~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
883. Childishness...

  

„[Magda:] Nie znoszę życzeń, dotykania, całowania. Tego momentu, który jest zarządzony, że mamy się wszyscy ze sobą godzić. Zwłaszcza z rodzicami to jest udręka. Bo mama znowu próbuje mnie zasypać tymi gestami, tymi słowami, które brzmią fałszywie, bo zawsze były zamiast tego, co dla mnie ważne. Strasznie jestem wyczulona na taką hipokryzję.

Matka rzuca się więc na mnie, całuje, mówi, że jestem dzielna (…). A ten jej głos ma jakąś taką wibrację, że normalnie nie mogę. Stoję jak wrośnięta. A potem, jak ona już skończy swoje, to mówię tylko: dziękuję, wszystkiego najlepszego.

Staram się, żeby to nie było demonstracyjne, bo to nie ma być demonstracyjne, ale niestety na więcej mnie nie stać.

(…)

[Andrzej:] Wszystko (…) stało się bardzo powierzchowne, a życzenia przybrały formę: ty wiesz, czego ja ci życzę, synu. Co zresztą też mnie denerwuje, bo w tym jest takie fałszywe przekonanie, że ja wiem, o co im chodzi, że między nami jest jakaś wspólnota. A ja chcę jednego: dowieść, że jestem inny niż oni.

– Ale ty przecież wiesz, czego oni ci życzą?

– Wiem, ale to olewam. To znaczy chcę olewać. Niech nie myślą, że mają nade mną władzę.

– A nie miałeś pomysłu, żeby być z nimi szczerym?

– W czasie Wigilii?

– Tak.

– Nie, bo najgorsze nieszczęście, jakie się może wydarzyć w Wigilię, to szczerość. A ja w gruncie rzeczy kocham swoich rodziców i nie chcę im psuć świąt.

(…)

[dr hab. Bartłomiej Dobroczyński:] Naturalny powód świąt Bożego Narodzenia został utracony. Nie ma już potrzeby wspólnego bycia wobec czegoś, co nas otacza, jest niezrozumiałe, wielkie, groźne.

Religia już nie działa, więc nie ma też tego połączenia. »Religiare« znaczy przecież »wiązać«.

A do tego pogłębia się rodzinne zamieszanie, bo każdy ma inne wyobrażenie na temat siebie i innych, każdy jest z innego świata. (…)

Mamy więc tylko dwie możliwości.

Pierwsza, że święta będą coraz bardziej przypominać kamień wypalony od środka. Będziemy się spotykali, dzielili opłatkiem, dawali sobie prezenty, ale z coraz większym poczuciem braku sensu.

Starsi będą czuć, już czują, że tracą grunt pod nogami, że coś im się wymyka, więc dociskają śrubę, stają się nieco brutalni, ale też groteskowi. No bo co? Ma pan córkę, syna, ta hierarchia się chwieje, to mówi pan: cicho, gnoje! Jak już przychodzicie, to udawajcie, że wszystko jest OK!

Dzieci czują, że to jest jakieś sztuczne i nienaturalne, ale ojciec każe, to udajemy, że sztuczne nie jest.

W dzieciństwie jest wiele sytuacji, gdy musimy udawać. Bo jesteśmy u cioci na imieninach, zupa nie smakuje, ale cicho, udawaj, że smakuje.

Przecież gdyby nie ten przymus dotyczący bycia na Wigilii, to pan w tym momencie robiłby co innego. Może oglądałby jakiś film. Może spotkał się ze znajomymi albo kochał z żoną. A tu panu każą wsuwać kapustę z grzybami, a jak się pan choć skrzywi, to usłyszy: czy przynajmniej raz w roku nie mogłoby być normalnie! To znaczy tak jak kiedyś!

Inna sprawa, że to kiedyś to też jest iluzja, bo dawniej również tak nie było, tylko w pamięci się wygładziło.

