~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
877. La vida es sueño...

  

Wracają – zdaje się, że po latach przerwy – obficie, męczą i zastanawiają, uciekają gdzieś po przebudzeniu… Inni śnią obrazami: jakieś fabuły, przygody  – ja zaś pamiętam jedynie, że były tam słowa – teksty, których nie mogłem przeczytać, nigdy nie zasłyszane dialogi; słyszy się, widzi tam frazy, jakieś skomplikowane pojęcia. Słowa i zdania, litery – słów mnóstwo, których bym sam nie wymyślił…

Jestem elokwentny i odważny w momencie, kiedy bywam nieprzytomny…

  

„Bo czy żył naprawdę podczas tych ciemnych, smętnych godzin, które spędzał w biurze, omawiając bilanse, polisy, ubezpieczenia, wyroki, inwestycje? Jedyny zakątek prawdziwego życia zapewniała mu noc, kiedy zasypiał, a świadomość otwierała wrota snów, podobnie chyba jak Zygmuntowi zamkniętemu w kamiennej samotnej wieży, zagubionemu w lesie. Tamten też przekonał się, że prawdziwe życie, życie bogate, wspaniałe, powolne jego kaprysom, to życie pełne kłamstw rodzących się w ukryciu myśli i pragnień – we śnie i na jawie – kłamstw pozwalających mu wyrwać się z celi i dusznej monotonii więzienia”

         [Mario Vargas Llosa, Zeszyty don Rigoberta. Przeł. F. Łobodziński].

  

piątek, 10 grudnia 2010, alexanderson
Vargas Llosa_Mario,samotność