~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
679. Soledad...

   

                              „I znów zaczyna się

                              przeszłość”

                                                  [Tadeusz Różewicz].

  

Jest tak, jak pomiędzy siódmym a dwudziestym siódmym rokiem życia, gdy wychodziło się z domu jedynie do szkoły, liceum, na studia, a poza tym nic więcej, żadnych znajomych, spotkań, rozmów, żadnych wrażeń, doświadczeń, podróży, rozrywek i przygód. Choć teraz to i tak mały postęp, bo raz na kilka miesięcy przecież, przez godzinę, przez trzy czyjaś twarz, uśmiech czyjś, czyjeś słowa. I praca tymczasowa, nareszcie, jakaś, po rocznej przerwie równo. A poza tym każdy dzień taki sam jak poprzedni, w tym samym przeklętym miejscu, bez widoków na swoje marzenia. I jutro znowu to samo. I zawsze – samo… 

  

„Juan bał się samotności, nie potrafił z nią żyć. Nie chciał spędzić samotnie choćby jednej nocy. Był kaleką, wiedział o tym, nie mógł jednak nic na to poradzić. Doktor Vallejo, który zdiagnozował mu tę fobię i próbował bez-skutecznie go z niej wyleczyć, przekonywał, żeby się z nią pogodził – tak jak chromy musi się pogodzić z kuśtykaniem – by nie przywiązywał do niej wagi, w przeciwnym razie przemieni się w neurotyka. Istniały leki, które mogły ulżyć jego udręce, ale by go z niej nie uleczyły, co najwyżej wpędziłyby niepotrzebnie w uzależnienie. No więc Juan pogodził się i z tym – tak jak godził się na wszystko, bo wcześniej czy później zawsze poddawał się losowi – wiedząc, że nigdy nie zrozumie faktu, iż przeznaczeniem człowieka jest nauczyć się przebywać sam na sam ze sobą i czuć się dzięki temu wolnym. Jego życie było ciągiem ustępstw, chodzeniem w jarzmie; na dodatek płacił za to wygórowaną cenę, jaką jest nieumiejętność stawienia czoła samotności. Cóż jednak było robić?

           [Antonio Gómez Rufo, Żegnajcie, mężczyźni. Przeł. M. Płachta].

  

sobota, 26 września 2009, alexanderson
Gomez Rufo_Antonio,Różewicz_Tadeusz,kobiety,praca,samotność