~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
860. Nekropolis...

  

Cmentarze, nadzwyczaj przytulne miejsca – dopóki nie natrafi się na kogoś z żywych...

Ten ciągnący w jedną stronę tłum, plastikowe pokrywki obrzydliwych zniczy, pseudorozmowy rodzinne przy dobiegającej z głośników mszy świętej, handel kwitnący przy każdej bramie, krążący po alejach ministrancik z tacą – zabawne to wszystko, na swój sposób… W kolejnym rzędzie namiętnie całuje się jakaś para, mijam chłopaka, którego profil znam z branżowego portalu, a twarz pamiętam z peronów (jedyny w tym mieście, o którym wiem, że jest gejem – nieciekawy, rzecz jasna, to byłby już nadmiar szczęścia); z pola podnosi się krzycząca, kołująca chmura gawronów...

Nawet przyjemny spacer, gdy się nie płacze po nikim – przynajmniej nie po umarłych…

  

poniedziałek, 01 listopada 2010, alexanderson
homo,samotność