i dzieciństwo) mogłaby być tym czasem, lecz jesteśmy wówczas niespełna rozumu, a w dodatku nie mamy pełnego arsenału możliwości, krótko - brak nam wolności. Ergo: najlepszym czasem w ciągu życia jest dorosłość - a jak wiemy wtedy właśnie pracujemy.
2. Co jest najlepszym czasem w ciągu dnia?
Czas w którym jesteśmy najbardziej sprawni. Nie wieczór, bo wtedy jesteśmy zmęczeni. Zostaje poranek i południe, czyli czas pracy.
3. Czy w interesie pracodawcy jest zatrudniać pracownika, gdy jest mniej wydajny?
Nie, więc zatrudnia go w najlepszym okresie dnia i życia.
4. Czy praca jest marnowaniem czasu?
Tak i nie. Pytanie, czy odpowiada naszym umiejętnościom (co najmniej tyle, przyznajmy, powinna spełniać). W przypadku Alexa - zapewne będzie marnowaniem czasu. W dodatku warto podkreślić, że państwo każdego miesiąca okradnie go z połowy pensji na domniemaną emeryturę i podatki.

Cóż jednak, trzeba z czegoś żyć. To niewygodne dla inteligentów, ale zdaje się nieuniknione.
-
Gość: s., *.cable.ubr07.newt.blueyonder.co.uk
2009/09/05 12:12:30
Niestety nie widzę w poprzednim komentarzu dowodu na to, że praca jest marnowaniem życia. Owszem, zapewne dowód byłby prawdziwy, gdyby teza brzmiała: "Każda praca z założenia zajmuje najlepszy czas w ciągu dnia i całego życia w ogóle..."
A jeśli chodzi o marnowanie? Praca dostarcza środków do życia, bez tych środków życie zakończyłoby się stosunkowo szybko, ergo trudno twierdzić, że zapewnienie środków do życia jest tego życia marnowaniem, right?
I owszem, można zapewne żyć z kapitału odziedziczonego po przodkach, ewentualnie z kradzieży, ale zakładam, że czytelników te przypadki nie dotyczą.
-
2009/09/05 12:18:04
Tylko że te "środki do życia", jakie ponoć zapewnia praca, często nie wystarczają nawet na elementarne potrzeby. A życie nie powinno się sprowadzać do samej tylko biologicznej egzystencji w obojętnie jakich warunkach...
-
Gość: s., *.cable.ubr07.newt.blueyonder.co.uk
2009/09/05 13:04:06
@ alexanderson:
powiedz to 70-80% polskiego społeczeństwa. Jest nawet szansa, że przyznają Ci rację.
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/09/05 18:35:46
hmmm....
dzięki pracy, której nie znoszę i uważam za pozbawioną większego sensu, kupiłam sobie komputer , podłączyłam Internet i znalazłam tu Apocalypsis cum figuris :-)
to moze ta praca ma jednak jakiś sens ;-)?
-
2009/09/05 21:51:05
@s.
"Niestety nie widzę w poprzednim komentarzu dowodu na to, że praca jest marnowaniem życia."

To prawda...

Wróćmy do zdania, od którego się zaczęło.

"Każda praca jest z założenia marnowaniem najlepszego czasu w ciągu dnia i całego życia w ogóle..."

Właściwie doszedłem do wniosku, że to trudno obronić ;). A to z powodu różnorodności prac. Natomiast gdyby napisać "niemal każda" - byłoby lepiej.

Spójrzmy na definicję...

marnować 1. zużywać coś bez potrzeby, bez pożytku lub niewłaściwie
2. nie wykorzystywać czegoś należycie
3. doprowadzać do zniszczenia nieodpowiednim gospodarowaniem

W znaczeniu drugim TA praca jest (prawdopodobnie) marnowaniem życia Alexa, bo oznacza jego niewłaściwe wykorzystanie. Niewłaściwe, bo niedostosowane do jego umiejętności, ambicji, intelektu.

