~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
721. "Now, Voyager"...

  

Wolne dni i godziny zajmują ostatnio wizyty u kolejnych lekarzy – czterech w przeciągu tylko ostatniego tygodnia. A to wstydliwe wyznania przed specja-listami, a to starania o samo jedynie skierowanie: dopiero przy trzecim podejściu się udaje. Dziś zaś nawet pojechać do Wrocławia trzeba było, żeby się zapisać na za miesiąc – osobiście, bo przez telefon nie ma możliwości

Od jutra na śniadanie po pięć tabletek plus w zapasie jedna, gdybym kiedyś wypróbować chciał swą gotowość do zaznania dłuższej przyjemności. Ćwierć tysiąca złotych na to wszystko poszło. Nie stać mnie na luksus chorowania…

  

Pociąg do Wrocławia opóźnia się o godzinę – widocznie mżawka przeszkodziła. Tanie Linie Kolejowe droższe o dziewięćdziesiąt procent od przewozów regionalnych przy tym samym czasie jazdy. Przekleństwa ludzi na dworcu, na próżno spieszących do pracy, bezradna pani przy kasie.

Ja z nosem przy oknie. Patrzę na nagie drzewa z plątaniną gałęzi nie do ogarnięcia. Naturalizm przechodzący w abstrakcję…

  

Pomysł, że w Empiku w Renomie – największym rzekomo na zachód od Warszawy – odnajdę w końcu tę książkę, okazał się proroczy. Kartkuję więc strona po stronie, oglądam zdjęcia, reprodukcje. Ładne, ciekawe, przydatne. Chciałbym chyba mieć, przestudiować to, o czym wciąż nie mam żadnej prawie wiedzy. Ale nie wolno takich rzeczy trzymać w domu. Musiałbym się najpierw wyprowadzić…

  

Kurtka chłopca, siedzącego za mną w pociągu, oprawki okularów i nos tego, który idzie przede mną, kilkakrotny przebłysk kogoś w mej pamięci. Jutro te straszne święta. Dyżur samotny mam w Wigilię w pracy. Tak jakby kiedykolwiek istniało coś innego niż samotność…

  

środa, 23 grudnia 2009, alexanderson
samotność,homo,Wrocław,książki