~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
887. A Landmark Year...

  

Noc sylwestrowa jak zawsze. I jakoś tak w ostatnich latach bardziej też senna niż powszednie – normalnie chciałoby się kłaść o pierwszej, a w ten akurat wieczór już o jedenastej. Życie wymusza jednak, by było odwrotnie… Z dużego pokoju tradycyjnie dobiega ryk telewizora, kanały przeskakują z jednego koncertu na drugi. Głowa mnie od tego boli po paru godzinach – nie chce się nic czytać ani też oglądać. O północy drobny łyk szampana (nie mogę pić bąbelków) i zaraz do łóżka. Po raz trzydziesty witam Nowy Rok jedynie z rodzicami, w domu – i nie wiem, że można inaczej…

  

Jeśli zaś miałbym sobie czegoś życzyć, to determinacji – zmusić się do odwiedzenia w końcu tych lekarzy, nim ułomności ciała zeżrą całkowicie poczucie wartości; wciąż pracować, ciułać, ćwiczyć, przełamać zmęczenie, zwątpienie; nie przestraszyć tego, co konieczne, co postanowione – i nie cofnąć, nie przepaścić szansy, ostatniej okazji. Znaleźć swoje miejsce, małą, cichą przestrzeń, nie wyrzekać wiary, że ktoś kiedyś jeszcze… Poczuć się bezpiecznie, odetchnąć spokojnie – może to najbardziej: wolności. Seksu wreszcie…

  

niedziela, 02 stycznia 2011, alexanderson
Tagi: rodzina
rodzina
Komentarze
Gość: taki.jeden.ludź, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/01/04 23:48:47
"Po raz trzydziesty witam Nowy Rok jedynie z rodzicami, w domu i nie wiem, że można inaczej"

- no kurde... normalnie mnie zatkało!!! no ja w tym roku też spędziłem raczej beznadziejnego, domowego sylwestra, ale chociaż... z moim kotem se pogadałem, przez telefon trochę, smsami, itp.

bywało, że spędzałem z moim chłopakiem... w szczerym polu - bo nie zdążyliśmy przez zaspy dotrzeć do domu na czas... xD i całowaliśmy się sylwestrowo pod granatowym mroźnym, rozgwieżdżonym niebem... mmmmm.... jakie to było fajne... :P a kiedyś tam popijałem szampana na wiedeńskiej starówce, za darmochę rozdawanego w kieliszkach i kołysząc wdzięcznie tyłeczkiem... ;-)) w rytm wiedeńskiego walca... a znowuż innym razem... no ale bywało też nie raz nudno i marnie - ale żeby tak TRZYDZIEŚCI RAZY, JEDEN PO DRUGIM W DOMU Z RODZICAMI - TO BEZ PRZESADY!!!

dlaczego nigdy nie spróbowałeś CZEGOKOLWIEK...? choćby umówić się ze znajomymi we Wrocku na jakiś wspólny wypad na rynek czy gdzieś tam i na jedną noc wziąć sobie hotel, jeśli nie chciałbyś potem gdzieś w czyimś domu nocować i tak dalej...

dlaczego nie spróbowałeś pogadać ze mną tej sylwestrowej nocy...? przecież Ci proponowałem - i byłaby to dla mnie przyjemność oraz odparcie takiej totalnej samotności w ten jedyny wieczór w roku... ja wiem, że to, śmo i tamto... no ale czy nie byłoby fajnie wtedy chociaż powiedzieć sobie co za oknem widać, co w duszy gra i tak dalej... :-) a Ty siedziałeś tak sam ze sobą jak mops... i przez 30 lat niczego fajniejszego nie potrafiłeś sobie dać?? SZOK! - jednak widać wyraźnie, że w dużej mierze SAM SOBIE TO ROBISZ... i co, fajnie Ci tak? :P :P
-
2011/01/05 18:55:31
"Widać" to, co chcesz zobaczyć, a tak naprawdę rzeczywistość jest złożona w sposób niepojęty...