Ogólnie natomiast faktycznie zdaje się to nie być prawdą.
-
2009/09/05 22:20:35
Ja nie narzekałem na TĘ obecną, paromiesięczną ledwie pracę (z każdym dniem zresztą coraz bardziej odpowiedzialną i trudniejszą), tylko na konieczność pracowania w ogóle. Bo cokolwiek bym robił, będzie to dla mnie nudne i męczące, i chyba zawsze będę miał poczucie, że marnuję czas, który mógłbym przeznaczyć dla siebie. Choć akurat przepisywanie dokumentów, porządkowanie papierów czy układanie książek na półkach najbardziej odpowiadałoby "ambicji Alexa"...
-
2009/09/06 03:52:38
Tak, zauważyłem, że narzekałeś na pracę w ogóle, ale ośmielę się nie zgodzić, że każda praca jest dla Ciebie "nudna i męcząca".
Zastanowiło mnie, czym właściwie jest praca i sięgnąwszy ponownie (wiem, że to aż śmieszne się robi :)) po sjp.pwn.pl znalazłem:
"praca
1. celowa działalność człowieka zmierzająca do wytworzenia określonych dóbr materialnych lub kulturalnych"

I tu się pojawia moje pytanie, czy pisanie bloga - który moim zdaniem jest pewnym dobrem kulturalnym - jest dla Ciebie nudne i męczące?

Chyba, że miałeś na myśli pracę wyłącznie w sensie zarobkowym, ale i tutaj można się, jak sądzę, usytuować na pozycji wygodnej - możesz napisać kilka bestsellerów i, jak Houellebecq, zaszyć się w Irlandii i czytać do końca życia (nie pracując już).

I wreszcie, może najważniejsze, czy wierzysz, że drogą do szczęścia jest wyłącznie zajmowanie się sobą, a wszystko inne to strata czasu?
-
Gość: repertuar, *.vectranet.pl
2009/09/06 21:28:02
dyskusja wrze...

Dopóki pozwolisz sobie na przekonanie, że przede wszystkim NIE TY decydujesz o swoim życiu dopóty truć będziesz się przekonaniem, że praca marnuje najlepszy czas w życiu.

Mam szczęście, że cieszę się z tego co mam pod względem zawodowym że lobię naprawdę to co robię i czuję że się rowzijam, że pracując robię coś bardzo dobrego dla siebie? Czy nie ma znaczenia, że podjąłem pewne decyzje, miałem pewne oczekiwania, wiarę, że potrafię, wiara we własny taki jaki miałem w obecnej chwili potencjał własny? Czy to szczęście=fatum, zaplanowane przez kogokolwiek, ale nie przeze mnie?
-
2009/09/07 14:00:03
O tym marnowaniu życia... Właściwie sama tak pisałam. Rok temu. Kiedy miałam pracę. Ileż dałabym teraz, żeby znów ją mieć. Bo wtedy miałam te wszystkie cholerne egzystencjalne problemy, które wydawały mi się całym światem, ale miałam też pieniądze. Teraz mam egzystencjalne problemy, ale nie mam pieniędzy. Wszystko za etat pozwalający mi na zaspokojenie podstawowych potrzeb. I potrzeb wyższego rzędu...
-
Gość: s., *.cable.ubr07.newt.blueyonder.co.uk
2009/09/07 14:10:53
Byt określa świadomość...
-
2009/09/07 18:16:31
kn0ot:
Pisanie bloga nie jest męczące - podobnie jak spacery, robienie zdjęć, spotkania z przyjaciółmi czy czytanie książek - ale to są przyjemności, a nie sposoby zarobkowania, a te właśnie uznaję za "marnowanie życia".
Tak, chciałbym zajmować się tylko tym, co mnie dotyczy, co mi sprawia pzyjemność itd. - co nie musi zresztą oznaczać zamykania się na resztę świata i innych ludzi.

