~ Człowieka zbędnego notatki z podziemia ~
Blog > Komentarze do wpisu
894. Déjà vu...

  

Wokół mnie wciąż sytuacje, dialogi, obrazy, które musiałem już widzieć i słyszeć, przysiąc bym mógł, że całkiem niedawno się śniły. Wszystko więc, co przeżywane na jawie, jest niby kopia – a przecież powtarzam bez wprawy…

   

Przeglądam ponownie krótkie opowiadanie Sándora Máraia „Wytłumaczenie” o ostatnich godzinach Dantona (jakiś fragment powrócił w pamięci, sprawdzić go na szybko zatem chciałem), a kilka dni później natrafiam na telewizyjną rejestrację spektaklu „Sprawa Dantona” Stanisławy Przybyszewskiej w reżyserii Jana Klaty ze Sceny na Świebodzkim we Wrocławiu. Ta popkulturowość, slapstick, groteska – nawet przemawiają; chciałbym znów zasiąść (często tak móc!) na widowni…

Kiedy indziej zaś, dość przypadkowo, film „Anthony Zimmer” (Francja’2005; reż. Jérôme Salle) z Zośką (Marceau) i Olbrychskim. Kilka minut po obejrzeniu czytam o premierze „Turysty” (USA/Włochy/Francja’2009; reż. Florian Henckel von Donnersmarck) i z opisu fabuły od razu się domyślam, że to remake pierwszego. Mama się trochę kocha w Johnny’m Deppie (ja także bardzo lubię, choć nie erotycznie) i chciałaby to zobaczyć. Wolałbym jednak, żeby poszła na „Zabiłem moją matkę” (Kanada’2009; reż. Xavier Dolan). Mnie pewnie też by się przydało. Czy obydwoje zobaczylibyśmy na ekranie siebie? Czy o nas film bardziej dramatem byłby czy żałosną farsą?...

  

poniedziałek, 17 stycznia 2011, alexanderson
filmy,książki,rodzina
Komentarze
Gość: taki.jeden.ludź, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/01/18 01:39:24
"Przeglądam ponownie krótkie opowiadanie Sándora Máraia Wytłumaczenie o ostatnich godzinach Dantona (jakiś fragment powrócił w pamięci, sprawdzić go szybko zatem chciałem)
(.....)
Czy o nas film bardziej dramatem byłby czy żałosną farsą?... "

- no sorry, ale kiedy używasz takiej właśnie pretensjonalnej składni, to mi się flaki przewracają i trudno mi się wręcz skupić na TREŚCI... ;-(

nie mógłbyś (czy też nie chcesz?) pisać takich rzeczy w naturalny, bezpośredni sposób?
-
2011/01/18 11:29:44
Dobrze w takim razie, że mnie nie czytasz, bo do końca by Ci się te flaki przewróciły...

Film "Zabiłem moją matkę" widziałem. Warto się wybrać. Sala momentami parskała ze śmiechu, a mi leciały łzy.
-
Gość: s., *.newt.cable.virginmedia.com
2011/01/18 16:11:19
@taki jeden
Chciałbym zwrócić uwagę, że symbol, którego używasz powinien wyglądać tak: (...)
albowiem w postaci: (.......) jest wyjątkowo drażniący :)
-
Gość: taki.jeden.ludź, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/01/19 00:47:24
@s.
dowcipne - roześmiałem się... :D ALE nie zmienia to faktu, że Twoja sugestia dotyczy jednak zupełnie czegoś innego niż moja, skierowana do alexandersona... oczywiście mój styl również miewa potknięcia i braki (pewnie poważniejsze niż interpunkcja... ;-)), ale w dalszym ciągu: NIE O TO CHODZI... :)

ja nie taplam się w "bagnie" (by użyć określenia alexandersona) pretensjonalnej formy służącej do przekazywania, w moim odczuciu, w dużej mierze NIE TYLE OKREŚLONEJ TREŚCI, CO RACZEJ ODREAGOWYWANIU WŁASNYCH KOMPLEKSÓW, z jednej strony, A POTWIERDZANIU WYIDEALIZOWANEGO OBRAZU WŁASNEGO 'JA', z drugiej... i faktycznie powstaje wrażenie, jakby to bagno alexandersona wciągało - co Jemu samemu udało się również zauważyć... mnie się to po prostu nie podoba i uważam, że nie służy to niczemu dobremu... nie jest to też żadna wartościowa literatura, moim zdaniem... (mimo niezłego, choć cechującego się manierą, warsztatu)

niechby już nawet jęczał i utyskiwał nieustannie, ale W NATURALNY I SZCZERY SPOSÓB WYRAŻAJĄC SWOJE UCZUCIA... - nawiasem mówiąc, przypuszczam, że gdyby tak właśnie do tego podszedł, to efekt byłby dużo bardziej konstruktywny i pożyteczny i... szybciej by się to skończyło! ;)

no nic nie poradzę... ale takie jest właśnie moje zdanie i dlatego wiem dobrze co i dlaczego mnie w tym blogu i w alexandersonie drażni... :P i jak dopiero co czytałem w komentarzach chyba ze dwa posty wstecz, nie jestem w mojej opinii i odbiorze odosobniony...

@Caviardage, Twojego bloga też popróbowałem, że tak powiem i... wolę tego tutaj, w wykonaniu alexandersona (jeśli Cię to może pocieszy... ;-)) Twoje pisanie naprawdę ciężko mi się czytało - mimo, że niby oryginalne, ale zupełnie nie mogłem się w tym rozsmakować... chociaż owszem, wiadomo mi, że nawet ciężka i dziwaczna niekiedy kuchnia brytyjska, powiedzmy... ma także swoich amatorów... ;-)