~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
736. Rękopisy (jednak) płoną - czyli "Nie czas na łzy"...

  

Z drzewa wiadomości dobrego i złego zrywam za każdym razem dwa jednocześnie owoce, w parze skrajności dopiero stanowiące pełnię. Zawsze ta ambiwalencja, zawsze uśmiech ze łzami, sukces zmącony porażką, szczęście z objawem niespełnienia, otwarcie na przyszłość ze skazą tego, co minione. A mimo to nieustannie zapominam, że za pierwszym zaraz przyjdzie to drugie, że nigdy, ani dnia jednego nie może być tak po prostu dobrze...

  

Zaczęło się zaś tradycyjnie, od nadziei. Po tygodniach rozmów, propozycji i namysłów, w dniach ostatnich stażu decyduję się pozostać w firmie – bez odpowiedzialności za produkcję i logistykę (co oferowano), w ramach obecnych prostych obowiązków, za 1500 zł brutto na umowę-zlecenie, tak bym odejść mógł w wybranym przez siebie momencie. Mniej więcej to wszystko tak, jak tego chciałem. Plan powstały w głowie czas już temu jakiś to wytrzymać tu 12 do 15 miesięcy, kupić laptopa i z piętnastoma, dwudziestoma tysiącami wyjechać w przyszłym roku, wiosną, latem do Warszawy. Gnieździć w wynajmowanych pokojach, patrzeć wieczorami w sufit pośród pustych ścian, bać i wstydzić obcych ludzi, szukać miesiącami jakiejkolwiek pracy, przeżywać mnóstwo rozczarowań, wyć z rozpaczy i samotności, męczyć swoim tamtejszym życiem i być tysiąc razy szczęśliwszym niż obecnie...

  

Bo ten dom... Wczoraj już ostatecznie wszystko, co dotąd miałem, utraciłem. Pod moją nieobecność przetrząśnięto cały pokój, kolejne szuflady, półki, pudełka, szafki z ubraniami; szukano nawet między pościelą w tapczanie. Wyrzucono setki kartek i notatek, notesiki pełne wierszy, przede wszystkim zaś mój gruby zeszyt z cytatami, wypisami, refleksjami – owoc wielu lat czytania i pisania, źródło niezbędne dla bloga. Jak mam to kontynuować? – jedyne, na czym mi zależało, w czym uparcie widziałem jakąś wartość. Dzieło, mimo wszystko, oryginalne. Nad ranem bezowocnie grzebałem pod blokiem w śmietniku...

Odtąd limitowany dostęp do komputera, odcięcie od telefonicznych rozmów przez Internet, nadzorowana być może konieczność skasowania wielu rzeczy, wypisania się z szeregu miejsc. Zamilknięcia nawet, wycofania. Trzeba się w sobie zebrać, przetrzymać ten czas, zatkać uszy – na wyzwiska, na mieszanie z błotem... Wiem, że będę jeszcze setki razy płakał, dlatego nie wolno mi teraz. Nie wolno mi znów się załamać...

  

wtorek, 26 stycznia 2010, alexanderson
Tagi: praca rodzina
praca,rodzina
Komentarze
2010/01/26 23:54:36
to niewyobrażalne :(
ani jednego dnia dłużej z takimi ludźmi, choćby Ciebie spłodzili...
Ile w sobie zacietrzewienia, ile prymitywnej brutalności...
jaka naiwność, że można w ten sposób kogoś zmienić:
zniszczyć rękopisy i wykasować Poecie mózg??? Przerażające...
-
2010/01/27 09:12:28
nie wolno
-
Gość: Mrówka, *.torun.mm.pl
2010/01/27 20:28:16
Strasznie mi przykro. Wiem, że żadne słowa tu nie pomogą, ale mam nadzieję, że Ci się uda, że to wytrzymasz, aby kiedyś rozwinąć skrzydła i być sobą, tylko sobą, z daleka od nich.
-
2010/01/27 22:17:33
dziękuję za dostęp:) Pozdrawiam:)
-
Gość: , *.internetdsl.tpnet.pl
2010/01/28 10:30:36
Po prostu okropne :( :( Uciekaj stamtąd czym prędzej :(
-
Gość: M, *.adsl.inetia.pl
2010/01/29 09:13:11
Na tamto nic nie poradzisz. Ale prawdopodobnie w głowie masz więcej niż Ci się wydaje. A z komputera po co coś kasować, po co się wypisywać? Kupić sobie pendrive, na nim swoje rzeczy, na nim własna, tylko dla siebie przeglądarka internetowa w wersji portable, edytor tekstu i różne takie. I nosić go w kieszeni. A wszystko na wypadek znalezienia przez kogoś - zaszyfrowane. A ważne rzeczy trzymać jeszcze dodatkowo na jakimś dostępnym tylko dla Ciebie internetowym dysku.
-
2010/01/29 11:16:56
To co najważniejsze jest tylko Twoje, jest w Tobie, jest Tobą...
Dziękuję, że nadal mogę tu przebywać :-)
-
2010/01/29 14:23:41
Straszne, dla mnie - niepojęte. Zemsta na zimno, pozbawiona realnych korzyści. Przeprowadzona tylko po to, żeby uderzyć w najczulszy punkt, żeby zabolało, żeby zatriumfować. Nad własnym dzieckiem. Trzymaj się. I wytrzymaj.
-
2010/01/30 19:07:50
strasznie jest mi przykro. mam nadzieję, że się nie poddasz, że nie znikniesz. trzymaj się!
-
Gość: Mrówka, *.torun.mm.pl
2010/01/31 01:05:33
A Ty mimo wszystko zawsze będziesz Sobą:)
Zaliczasz się do Piotrusiów Panów:)
-
Gość: Mrówka, *.torun.mm.pl
2010/01/31 01:09:22
A swoją drogą właśnie skończyłem "Mistrza i Małgorzatę" - zupełnie inaczej odbieram to po latach, gdy sam sięgam, i nikt nie zmusza:) rękopisy płoną, ale jest również cudowne ocalenie - pamięć :)
-
2010/02/13 20:10:17
Trzymam kciuki, żeby powiódł się Twój plan ewakuacji. Nie mieści mi się w głowie, nie mogę uwierzyć, że można komuś robić coś takiego...
-
Gość: taki.jeden.ludź, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/12/14 03:15:30
cholera - szok!! :-/
nie będę w tym miejscu rozwijać tematu, ale chcę Ci powiedzieć, że coś w tym stylu poznałem na własnej skórze... dla mnie to jest patologia - wiem też jakie spustoszenie może powstać w człowieku, który przez osobę tego rodzaju został wychowany i żył długo pod jednym dachem... i wiem jak trudno się z takiego g*wna wydostać o własnych siłach... :(
przykro mi kiedy to czytam i współczuję Ci - całkiem podobnie jak sobie samemu...