~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
879. Ein Wintermärchen...

  

Światło gaśnie, a ciśnienie wody wciąż za słabe, gaz się, kiedy mycia pora, nie chce palić – potrujemy się pewnego dnia przez tę pogodę. Ale za to pod kołderką zimną, śliską – tak rozkosznie. Sny bajkowe, słodkie wylegiwanie… Przez noc sypać mocno chyba musiało, bo w efekcie świat nad ranem zmienił pościel – otulająca go biała pierzynka znowu była świeża, puszysta, czyściutka. Tylko w lasku przecinają ją strumyki śladów – tu kopytka jakieś, ówdzie łapki czyjeś drobne z pazurkami. Ojciec mnie ostatnio przywozi do domu – z okna samochodu można niemal dotknąć saren stojących przy drodze. Drzewa oblepione grubym lukrem, korony ich z waty cukrowej…

Nie chce się już nic, ulega świadomemu zmarnowaniu każda chwila. Wszystko odkładane jest na później, pogrążone w apatycznym może kiedyś

  

„Drogo jeszcze silniej odczuł znany mu niepokój i na próżno usiłował go przepędzić, myśląc o swym młodym wieku i o wielu latach życia, jakie go czekają. Czas – w sposób niewytłumaczalny – zaczął biec coraz szybciej, pochłaniając dni jedne po drugich. Wystarczało rozejrzeć się wokół i już zapadała noc, słońce kryło się za widnokręgiem i wstawało z drugiej strony, aby ukazać oczom świat pełen śniegu”

                     [Dino Buzzati, Pustynia Tatarów. Przeł. A. Pałłasz].

  

środa, 15 grudnia 2010, alexanderson
Tagi: Buzzati_Dino
Buzzati_Dino