~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
711. Loveless...

  

„Brod odkryła sześćset trzynaście rodzajów smutku, a każdy był jedyną w swoim rodzaju, odrębną emocją, nie bardziej podobną do któregokolwiek spośród pozostałych smutków niż do gniewu, ekstazy, poczucia winy czy bezsilności. Był zatem Smutek Lustrzany. Smutek Udomowionych Ptaków. Smutek Zasmuconego w Obecności Ojca lub Matki. Smutek Humoru. Smutek Miłości bez Ujścia.

Była jak tonący, który miota się, próbując chwycić się czegokolwiek, co mogłoby posłużyć za deskę ratunku. Jej życie było pospieszną, rozpaczliwą walką o uzasadnienie własnego życia (…) powolnym uświadamianiem sobie, że świat nie jest dla niej, a ona z jakiegoś niewiadomego powodu nigdy nie będzie jednocześnie szczęśliwa i uczciwa. Czuła się przepełniona, jakby nieustannie wytwarzała i gromadziła we własnym wnętrzu coraz to nowe zasoby miłości. Ale miłość ta nie znajdowała ujścia. Stół, amulet z kości słoniowej, tęcza, cebula, fryzura, mięczak, szabas, przemoc, naskórek, melodramat, rów, miód, serwetka pod kieliszek… Nic z tych rzeczy jej nie wzruszało. Podchodziła do swojego świata uczciwie, szukając czegoś, co zasługiwałoby na te bezmiary miłości, o których wiedziała, że je w sobie nosi, lecz wszystkiemu po kolei musiała oświadczać: Nie kocham cię. Korobrunatna sztacheto w płocie: Nie kocham cię. Wierszu zbyt długi: Nie kocham cię. Południowy posiłku w misce: Nie kocham cię. Fizyko, sama ideo fizyki, prawa fizyczne: Nie kocham was. Każde poszczególne zjawisko odczuwała tak, jakby było tylko sobą i niczym więcej. Każda rzecz była jedynie rzeczą, bez reszty ugrzęzłą we własnej rzeczości.

Gdybyśmy na chybił trafił otworzyli jej dziennik (który niewątpliwie prowadziła i prowadzała się z nim wszędzie – wcale nie z obawy, że go zgubi albo że ktoś go wyszpera i przeczyta, lecz z lęku, że pewnego dnia natknie się może na tę jedyną rzecz godną wreszcie opisu i zapamiętania, a wtedy okaże się, że nie ma na czym pisać), znaleźlibyśmy tam w ten czy inny sposób wyrażone uczucie: Nie jestem zakochana.

Musiała więc zadowolić się wyobrażeniem miłości – kochać własne ukochanie rzeczy, których istnienie było jej najzupełniej obojętne. Sama miłość stała się dla niej obiektem miłości. Brod kochała siebie zakochaną, kochała kochać kochanie, tak jak kochanie kocha kochać, i potrafiła dzięki temu pogodzić się ze światem, tak bardzo nie dorastającym do jej nadziei. To nie świat był wielkim, zbawiennym kłamstwem, lecz jej własna chęć uczynienia go pięknym i sprawiedliwym, jej zgoda na życie o krok od rzeczywistości, w świecie o krok odległym od tego, w którym najwidoczniej żyli wszyscy inni ludzie.

(…) Utrzymywała pod swoim oknem skrupulatną równowagę, nigdy nie dopuszczając mężczyzn za blisko, ale też nie pozwalając im zanadto się oddalić. Rozpaczliwie ich potrzebowała – nie tylko ze względu na drobne przysługi czy z uwagi na przedmioty, które mogli sprawić Jankielowi i jej (…), lecz i dlatego, że pomagali zatkać wyrwę w tamie, chroniącej ją przed dobrze znaną prawdą: przed świadomością, że nie kocha życia. Nie istniał żaden przekonujący powód, żeby żyć

     [Jonathan Safran Foer, Wszystko jest iluminacją. Przeł. M. Kłobukowski].

  

piątek, 04 grudnia 2009, alexanderson
Foer_Jonathan Safran,samotność