~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
823. Lübeck…

  

Nie tracimy ani chwili, a więc kolejna wycieczka. Znów gorąco, nareszcie zatem krótkie, dżinsowe spodenki, białe buty i różowa koszulka. W Rendsburgu pociąg wspina się po spirali na imponujący (najdłuższy kolejowy w Europie) most nad Kanałem Kilońskim – podziwiam widoki z wysokości 41 metrów. Robią wrażenie, podobnie jak sama konstrukcja tego wąskiego cudu techniki z 1913 roku…

Dla urozmaicenia – w kontekście kolejnej, planowanej na poniedziałek wyprawy – wybieramy drogę z przesiadkami w Neumünster i Bad Oldesloe. Tam drzwi się otwierają i w przejściu między wagonami ukazuje oparty o swój rower młodziutki Adonis, Hiacynt, Antinous, Eros i Apollo w jednym. Nie chcę szukać miejsc siedzących – Ania widziała moją reakcję, ten jęk zachwytu, zatem wracamy do Niego. Ustawiam się naprzeciw, patrzę i nie mogę nasycić – cud stworzenia, najpiękniejszy chłopiec w moim życiu! Nagle nasze oczy się stykają, zatrzymują się na sobie ciut za długo, potem w bok nieśmiało uciekają, wreszcie zaś na nowo odnajdują, uśmiechają. Okrutny los kazał mu wysiąść przed Lubeką – żegnaj, kolejny ukochany, do nie-widzenia!...

  

      

  

Przez Holstentor wkraczamy na wyspę, do Miasta Siedmiu Wież, Królowej Hanzy, światowej stolicy marcepanu – to jest jak baśń, marzenie, sceneria z ceglanych pierników…

  

      

  

      

  

      

  

Architektura kościołów rzuca niemalże na kolana, zwłaszcza zaś Marienkirche, symbol potęgi miasta. 38,5-metrowe, najwyższe na świecie ceglane sklepienie, zdaje się firmamentem nieba. Wzrok ogarnąć próbuje ową świetlistą strzelistość, nierzeczywiste piękno wymyka się ludzkiemu rozumieniu…

 

      

  

                  

  

      

  

Pobliski Rathaus okazuje się być równie słodki, jak asortyment firmy Niederegger – w cukierni przy Breite Straße bogactwo form marcepanowych przyprawia o zawrót głowy. Przywiozę stamtąd mały prezent rodzicom i koleżankom z pracy…

  

      

  

      

  

Idziemy dalej – z zewnątrz muzeum Mannów w Buddenbrookhaus, wnętrza Jakobikirche, zdobne lektorium w Heiligen-Geist-Hospital, Brama Zamkowa (Burgtor), unikatowe piętrowe prezbiterium w Katharinenkirche, gdzie mnie zachwyca odlew ekspresyjnego Świętego Jerzego Bernta Notke…

  

      

  

Urocze boczne uliczki, szczyty kamienic, ogrody ukryte w podwórkach. Aegidienkirche, przedsionek rajski, ciąg bogatych kaplic, lektorium z zegarem i 17-metrowy krzyż triumfalny w katedrze (Dom), wreszcie na An der Trave wyborny obiad przy ulicy. Monitowany o rachunek kelner się nie spieszy… 

  

      

  

      

  

Kończymy panoramą miasta z wieży Petrikirche – cudowność wszystkiego, co w Lubece zobaczyłem, przerosła najśmielsze oczekiwania… Zmęczenie upałem, poczucie spełnienia, nasycenia, wrażeń niezapomnianych…

  

      

  

      

  

      

  

sobota, 07 sierpnia 2010, alexanderson
homo,kobiety,fotografie