W Wigilię nie jest więc tak, jak pan mówi, że my się czujemy jak dzieci, ale jesteśmy traktowani jak dzieci. Bo gdyby to pierwsze, to byłoby super. Fajnie jest się przecież przebrać, wygłupiać, baraszkować, w grupie to już w ogóle, ale to musi być autentyczne. A tu jest wymuszone.

Problem w tym, że jeśli ja to zostawię i nie będę świętował, to będę czuł jakiś brak. Będę zazdrościł. Bo w człowieku wciąż jednak działa odwieczna potrzeba świąt.

Będę więc sobie własne święta tworzył. I ludzie tak robią. Na przykład święto z okazji tego, gdy pierwszy raz mnie pocałowałaś. (…)

Człowiek tęskni do tego, co w religii ważne, czyli do tego, by przynależeć. By mieć poczucie, że nie jestem sam, że ktoś o mnie dba i ten ktoś jest silniejszy niż przeciwności losu.

Wierzę, że człowiek bez religii nie może, ale jestem przekonany, że potrzebuje religii innej od tych, które dziś obowiązują. Jak powiedział Dalajlama: potrzebujemy tylu religii, ilu jest ludzi.

Można więc w czasie Wigilii udawać, że się jest dzieckiem, a można być dorosłym. Tylko że wtedy trzeba sobie zbudować jakąś własną formułę religii. I to jest właśnie ta druga możliwość”

[Tomasz Kwaśniewski, Niewolnicy krainy szczęśliwości, „Gazeta na Święta” 24-26 XII 2010].

  

piątek, 24 grudnia 2010, alexanderson
Tagi: rodzina
rodzina
Komentarze
2010/12/24 18:45:33
Oj jakie to prawdziwe...
-
2010/12/24 22:01:22
Po tak długiej przerwie Twój komentarz to prawdziwy wigilijny prezent. Dziękuję!... :-D
-
Gość: taki.jeden.ludź, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/12/25 00:28:20
oj jakie to... nieprawdziwe... xD :P
wydumany problem, po prostu...

kto zmusi dorosłego człowieka, żeby świętował to czy tamto, jeśli nie chce czy nie ma na to ochoty... a szczególnie geja - który nie jest nawet związany względami typu: bo dzieci chcą choinkę, bo żonie nie chcemy robić przykrości, że pierogi się nie udały i nie smakują, i te de i te pe...

chcę, to świętuję i biorę sobie z tego tyle radości ile potrafię... nie chcę, to się izoluję i spędzam sobie ten czas po swojemu... (jak chcę, to złożę konwencjonalne życzenia mamusi a potem powiem, że boli mnie głowa, brzuch, dusza i fokule wszystko, zatem ścielę łóżko, biorę książkę i idę na chorobowe, przykładowo... - pa pa! :D )

żebym miał w życiu tylko takie problemy, to byłbym w siódmym niebie... :P
-
Gość: taki.jeden.ludź, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/12/25 00:36:25
p.s.
dla mnie trudność i przykrość stanowi jedynie sam fakt (jeśli taki ma miejsce), że chciałoby się spędzić święta z kimś, kto jest nam naprawdę bliski, z kim mamy poczucie wspólnoty, ciepłej bliskości i zrozumienia a tymczasem nie ma w naszym życiu takiej osoby i wówczas niestety pozostaje nam jakiś erzac albo samotność niewybrana... ;(
-
2010/12/25 15:16:44
Gdybym miał TYLKO takie problemy, to też pewnie byłbym niemal szczęśliwy. Ale nawet mimo własnych chęci nie jestem w stanie od wszystkiego się odizolować (a już na pewno nie w swoim pokoju), zaś konsekwencje uciekania od pewnych rzeczy są po stokroć gorsze niż ich znoszenie. Zwłaszcza, jeśli przez pozostałą część roku i tak się od rodziców nieustannie odsuwam...
-
Gość: taki.jeden.ludź, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/12/25 17:22:34
rozumiem, ale ja potrafiłem nie tylko wycofać się do własnego pokoju powiedzmy symulując ból głowy i brzucha, ale potrafiłem też powiedzieć wprost: - pieprzę taką Wigilię w domu, w którym jestem ciągle napadany, krytykowany, traktowany złym słowem a nawet wulgarnym... spędzajcie ją sobie sami! zatrzasnąłem drzwi i wolałem coś takiego niż siedzieć z nimi przy jednym stole...

