~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
777. "Patrioci zawodowi"...

  

„Jeszcze się nie rozwiały dymy nad miejscem katastrofy smoleńskiej, a już – bez żadnej zachęty ze strony polityków, którzy zamarli w rozpaczy i przerażeniu, że styl ich poprzednich kłótni skompromitował się i stracił jakikolwiek sens – rozpoczął się taniec Prawdziwych Polaków. Głuchych choćby na słowa, które padały ze wszystkich formacji politycznych, że może wreszcie zaczniemy się szanować wzajemnie, że przestaniemy atakować ad personam, że swoje odmienności ideologiczne i polityczne będziemy wyrażać językiem argumentów, a nie nienawiści.

PP, mimo że mottem narodowej żałoby stało się wezwanie, by się wypłakać, by politykę na razie odsunąć na bok, godnie i sprawnie zająć się pochówkiem i wyjaśnianiem przyczyn katastrofy, natychmiast rozpoczęli wielką ofensywę patriotyczną, która stawała się wprost polityczna. I to w stylu, którym politycy – jak zapewniali – zaczęli się brzydzić i wstydzić. PP rozpoczęli kampanię wyborczą, której przesłanie zostało określone jasno i wyraźnie: prawdziwie niepodległościowa, wybitna prezydentura została doceniona przez wdzięczny naród, który na ulicach całej Polski dał tego świadectwo i wyraził swoje przekonanie, że tylko w ten sposób można realizować interesy wspólnoty. I postawił do kąta, poza margines, wszystkich, którzy myśleli i działali inaczej – oni nie byli Prawdziwymi Polakami.

Prawdziwie Prawdziwi Polacy napędzali się nawzajem, licytowali na zgrabniejsze określenia i cytaty. Puszczały wszystkie hamulce bezpieczeństwa. (…) Poeta z Milanówka pisze wiersz w stylu częstochowskim po to, by trafić pod strzechy, a w nim między innymi: »Dwie Polski – ta, o której wiedzieli prorocy / I ta, którą w objęcia bierze car północy / Dwie Polski – jedna chce się podobać na świecie / I ta druga – ta, którą wiozą na lawecie«. (…) Spadły maski, ujawniły się realne fronty, które przez ostatnie lata były zamazywane plastikową polityką, rozwadnianiem interesów Polski, by nie powiedzieć, ich zdradą. I to pod hasłem obiektywizmu, nowoczesności i nowego typu niezależności. Zostało proste My i Wy.

My – tradycyjni, choć nowocześni, patrioci w nowym stylu, z gadżetami, laptopami, jak najbardziej na czasie, ale na moment niezapominający o Katyniu, Powstaniu Warszawskim, o szacunku dla wielkiej historii narodu, uszanowaniu rodziny, o naturalnym, moralnym porządku rzeczy, z korzeniami z dziada, pradziada, orłem w koronie. Niegardzący rozmodlonym narodem i »prostymi Polakami«. Rozumiejący bezpieczeństwo jako twardość, silną armię i słuszne rury z gazem. Patrzący z rozbawieniem, łamanym przez irytację, na tak zwane lewactwo: ekologizm, feminizm, gejów, obyczajowe nowinki ze świata cywilizacji śmierci. Na pseudoniepodległość, PRL bis na kolanach, kraj bez honoru i przyszłości, na naiwną wiarę we wspólną Europę, która nie przyjechała nawet na pogrzeb wawelski.

