~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
785. Après moi le déluge...

  

Dopiero koniec tygodnia przynosi dwa krótkie, słoneczne popołudnia. Śladu nie widać na chodnikach po ciągnących się całymi dniami ulewach, po tej dudniącej nawałnicy, która nie dawała mi spać jeszcze dziś nad ranem. Gdy wracam z pracy, radośnie śpiewają mi ptaki; uśmiecham się przewrotnie, kiedy dwie nastolatki mówią „Ą, Ę” na widok mojej marynarki z pagonami i fantazyjnie zawiązanej na szyi długiej chustki. Na ulicach od wczoraj przystają grupki dyskutujących ludzi, gdzieś w dali słychać syreny przejeżdżających pojazdów, z megafonów odczytywany jest apel do mieszkańców o pomoc przy usypywaniu wałów…

   

                         „Newa groziła przyborem fali

                         I miasto żyło w obawie powodzi”

                                   [Anna Achmatowa. Przeł. L. Podhorski-Okołów].

  

W myśli, że jakiś kataklizm lub też eksplozja w fabryce mogłyby teoretycznie zmieść tę przeklętą dziurę z powierzchni ziemi, jest tyleż grozy, co dziwnej złośliwej satysfakcji…

  

piątek, 21 maja 2010, alexanderson
Achmatowa_Anna