a innym znowuż razem, chodziłem przez okres kilku lat na mitingi dla osób z dysfunkcyjnych rodzin i poznałem tam na tyle fajnych, przyjaznych ludzi, że... w domu jednej z osób zorganizowaliśmy sobie Wigilię o ile pamiętam aż dwa lata z rzędu a potem jeszcze Sylwestra i wówczas też wypiąłem d*pę na szanowną rodzinę, ale zamiast siedzieć jak mops zdołowany w swoim pokoju, to byłem między fajnymi, przyjaznymi ludźmi i świętowałem sobie z przyjemnością i w miłym nastroju dużo lepiej niż z własną rodziną...

w tym roku natomiast to... miałem circus zamiast Wigilii, albo jeśli kto woli... kabaret! ;-)) ale tak się składa, że aktualnie jestem wewnętrznie w nieco lepszej formie i już mnie tak bardzo to wszystko nie dołuje... przyjąłem zatem stosowny dystans i chociaż nie było mi zbyt przyjemnie, to jednak przetrwałem to wszystko i wyszedłem suchą nogą, jak to mówią... a w międzyczasie poczytałem sobie coś miłego, posiedziałem na necie, porozmawiałem z moim ulubionym kolegą dłuuuugo przez telefon :-) poczytałem sobie wszystkie miłe smsy jakich w tym roku wyjątkowo dużo dostałem na święta i... nie dałem sobie zepsuć humoru i samopoczucia... Wigilię, jako Wigilię miałem beznadziejną, ale TEN CZAS spędziłem w nie najgorszym humorze i nie w nieprzyjemny sposób... obroniłem się! :) a jeszcze nawet matce powiedziałem, że mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będę mógł przeżyć fajne Wigilie a na jej pytanie co przez to rozumiem, odpowiedziałem, że... bardzo dobrze rozumiem co to jest dla mnie dobra fajna Wigilia i jak taką będę jeszcze kiedyś miał, to z pewnością będę to czuł i o tym wiedział... ;-))

zamilkła, z lekka wkurzona... :D :D :P

alexanderson, zaskoczyłeś mnie zupełnym brakiem odzewu na mój ostatni list do Ciebie... nawet dwóch zdań otuchy czy przyjaznych życzeń od Ciebie nie otrzymałem w odpowiedzi na moje, jak również żadnej odpowiedzi, na pytanie, które Ci zadałem ani reakcji na moją propozycję... :P jeśli to oznacza, że jesteś niechętny do kontaktu, to ja nie będę go kontynuował... a jeśli chcesz kontakt ze mną w dalszym ciągu utrzymywać, to czekam na Twój odzew mailowy... (sorry, że piszę to w tym miejscu, ale świadomie postanowiłem zachować się w taki właśnie sposób...)
-
2010/12/25 17:46:51
Twoja odpowiedź na mój list z poniedziałku przyszła w czwartek, przeczytałem go ledwie wczoraj wieczorem, więc i Ty możesz teraz trochę poczekać (jest sobota, minęły dopiero dwa dni, są Święta, mam inne zajęcia, mówiłem też, że najłatwiej będzie mi odpowiadać na Twoje długie listy z pracy)... Stajesz się nieco napastliwy, zaborczy i męczący, jakby moje życie miało się nagle kręcić wokół Ciebie przez sam fakt, że zacząłeś do mnie pisać i komentujesz na blogu...
-
Gość: s., *.newt.cable.virginmedia.com
2010/12/25 18:03:27
Teraz niech w ruch pójdą torepki :P
-
Gość: taki.jeden.ludź, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/12/25 18:13:56
moje słowa skierowane do Ciebie przed świętami miały charakter osobisty, przyjazny, były tam też życzenia dla Ciebie, pytanie o pewną sprawę związaną z Wigilią a także propozycja jeszcze innej formy kontaktu...