Podstawowym motywem tego bloga - i kluczem do zrozumienia mnie samego - jest fakt, że dopiero w 25-27 roku życia zacząłem sobie w pełni uświadamiać, do jakiego stopnia wszystko, czego do tego czasu doświadczyłem (lub czego nie zaznałem) odbiega od szeroko rozumianej normy, jak było inne, jak nie przychodziło mi wcześniej do głowy, że mogłoby być inaczej - albo że coś powszechnego wśród ludzi mogło dotyczyć także mnie samego (np. sprawy płci i seksualności). W ogóle się nad tym nie zastanawiałem - nie wiem, dlaczego. To nie były moje wybory ani świadome decyzje - może raczej jakiś stopień upośledzenia, brak jakiejkolwiek refleksji nad sobą samym, przykład jakiejś totalnej, paraliżującej apatii (jeśli zaś z wiele razy przywoływanych tu powodów dodatkowo izolowałem się ze strachu przed ludźmi, to nie było też nawet okazji, by przekonywać się o własnych odczuciach, pragnieniach, konfrontować swoje życie z życiem innych - słowem: zdobywać wiedzę o sobie)...

Sylwester nie jest tu najlepszym przykładem, bo nigdy nie widziałem powodu, by tego dnia coś świętować. Przyjaciół i znajomych do niedawna nie miałem, więc nie pojawiała się też myśl, że można inaczej, bez rodziców. Gdy dwa lata temu pojawiło się pierwsze zaproszenie na spędzenie w małym gronie tej nocy - przestraszyłem się nieco: że będę piątym kołem u wozu w grupie wyluzowanych osób... że nie zniosę patrzenia, jak ktoś darzony przeze mnie uczuciem jest szczęśliwy z innym... że noc poza domem (których wówczas jeszcze nie doświadczyłem) stanie się powodem do awantur z rodzicami... Obecnie we Wrocławiu nie mam już nikogo, a szansę na Sylwestra z kimś zaprzepaściłem wiele tygodni temu - z sobie tylko wiadomych powodów...
-
Gość: taki.jeden.ludź, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/01/06 03:13:31
chciałbym się odnieść do środkowego akapitu... otóż, to co piszesz silnie kojarzy mi się z pewną "działką" psychologii i psychoterapii zwaną w skrócie DDA lub DDD (Dorosłe Dzieci Alkoholików lub Dorosłe Dzieci Dysfunkcyjne=z rodzin dysfunkcyjnych)... przy czym dysfunkcję rozumie się w tym nurcie jako na przykład stosowanie przemocy fizycznej lub psychicznej w rodzinie, albo stan rozbicia rodziny (np. rozwód rodziców), ale też nawet coś takiego jak choroba psychiczna czy zaburzenia emocjonalne rodzica, itp.

to co piszesz o własnej apatii i jakby niezdawaniu sobie sprawy z tego, że sposób w jaki żyjesz całymi latami odbiega od powszechnie rozumianej normy wydaje mi się świadczyć o tym, że być może rodzina, w której wyrastałeś i żyjesz charakteryzuje się właśnie jakimś rodzajem dysfunkcji na tyle poważnej, że zrodziło to w Twoim wnętrzu także poważne skutki... przyszło mi do głowy, że mógłbyś odnieść korzyść z uczestnictwa na przykład w tak zwanych mitingach DDA/DDD, które nie są rodzajem psychoterapii, ale grup samopomocowych o charakterze wsparcia... ja brałem udział w takich grupach przez dłuższy nawet czas i w tamtym okresie wniosło mi to dużo oparcia, wzmocnienia płynącego z kontaktu z ludźmi o podobnych problemach do moich i otrzymywanego od nich zrozumienia i otuchy... ułatwiało to też przyglądanie się sobie i poznawanie samego siebie... ponadto, znajomości tam zawarte przeniosły się również na grunt czysto prywatny i wzbogaciły oraz ułatwiły moje życie pod różnymi względami... :-)