~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
855. Greet...

  

Widziałem go już z daleka, jak stoi na krawędzi chodnika (zdążyłem nawet ocenić jego tani, sportowy ubiór i zadać sobie pytanie: kto też się dzisiaj tak nosi?), ale dopiero minąwszy go, zawołany po imieniu, poznałem – odwracając się niezbyt ochoczo na pięcie – chłopaka z podwórka, z sąsiedniego bloku: najwcześniejszego z kolegów, przez lata sąsiada w szkolnej ławce. Jakiś rodzaj lęku i fascynacji zawsze mi w stosunku wobec niego towarzyszył – to on mi o zmroku wciskał śnieg w twarz swego czasu. Pyta, czym się teraz zajmuję i kilkakrotnie dziwi, że pracuję w fabryce – ja, co miałem zajść najdalej ze wszystkich. Jeszcze większy szok przeżywam ja, dostrzegając jego zaniedbaną cerę, zmarszczki, niechlujny zarost, te zmęczone oczy, ewidentną starość mego rówieśnika. Najwidoczniej wychowawca więzienny musi dostosowywać się fizycznie do swoich podopiecznych. A był to kiedyś ładny, smagły chłopiec z czarnymi lśniącymi włosami. Dziś on wygląda na czterdzieści – poczułem się przy nim na dwadzieścia… Podajemy sobie dłoń na pożegnanie, by przez kolejne lata pewnie nie zobaczyć. Mógłbym ze swego pokoju trafić piłeczką w jego szybę…

  

poniedziałek, 18 października 2010, alexanderson
Tagi: dzieciństwo
dzieciństwo