Twoim brakiem JAKIEJKOLWIEK reakcji czuję się nie tylko rozczarowany, ale także dotknięty... bo mam potrzebę WZAJEMNEGO wychodzenia sobie na przeciw w obszarze przyjaznego wsparcia, dialogu, itp. a jeśli nie ma to miejsca to wtedy moja potrzeba zbliżenia się z drugim człowiekiem i budowania z nim przyjemnej relacji pozostaje nie zaspokojona...

chcesz powiedzieć, że jesteś zbyt zajęty, by napisać w odpowiedzi 3-4 przyjazne, wspierające zdania, jakichś parę miłych słów tak spontanicznie, świątecznie i odnieść się do propozycji kontaktu w tym właśnie okresie...?

za to czujesz się w obliczu takiej sytuacji napadany, zawłaszczany i męczony...?

he he... :))

to wiesz... mówiąc szczerze, na takim kontakcie mi nie zależy i nie tego rodzaju była moja propozycja...

najwyraźniej na taki kontakt jaki Ci zaproponowałem po prostu Cię nie stać - bo przecież chęć wyraziłeś...

pozdrawiam - tjl.

p.s.
a w PRACY, to proponuję Ci... pracować... (na przykład po to, żeby tej pracy nie stracić... ;-)
na PRYWATNE kontakty, ja poświęcam mój czas prywatny... :P
-
Gość: taki.jeden.ludź, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/12/25 18:17:32
"Gość: s., cpc3-newt30-2-0-cust352.newt.cable.virginmedia.com
2010/12/25 18:03:27
Teraz niech w ruch pójdą torepki :P"

- jeśli już, to ewentualnie... toreBki... ;-)) :P
w sumie, takie sprawy powinny być obgadywane na priva, ale mnie akurat... nie zależy - nie mój blog ;-) a jeśli na maila nie dostałem JAKIEJKOLWIEK odpowiedzii, to nie będę słał kolejnego i tyle... :D
-
2010/12/25 19:01:46
Czytając takie artykuły najpierw się denerwuję: jak w ogóle ktoś może w taki sposób podchodzić do Świąt - bo należę do tych szczęśliwców dla których Wigilia zawsze była magiczna a teraz jest po prostu powodem żeby się spotkać całą gromadą i świetnie się bawić ciesząc się z wzajemnego towarzystwa (i jeść barszcz z uszkami!!!).
Ale byłam też w tym roku na wigilii u moich przyszłych teściów - i widziałam po minach, ze właściwie nikomu taka sytuacja (wspólna kolacja) nie sprawia przyjemnosci. Ratunkiem był telewizor.... Nie są w żaden sposób skonfliktowani, po prostu nie mają ochoty się do siebie odzywać. I owszem, wtedy pojawia sie pytanie - po co w ogóle się zabawiać w jakieś Święta? Jałowe, sztuczne i bez sensu...
-
Gość: s., *.newt.cable.virginmedia.com
2010/12/25 19:04:00
"- jeśli już, to ewentualnie... toreBki... ;-)) :P"