I Wy, Kosmo-Polacy bez ideowego adresu, pseudonowocześni bez zaczepienia i drogowskazów, zatraceni w schlebianiu zachodnim trendom, zakłopotani i zażenowani przy wielkich, narodowych wzruszeniach, kiedy jednostka staje się niczym, a wspólnota wszystkim, ci, którym łzy żalu natychmiast obeschły po pojawieniu się kwestii Wawelu. Niedostrzegający mądrych twarzy ludu, który przechodził przed trumnami pary prezydenckiej. Wstydzący się podniosłych chwil, czekający na koniec żałoby, żeby odetchnąć świeżym sondażowym powietrzem i uspokoić się, że wszystko po staremu, że na szczęście nic się nie zmieniło, a ludzie po powrocie z Krakowskiego Przedmieścia wciąż pozostali przy swoich politycznych sympatiach. Wy – konsumpcyjni postępowcy, obywatele Europy, bez tożsamości, źródeł; nieszukający wielkości i prawdy, nierozumiejący narodowego uniesienia, romantyzmu wielkich chwil.

Bo to romantyzm jest cechą historyczną Polaków, a wielcy patrioci powinni spoczywać w kryptach wawelskich obok Kościuszki, Mickiewicza i Słowackiego, którzy rozrywali skorupy podłości i zdrady i uwalniali lawę ludowego patriotyzmu oraz prawdziwą wolę walki o niepodległość.

Taki podział, ustawiany przez Prawdziwych Polaków, jest użyteczny politycznie i nie pierwszy raz przywoływany. Już dawniej pojawiło się określenie »środowiska, ugrupowania niepodległościowe«, bezmyślnie powtarzane przez dziennikarzy jak nazwa własna konkretnych partii. Logicznie rzecz ujmując, pozostałe formacje nie pragną niepodległości, a nawet – w domyśle – są jej przeciwne. (…)

Pojawia się, wzmacniane życzliwą publicystyką, przekonanie, że prawda katyńska dopiero teraz jest odkrywana i to za sprawą konkretnych osób z jednej politycznej opcji, że Powstanie Warszawskie było zapomniane, dopóki nie powstało w stolicy muzeum, że zbrojne podziemie antykomunistyczne mogło być docenione dopiero za rządów PiS. Historia, choć nie dokonano w niej żadnych nowych przełomowych odkryć, stała się znakiem jednej partii. Prawdziwi Polacy objęli nad nią pieczę i walczą o wyłączność. Polityka historyczna, pojęcie bardzo dyskusyjne, przez wielu uważana za ideę szkodliwą, została podniesiona do rangi oczywistości, domeny patriotów.

Taki patriotyzm nie jest definiowany jako postawa, ale jako misja. (...) To jest tak, jak z religijnością, która może być prywatna, jednostkowa, krytyczna, ale też publiczna, ostentacyjnie wspólnotowa, oczekująca nawróceń i ekspiacji. Prawdziwi Polacy też w istocie oczekują nawróceń na ich rodzaj wspólnotowego patriotyzmu, z powiewającymi flagami i zbiorowym wzruszeniem. Patriotyzm niewyrażony odpowiednio mocno, tłumnie, publicznie, nie jest dla nich patriotyzmem prawdziwym, rzeczywistym. Znika krytycyzm, refleksja, indywidualne przeżycie – pojawia się demonstracja, rodzaj narodowej modlitwy. Inni w takiej optyce stają się niepewni, malkontenccy, nie dość entuzjastyczni, rejterujący w pewnym momencie, kiedy trzeba się wykazać wyższym wtajemniczeniem, jak w przypadku koncepcji pochówku pary prezydenckiej na Wawelu. (…)

Misyjność PP milcząco zakłada, że nikt nie jest bardziej wierzący od misjonarza, dlatego łatwo napotkać zarzuty w rodzaju: masz niepolskie poglądy, nie myślisz jak Polak. Wystarczy nie podzielać tego martyrologicznego mesjanizmu, symboliki zdarzeń, magii liczb (od uzyskania niepodległości w 1918 r. do 17 września 1939 r. minęło dokładnie tyle dni, ile od 4 czerwca 1989 r. do 10 kwietnia 2010 r. – jak już wyliczyli internauci). (...)