repertuar:
Zapewne miałeś plany, oczekiwania, dążenia i umiałeś je zrealizować. Teraz czerpiesz z tego korzyści. Ja nie mam celu, nie widzę sensu i nie mam potencjału, który umiałbym wykorzystać. Może to zwykłe lenistwo, może to dziecinne, ale po prostu nie chcę "pracować" - konieczność robienia tego uznaję za nieznośny przymus, co jeszcze dodatkowo mnie zniechęca.

aniaposz:
No właśnie - ta przeklęta konieczność posiadania pieniędzy i wszystko, co z niej wynika...
-
Gość: repertuar, *.vectranet.pl
2009/09/07 22:53:22
kiedy reprezentujesz takie stanowisko, mi nie pozostaje nic innego jak się zamknąć, ot dynamika mojego włączania się w dyskusje, do której mnie zachęcałeś zatrzymuje się poniższym akapitem..

owszem, masz rację miałem je w sobie, te rzeczy, które motywują.

One nie chodziły po ulicy, bym mógł je spotkać i sobie wziąć jako coś z zewnątrz mnie tak jak wszystko to o czym TY jako ALEXANDERSON marzysz, czego potrzebujesz, jak również to czego nie chcesz itd.

Szczęście i nieszczęście nie chodzi po ulicy

-
2009/09/09 11:30:06
Szczęście nie chodzi po ulicy - dlatego tak niewielu ludziom dane jest go zaznać...
-
Gość: , *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/09/09 13:23:41
Niewielu ludziom dane jest zaznać szczęścia nie dlatego, że nie chodzi ono po ulicy :) Nie obwiniajmy Szczęście o jego brak... Ono nie istnieje samo w sobie bez nas!
Powiedziałabym inaczej: niewielu ludzi potrafi czuć szczęście, napawać się nim i organizować je sobie. Myślę, że jest coś takiego jak zdolność lub niezdolność do zabiegania o szczęście i odczuwania szczęścia. Ludzie są szczęśliwi lub nie bez względu na tzw. bilans życiowy. Znam osoby, które pochowały mężów, żony, a nawet dzieci, które odczuły biedę na własnej skórze, gwałt lub wojnę, a na co dzień czują się szczęśliwe. Znam osoby, które mają pieniądze, rodziny, wycieczki, luksusy, szacunek społeczny, a opowiadają mi, że ciągle czują się nieszczęśliwe. A co najważniejsze, powody braku szczęścia, które podają, wydają się uzasadnione. Dlatego właśnie rozmowy z takimi osobami są trudne i złudzeniem jest myśl, że da się je do czegokolwiek tak po prostu przekonać. Jak patrzę z dystansu na dialogi Alexandersona z czytelnikami bloga, to właśnie mam wrażenie, że to jest nie kończąca się dyskusja, w której wciąż i wciąż pojawiają się osoby, którym wydaje się, że znajdą argument, żeby przekonać Alexandersona do zmiany sposobu myślenia. Kiedy Alexanderson czuje się naciskany, daje do zrozumienia i ciągle na nowo argumentuje. Kiedy ludzie przestają pisać, zauważa to i zwraca na to czytelnikom uwagę :)


Znam też osoby, które ciągle uczą się jak być szczęśliwym człowiekiem.

A co do pracy... jak patrzę na mojego ojca urzędnika, to w pełni zgadzam się z Alexandersonem. Kiedy spojrzę na siebie w pracy, w pełni nie zgadzam się z Alexandersonem :) Dlatego nie generalizowałabym.
-
Gość: repertuar, *.vectranet.pl
2009/09/10 00:00:36
masz wg mnie trafne spostrzeżenia.

Pisząc, iż szczęście nie chodzi po ulicy chciałem zwrócić uwagę na pewien dynamizm, za który Aleks nie bardzo chce wziąć odpowiedzialność, a mianowicie, że jeżeli warunkujemy poczucie szczęścia od czynników będącymi poza nami, to nigdy, nigdy nie będziemy szczęśliwi. Sam doświadczam pułapki pewnych przekonań na temat szczęścia...

zastanawiam się jak zrozumiałeś moje zdanie - szczęście i nieszczęście nie chodzi po ulicy?