{facepalm}
-
2010/12/25 21:23:29
taki.jeden.ludź:
Człowieku, Ty nawet nie dajesz szansy normalnemu zawiązaniu się jakiejś relacji, bo od razu zaczynasz strzelać fochy i jak dziecko domagać natychmiastowej odpowiedzi! Tym właśnie (w drugim z Twoich powyższych komentarzy) poczułem się dotknięty... I jeszcze ta uwaga, że podobne sprawy powinno się załatwiać na privie - a kto wcześniej zaczął tu właśnie, podkreślając jeszcze, że specjalnie robi to w tym miejscu?...
Ja również napisałem do Ciebie długi i osobisty list, w którym zwierzyłem z bolesnych dla mnie spraw i zamierzałem kontynuować tę korespondencję w poniedziałek (czekałem na Twój list dłużej, a jakoś się nie skarżyłem - w ogóle nie przyszłoby mi to do głowy). Chciałem na spokojnie odnieść się do wszystkich wątków - spontaniczność nie jest moją mocną stroną, zwłaszcza w relacji nienacechowanej jeszcze uczuciowo. Nie mam pełnej swobody w korzystaniu z Internetu w domu - w pracy natomiast czasu mam ostatnio aż nadto, a jej charakter, umowa-zlecenie, daje mi więcej swobody niż komukolwiek innemu w firmie. I nie martw się zbytnio o moją pracę, bo zamierzam z niej zrezygnować w przeciągu 6 miesięcy. Ale przecież to wszystko już Cię w ogóle nie obchodzi...
Powodzenia życzę!
-
Gość: taki.jeden.ludź, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/12/25 23:24:32
powodzenia...? w czym? :P

nigdzie nie napisałem, że "to wszystko mnie już w ogóle nie obchodzi"... - a jeśli interesują Cię moje odczucia, to owszem: OBCHODZI MNIE i chętnie powyjaśniam z Tobą to wszystko co jeszcze ewentualnie jest do wyjaśnienia... Twój list przeczytałem kilka razy i zastanawiałem się nad nim... ALE CZEKAŁEM NA JAKĄKOLWIEK TWOJĄ BEZPOŚREDNIĄ SPONTANICZNĄ REAKCJĘ NA MOJĄ PROPOZYCJĘ, ŻYCZENIA, ZADANE PYTANIE, SŁOWA WSPARCIA - przyjmij to wreszcie do wiadomości, bo chyba nie przekracza to Twoich możliwości... hem? :P (i nie mam tu na myśli obszernego listu - o ZAREAGOWANIE i krótkie odniesienie się mi chodzi...) - przykro mi, że poczułeś się takim moim oczekiwaniem dotknięty, ale też bardzo mnie to dziwi, bo ja bym się raczej ucieszył a poza tym sam poczułbym spontaniczną potrzebę odpisania na życzenia i odniesienia się do propozycji telefonicznego kontaktu gdyż dla mnie byłaby to propozycja miła i atrakcyjna... Ty natomiast potraktowałeś to wszystko milczeniem... :P

i nie pozwalaj sobie... ;-)) nie mów do mnie "człowieku" (bo brzmi to zbyt... dumnie!!!) xD :P
znasz mojego nicka i moje imię... :-)

masz rację, że powinniśmy rozmawiać na privie, ale... na privie milczysz - bo sprawdzam! no to pogadaliśmy sobie tutaj... :P

a do strzelania fochów, to mi daleko jak stąd na księżyc... mam konkretne zastrzeżenia do Twojego określonego zachowania - wyraziłem je i odkryłem swoje uczucia... mam wrażenie, że nawet zacząłeś brać dobry przykład odkrywając co Ciebie dotknęło... ;-)) :P cieszy mnie to! :-)

pozdrawiam - szczerze i w sumie serdecznie, chociaż jestem wkurzony, ale zapewne wkrótce mi przejdzie, czego i Tobie życzę... ;-)

p.s.
widzę, że mimo okrutnej świątecznej Twej zajętości... ;-)) oraz ograniczeń internetowych, pisanie TUTAJ idzie Ci całkiem gładko i bez przeszkód... więc raz kozie śmierć, proponuję spróbuj na maila - jest szansa, że może jednak też Ci się uda... ;-) może nawet zdążysz jeszcze odwzajemnić mi jakieś przyjazne życzenia, bo w końcu święta jeszcze trwają... :P
i jak Ci się świętuje...? aż tak kiepsko jak się spodziewałeś?
mam wrażenie, że tu ze mną całkiem nienudno... ;-))