~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
672. My shitty job - czyli "Kniha smíchu a zapomnění"...

  

Brakuje teraz czasu na cokolwiek. Wstaje się po szóstej, w drodze do pracy trzeba wstąpić do piekarni po precelka, po półgodzinnym szybkim marszu jest się o ósmej na miejscu. Po wszystkim wychodzi stamtąd o szesnastej, obiad je przed siedemnastą, siada do komputerowego kursu angielskiego, a tu już „Fakty” i kolacja, i myć się, i kłaść spać trzeba. Dojeżdżając przez dziewięć lat do Wrocławia można było przynajmniej poczytać coś sobie w pociągu… Nieustannie odliczam dni pozostałe do weekendu, a ten najbliższy będzie wyjątkowy…

  

Zdarza mi się wykonywać czyjeś polecenie, przeglądać coś, szukać, wypisywać, ale zazwyczaj nie wiem, co dokładnie robię. I wielce mnie to „zagubienie” bawi… Rysuję tabelki i wykresy, wysyłam faksy, wpinam kontrakty i zlecenia do segregatorów. Największym zaś plusem może okazać się dzwonienie z pytaniami i prośbami o potwierdzenie zamówień do dostawców – przestaję bać się telefonów, choć głos drży mi nadal…

  

Dziś jednak nudy zupełne. Przeglądam katalogi z etykietami, by zorientować się, cóż takiego my w ogóle produkujemy. My. Płyny i mleczka do czyszczenia szyb, mebli, podłóg, mycia naczyń, prania dywanów, koncentraty do płukania tkanin, odplamiacze, wybielacze, mydła w płynie, żele do WC i pod prysznic, płyny do chłodnic samochodowych… Ciekawsze nieco są nazwy kompozycji zapachowych, te wszystkie śmieszne „owocowe ogrody, konwaliowe bukiety, wiosenne kwiaty, letnie bryzy, alpejskie marzenia, oceany zmysłów, górskie orzeźwienia, zielone jabłuszka, błękitne laguny, lawendowe sny”… Taka poezja chemii gospodarczej…

  

We wtorek wieczorem wyciek chloru i niepokój w całym mieście. Tylekroć sprawdzany system alarmowy nie zdaje egzaminu. Wczoraj podkpiwamy z tego w pracy, a dziś – podczas naprawy – każą nam na wszelki wypadek wyciągnąć maski przeciwgazowe. To też jest przedmiotem żartów – cóż innego pozostaje. Żyjemy w cieniu bomby. Nie sposób wciąż o tym myśleć i nie sposób zapomnieć…

  

czwartek, 10 września 2009, alexanderson
Kundera_Milan,praca
Komentarze
Gość: Alinoe, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/09/11 16:37:13
Ja za to w pracy uwielbiam chwile, kiedy mogę się popisać jakąś wiedzą, choćby dlatego że mówię o tym, co robię na codzień, a mój rozmówca z racji przynależności do innego działu tego nie zna. Za to nie znoszę poszukiwania nowej wiedzy i podejmowania decyzji. Decyzja zawsze niesie ze sobą to ryzyko, że ktoś się spyta dlaczego tak, bo można było inaczej i byłoby lepiej pod takim czy innym względem. Rzadko się zdarza żeby faktycznie ktoś się pytał, ale sama możliwość takiego pytania budzi strach. Zresztą w prywatnym życiu tak samo boję się decyzji. Żyję tym, do czego się przyzwyczaiłem i potrafię siedzieć przez kilka lat na niewygodnym krześle, dopóki ktoś mnie nie uświadomi że ono jest niewygodne. Wtedy pojawia się presja obcej osoby i trzeba problem rozwiązać, czując ten żal że nie zrobiłem tego sam wcześniej, podczas gdy 99% ludzi w mojej sytuacji by to uczyniła.
-
2009/09/13 19:57:10
Też boję się samodzielnego decydowania, a docelowo w tej pracy będę musiał to robić...
-
2013/01/05 15:19:29
Tych środków do czyszczenia jest coraz więcej - i coraz więcej chemii towarzyszy naszej codzienności. Dlatego warto znaleźć jeden środek, który będziemy używać.