~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
741. "City of Joy" - czyli: Co mnie nie zabije...

  

Zaskakuje mnie ten tydzień, niemożliwie. No bo jak po takim wstrząsie, takich stratach, usłyszawszy tyle złego, znowu życie na rok przyszły odłożywszy, z trudem wstając świtem, pod wiatr zimny idąc, nudząc się i męcząc w dusznym i rozgrzanym biurze – można humor taki dobry mieć, na twarzy uśmiech, ciągle żarty, dwuznaczne aluzje dziewczynom serwować? Od początku niby tak, lecz teraz jakby bardziej... Cudem jakimś i nie wiedzieć kiedy, nie starając się przesadnie, nie udając, żeby ukryć coś innego i nie zamierzając nawet – cieszę się chyba sympatią jako – sam nie wierzę – flirciarz!…

  

„Nie odczuwał w sobie żadnej życzliwości, co więcej, miał wrażenie, że jest przeciętnym aktorem: jak też wszyscy mogli się na to nabrać?”

  [Michel Houellebecq, Cząstki elementarne. Przeł. A. Daniłowicz-Grudzińska].

  

I dopiero w domu, na weekend inaczej. Tu uważać trzeba, mieć się na baczności. W lekturze zatopić, pod kocykiem schować, pisać szybko i nie na widoku, odpowiadać grzecznie… Jedno jednak teraz zrozumiałem – już się nie da mnie bardziej skrzywdzić, bardziej rozgniewać. Będzie jeszcze smutno, biednie i nerwowo. Ale chyba nie powinno gorzej…

   

                    „Teraz gdzieś w głębi swej rozpaczy on się uczy

                    Epistemologii straty, jak sobie radzić

                    Z tą wiedzą, którą kiedyś zdobędzie każdy,

                    A większość wiele razy, jak sobie radzić”

                                                  [John Berryman. Przeł. P. Sommer].

      

niedziela, 07 lutego 2010, alexanderson
praca,Berryman_John,rodzina,Houellebecq_Michel
Komentarze
2010/02/08 21:40:41
nareszcie cos pozytywnego! bo liczą się nawet te najmniejsze dobre chwile. a przy okazji - dobre ćwiczenie 'uspołeczniające' ;-) tak trzymać! pozdrawiam