To zawłaszczenie patriotyzmu i polskości przez część prawicy i nadanie tym pojęciom specyficznego, jednostronnego formatu odbyło się właściwie bez oporu innych politycznych środowisk. Jakby godziły się one z tym, że to tamci są patriotyczni, niepodległościowi, narodowi, katoliccy i superpolscy, a oni może jakoś mniej. Doszło do tego, że najgłębiej w istocie patriotyczne wysiłki zmierzające do zapisania Polski do Unii Europejskiej zostały przez Prawdziwych Polaków odczytane jako zakusy na suwerenność. Próba odbudowania relacji z Niemcami czy Rosją, kluczowych dla bezpieczeństwa państwa, zawsze im pachną potencjalną zdradą. Kwestionowanie pewnych momentów w historii Polski, odsłanianie ich jak na przykład Jedwabnego, to w najlepszym razie nielojalność i chodzenie na pasku przesiąkniętych antypolonizmem »określonych środowisk«.

Patriotyzm Prawdziwych Polaków jest nieprzemakalny na argumenty, na dorosły dyskurs. To uczucie świadomie infantylizowane, obudowane aksjomatami, gdzie prostota pojęciowa jest uznawana za plus, a wszelkie komplikowanie to domena kosmopolitycznych, oderwanych od narodu elit. Widać w tym ponadto specyficzne zafascynowanie tłumem, masami, które muszą mieć rację, zdrową intuicję moralną, muszą przechowywać wartości, mimo iż wiadomo, że w wielu przypadkach w przeszłości masy racji nie miały i intuicji nie wykazywały. Do tego dochodzi nieustannie obecna w tej koncepcji ojczyzny religijność, całkowita niemal sakralizacja sfery patriotyzmu, gdzie flaga narodowa staje się znakiem tego samego rodzaju co krzyż, a pieśni patriotyczne nie różnią się od utworów religijnych.

Pole zostało oddane Prawdziwym Polakom także dlatego, że samo utworzenie III RP nie weszło do panteonu patriotycznych dokonań. Ciągłe kwestionowanie pokojowej przemiany ustrojowej, Okrągłego Stołu, legitymacji rządu Mazowieckiego sprawiło, że bardziej patriotyczna jawi się według radykalnej prawicy niezgoda na PRL bis, na państwo, które zrodziło się bez odpowiedniej daniny krwi, bez szubienic, jak to obrazowo opisywał Jarosław Marek Rymkiewicz z Milanówka. To wciąż ten sam schemat: to, co powstaje bez odpowiedniego wyposażenia symbolicznego, bez narodowej, powstańczej scenografii, jest od początku skażone, teatr się nie dokonuje, nie ma wdów w czerni, wywózek na Sybir, rozstrzelanych na Cytadeli. Czyli – jest w istocie nieważne, rytuał nie został spełniony. (…)

To odwrócenie sensów trwa do dziś. Odebranie monopolu Prawdziwym Polakom na symbole i całą retorykę wartości i państwowej moralności jest teraz trudne. Prawdziwi Polacy byli przy władzy w ciągu ostatnich dwudziestu lat tylko dwa razy: pół roku za Jana Olszewskiego i przez dwa lata za czasów PiS. Cały pozostały okres mieli na budowanie własnych legend, szukanie zdrad i patriotycznych braków u przeciwników.

Współczesność zawsze jest gorsza wobec przeszłości, miałka i powierzchowna, a PP są umocowani w tamtej zmitologizowanej przestrzeni, odporni na bieżące krytyki. Wydaje się, jakby siła odrzucenia komunistycznej PRL nie znalazła emocjonalnego ukojenia w III RP, to było za mało. Ale przy takim podejściu zawsze będzie za mało, bo normalność w ogóle jest mała, banalna. Prawdziwi Polacy nigdy nie będą zaspokojeni i tym brakiem zaspokojenia będą zawracać głowę innym”

     [M. Janicki, W. Władyka, Prawdziwi Polacy, „POLITYKA” 2010, nr 18].

  

niedziela, 02 maja 2010, alexanderson