~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
853. Wiek męski, wiek klęski...

  

Czytasz takich od lat i widzisz, jak dostają listy, seks-oferty, matrymonialne propozycje; jak chodzą na randki albo przypadkiem spotykają kogoś na nartach i spędzają upojną noc przy kominku i Chopinie. Wreszcie udaje im się trafić na Niego – wybucha romans, rodzi się uczucie, miłość aż krzyczy pod niebiosa. Niekiedy czar pryska już po kilku dniach, na ogół po miesiącach wspólnego mieszkania albo regularnych, wzajemnych wizytach przy związku na odległość. Potem jest rozpacz, ból i łzy, czasem od razu nowe, kolejne randki – tak dla zapomnienia, lub by nie tracić okazji. I w zadziwiający dla Ciebie sposób stosunkowo szybko znowu pojawia się Ktoś, zaczyna się wszystko od nowa – i za każdym razem, przynajmniej w tych znanych Ci, podglądanych wirtualnie przypadkach, to jest prawdziwe! Zakochanie, współbycie, seks, coś, co zostaje w pamięci…

A Ty wchodzisz w czwarty rok swoich bezowocnych poszukiwań, z listami bez odpowiedzi, z profilami, których nikt tygodniami nie odwiedza, bez komentarzy jakichkolwiek czy zaproszeń. Wydaje Ci się, że coraz bardziej się boisz, coraz mniej możesz zaoferować. Nieważne, co o sobie napiszesz, jakie zdjęcia umieścisz – na ogół nikt nawet nie zajrzy, by ocenić (nie przejmuj się więc szczupłością czy okularami, i nie dręcz fizyczną niemocą). Tym bardziej nie zrazi go Twój blogowy ekshibicjonizm, bo i tak tu na niego nie trafi. Nie masz więc wpływu żadnego. Jakby Twoje imię (o jakże skromnym dotychczas rozgłosie) już samo w sobie odstraszało, było piętnem, skazywało Cię na innych obojętność. Wiesz co prawda, że teraz i tak nie miałbyś gdzie i jak, ale chciałbyś przynajmniej czuć, że to możliwe. Przecież podobno nigdy nie było tak łatwo – nie dziwi, że nikt Ci nie wierzy…

Dziesiątki tysięcy gejów w sieci, kilkaset tysięcy w kraju – i z żadnym się nawet nie mijasz. Nie masz najmniejszych podstaw, by w siebie uwierzyć…

Czego się boisz – to że wreszcie kiedyś – byle kto – okaże łaskę. A Ty rzucisz się na niego zrozpaczony, robiąc te same błędy co za pierwszym i jedynym razem, tak samo jak wtedy to pieprząc

  

Niczego i nikomu tak nie zazdrościsz, jak owym nieznającym świata bez Internetu nastolatkom, bawiącym się wieczorami po klubach i zaliczającym beztrosko wszystko, co się rusza i ładnie wygląda. Oni dopiero są wolni…

  

„(…) żył w świecie melodramatycznym złożonym z superlasek i z ciepłych kluch, z ekstrafacetów i starych capów”. 

  [Michel Houellebecq, Cząstki elementarne. Przeł. A. Daniłowicz-Grudzińska].

  

wtorek, 12 października 2010, alexanderson
Houellebecq_Michel,samotność,homo
Komentarze
2010/10/14 12:39:33
Ta beznadziejna pogoń za miłością, namiętnością w Twojej twarzy, w Twoim sposobie bycia dająca się rozpoznać, bardzo, bardzo odstrasza potencjalnych adorujących... Ciało zapamiętuje emocje, które generują myśli, tę desperację masz w każdym swoim ruchu, w milczeniu, mówieniu, staniu, nie-staniu. Jeśli dodać do tego alienację, poczucie obcości, niedopasowania, bycia "gorszym" i bycia "lepszym" jednocześnie ( paradoksy życia psychicznego), egocentryzm i zawiedzione nadzieje i zazdrość, to tylko na cud możesz liczyć. A teraz dobra wiadomość - cuda cudownie się zdarzają. Cudowne przypadki...
-
2010/10/14 20:24:14
Przerażająco trafna diagnoza. Naprawdę szczerze dziękuję... :-)
Czy jest jednak możliwe, że cud się komuś zdarza - po raz drugi w życiu? W to właśnie za nic nie mogę uwierzyć...
-
2010/10/15 11:06:29
Tak! Po raz drugi i trzeci nawet :) Potrzebny jest "tylko" rodzaj emocjonalnej gotowości, pewnego rodzaju otwarcia, ale nie odstraszającego wyczekiwania. Taka postawa cudowne przypadki przyciąga. Coś o tym wiem...